Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Funny Games {Funny Games}

bradesinarus

Witam!

fg

Tak spoglądam na ten blog i poczynione przeze mnie wpisy i widzę, że coś niepokojąco skręcamy w stronę kina lekkiego, łatwego i przyjemnego i niedługo chyba zaczne tu recenzować najnowsze odcinki "Plebanii" ( Przysięgam dopoki w takich produkcjach nie będzie Zombiaków, pomijąc aktorów, wybuchów i w ogóle czegoś interesującego to tak się nie stanie). Postanowiłem więc podjąć środki zaradcze i dziś spróbujemy skoku na głęboką wodę za sprawą filmu o wyraźnych aspiracjach artystycznych. Czyli tak jak może ktoś przeczytał już w tytule będzie to film austriackiego reżysera Michaela Haneke "Funny Games". Ten film jest rewelacyjny! Intensywny, Brutalny i niezwykle depresyjny. Po jego obejrzeniu czułem się psychicznie rozbity i przygnieciony do podłogi niczym papież w ten słynnej rzeźbie Maurizio Cattelaniego. Ostatni takie wrażenia towarzyszyły mi po genialnym "Czarnym Łabędziu" i prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się, że jeszcze jakiś film wywrze na mnie podobne wrażenie. No cóż byłem w błedzie.  Co by nie przedłużać to powiem tylko, że tak należy kręcić filmy.

TEMATYKA

Pozornie ten film jest kolejnym spośród taśmowo produkowanych w Hollywood i innych krajach (Poza Polską Of couse) filmów o psychopatach, takich jak te wszystkie "Piły", "Hostele" i inni "Sadyści", których producenci znają podstawową wręcz trywialną prawdę: Najlepiej sprzedają się cycki (seks) i Krew (przemoc). Dlatego pełno w nich latających niczym fajerwerki w Nowy Rok głów i wnętrzości malowniczo wypruwanych z nabuzowanych marihuaną nastolatków przez uczynnych freaków, jakichś jasonów czy Victorów. A to wszystko okraszone cycatymi laskami chętnymi w każdej chwili do eksponowania swoich walorów. No więc ten film, jak już pisałem, jest prawie taki sam. Tylko, że "prawie" robi wielką różnicę. Bo tu nie mamy do czynienia z gloryfikacją przemocy. Tu reżyser wykorzystując schemat kina grozy by znaleźć odpowiedź na pytanie: Dlaczego życie staje się coraz bardziej brutalne. I ma jasną odpowiedź: "Winny jesteś ty szanowny widzu oglądając filmy pełne przemocy i czerpiąc z nich przyjemność". Czyli zdaniem autora każdy człowiek jest hipokrytą niby pozornie marzącym o bezpieczeństwie i spokoju ale z drugiej strony oglądającym sceny przemocy i upającym się nimi. Przez to wszystko to nieco przypomina film Oliviera Stone'a "Urodzeni Mordercy", który też jest głosem oskarżycielskim ( A przynajmniej ja go tak odbieram nie wiem czy pan Haneke by się z tym zgodził)w kierunku współczesnej kultury masowej o folgowanie najniższym instynktom.

AKTORSTWO

No cóż aktorstwo, zwłaszcza po stronie protagonistów nie jest najmocniejszą stroną tego filmu. Weźmy np. tę aktorkę grającą Annę ( czy jak ona tam się nazywała)., która nie dość, że ma niezwykle jak to się teraz mówi niepokojącą urodę ( Sorry! ja wiem, że to nie mój gust i te rzeczy, a Niemki są ogólnie brzydkie jak noc. Ale seriously? Naprawdę nie dało się znaleźć aktorki, na której widok człowiek mimowolnie nie odwracałby wzroku od ekranu?) co pewnie nawet mógłbym jej wybaczyć gdyby choć stworzyła jakąś wielką rolę. A tu robi wrażenie jakby nie potrafiła nawet wyrazić emocji jakie musiałby czuć człowiek znajdujący się w adekwatnej sytuacji. Jej mąż ciut lepiej przynajmniej starał się momentami coś zagrać ale potem chyba dostosował się do poziomu swojej drewnianej partnerki. Ten ich synek nie zrobił tego czego się obawiałem, a co jest najczęstsze u dzieci grających w tego typu produkcjach, czyli nie położył jej ale nic więcej nie da się o nim powiedzieć. Natomiast warto poświęcić chwilę antagonistom. Aktorzy ich grający tworzą tu bardzo ciekawe kreacje i rzecywiście można uwierzyć w ich image grzecznych chłopców z dobrego domu, którzy nagle i zupełnie bez żadnego powodu postanowili się trochę zabawić w zabijanie.

SCENARIUSZ

Scenariusz jest rzeczywiście genialnie napisany i jest rzeczywistym filarem tego filmu. Poza ty, że taka historia jak przedstawiona tutaj mogłaby w zasadzie spotkać każdego z nas to jeszcze reżyser umiejętnie myli tropy ( Na przykład scena ze strzelbą czy nożem w łódce) i gra z naszymi przyzwyczajeniami i wyobrażeniami o konwencji takich filmów czyli m.in. burzenie tzw. czwartej ściany ( Wspomniane mruganie do kamery czy teksty typu "Macie już dość? Oczekujecie prawdziwego zakończenia prawda" skierowane w stronę widzów) i uświadominienia widzowi, że bierze udział w tym widowisku. Jednak, żeby nie było za słodko to wart wspomnieć o nektórych zapychaczach jak np. ta akcja z suszeniem telefona, która obiektywnie rzecz biorąc nie wniosła do filmu nic a trwał prawie dziesięć minut. Sorry ale ale jeśli dajemy widzowi elementy układanki, żeby sobie ułożył film to nie dawajmy mu elementów, które pasują do siebie jak pies do jeża. Chociaż może to też był jakiś reżyserski zamysł, którego ja nie potrafię dostrzec?

MUZYKA

Właściwie to nie wiem czy można tu mówić o muzyce skoro większość wydarzeń  odbywa się w całkowitej ciszy a jedyne fragmenty kiedy słyszymy jakiekolwiek dźwięki są wtedy kiedy ktoś włącza płytę. Jednak w tym miejscu warto zauważyć dysonans jaki miał miejsce w trakcie początkowej sekwencji tego filmu, który bardzo dobrze oddaje treść filmu. Chodzi mi tu mianowicie o moment kiedy mamy łagodne, delikatne dźwięki muzyki klasycznej w scenie kiedy rodzinka gra w jakąś wariację na temat "Jaka to melodia?" a w pewnym momencie nagle wdzierają się dźwięki jakiegoś punkowego szlagieru.

SPRAWY TECHNICZNE

Jeżeli wspomniałem o tym, że filarem tego filmu w sposób zdecydowany był scenariusz to warto też wspomnieć o nie mniej ważnym czyli Montażu. Bo to dzięki właśnie kapitalnemu montażowi ten film wydaje nam się brudny, brutalny i intensywny w czasie kiedy tak naprawdę to większości drastycznych scen nie widzimy ( Np. chyba najbardziej wstrząsającej sceny zabójstwa w pokoju telewizyjnym kiedy zamiast być epatowani jego widokiem słyszeliśmy tylko huk wystrzału bo kamera była zajęta pokazywaniem akurat czegoś innego. Warto tu wymienić też scenę "Przewijania" (Jeżeli ktoś widział film napewno skojarzy), która tak naprawdę pokazuje bezsens podejmowania jakichkolwiek dziłań przez bohaterów bo i tak są one z góry skazane na klęskę.

PODSUMOWUJĄC

No cóż Mimo, że nie jest to film dla wszystkich to jednak robi naprawdę kolosalne wrażenie i jak dla mnie jest jednym z najwybitniejszych obrazów jakie kiedykolwiek nakręcono. To kino uświadamijące nam, że to co robimy rodzi konsekwencje, a oglądnie przemocy w TV nie jest wcale takie niewinne bowiem w ten sposób wspieramy powstawanie kolejnych coraz bardziej zdeprawowanych obrazów.

Film: Funny Games {Funny Games}

Reżyser: Michael Haneke

Rok:1997

Kraj: Austria

Gatunek: Dramat, Thriller










© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci