Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Jak Zostać Królem { The King Speach}

bradesinarus

Witam!

fff

Dziś na warsztat biorę film, który w tym roku zdobył Oscara a także wiele innych prestiżowych nagród. Siegnęłem po niego tylko dlatego, żeby zobaczyć czy to wszystko było zasłużone. Udało mi się go obejrzeć dopiero teraz więc nie będę ukrywał, że na Oscarach kibicowałem innym produkcjom. Wydawało mi się, że przy takich produkcjach jak "Incepcja" czy Czarny łabędź" nic innego nie będzie w stanie mnie oszołomić. I muszę powiedzieć, że nie wiem co napisać o tym filmie. To znaczy nie żeby on był jakoś przesadnie zły czy coś.Przyznaję, że fajnie się go oglądało i w ogóle. Po prostu to nie moja bajka. jak dla mnie za mało tu było tajemnicy.  Za mało klimatów jak z najdzikszych snów.

TEMATYKA

To o czym stanowi ten film było już wałkowane setki tysięcy razy czyli jak pomimo wielu trudności osiągnąć sukces. Różni się od nich tylko tym, że główny bohater jest brytyjskim księciem a później królem. I że mamy w ty filmie coś jakby klamrę czyli dwa przemówienia: Jedno kompletnie nieudane na początku a drugie więcej niż udane na końcu.  A mimo to czymś jednak zachwycił członków szacownej akademii, bo przecież wszyscy nie dostali naraz ataku pomroczności jasnej. Może tym, że w dobie kryzysu ten film jest programowo optymistyczny i pokazuje nam, że cytując klasyka "Yes we can!"? A może było to prostu zagranie kunktatorskie polegające na obawie przed nagrodzeniem filmów odważniejszych, czy jak chociażby "Social network" zgłębiających czarną stronę ludzkiej psychiki? Nie wiem jak dla mnie to po prostu mogło tu chodzić o taki nieco "konserwatywny" styl tego filmu, bez udziwnień, których Akademia ( Co już niejednokrotnie udowodniła) nie znosi.

jzk

AKTORSTWO

Uczciwie rzecz biorąc aktorstwo to jak dla mnie najjaśniejszy punkt całego filmu i dowód na to, że dobry aktor to i ze słabego scenariusza potrafi zrobić dobry film. Aż nie chcę mi się myśleć jak ten obraz prezentował by się gdyby grali w nim tacy "geniusze" aktorstwa jak np. Robert Pattinson czy Nicholas "Mam tylko jedną minę i nie zawacham się jej użyć" Cage. Tu mamy szarżującego jak dziki bizon ( Acz nie przeszarżowującego) Geoffreya Rusha w roli nauczyciela dykcji o niekonwencjonalnych metodach, który rzeczywiście tworzy rolę godną wielu nagród oraz Colina Firtha, którego Jerzy VI jest przekonujący. A wszyscy dobrze wiemy jak to jest ważne, żeby główna postać sprawiała, że chce się jej kibicować. Natomiast jest tu też postać grana prze Helenę Bonham Carter, która nie wiem dlaczego była nominowana akurat za ten film skoro nie wnosi tu zbyt wiele, a jej rola sprowadza się tylko do bycia "paprotką" ( Nie wiem na ile to wynikało z charakteru opowiadanej tu historii a na ile to po prostu słabsza kreacja, która może przytrafić się każdemu aktorowi)

aaa

SCENARIUSZ

Skoro poprzedni to była największa zaleta tego filmu to mamy do czynienia z umiarkowaną wtopą. Bo niby wtydawało by się, że to scenariusz wzorcowy bo mamy tu i ciekawe postacie i fajne dialogi ale z drugiej czegoś brakuje. Już wiem! Brakuje Tajemnicy!. Bo jeżeli ktoś interesuje się historią ( Ja mam niestety tą  przypadłość, że trochę się tym interesuję)  to wie jak się ta historia zakończy i po prostu nie ma tu nic co mogłoby go zainteresować poza samym podziwianiem geniuszu aktorskiego duetu Rush i Firth, ale o tym już zdaję się wspomniałem. Naprawdę dzieło pana Hoopera minimalnie ale jednak przegrywa w starciu o tytuł najlepszego filmu biograficznego z "Social Network", który zrobił na mnie jakoś większe wrażenie. A wygranej w kategorii scenariusz oryginalny, kiedy nie wiadomo co tu jest oryginalne skoro oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, nad niezwykle oryginalną "Incepcją" nie skomentuję bo brak mi słów.

das

MUZYKA

Nie robi jakiegoś super wielkiego wrażenia, nie wdziera się do najbardziej głębokich pokładów mózgówych robiąc tam Apokalipsę równą bombardowaniom Drezna. Po prostu mamy tu przykład typowej dobrze wykonanej muzyki filmowej, która świetnie sprawdza się z obrazem ale ucieka z pamięci niedługo po nim.  A to w roku dominacji muzyki podniosłej i wywierającej na słuchaczu taki wpływ jak opisałem w poprzednim zdaniu trochę mało.

MONTAŻ/ZDJĘCIA

I znów nie mam jakichś wielkich zastrzeżeń ani do montażu ani do zdjęć. Po prostu dobra robota. Zdjęcia, co należy podkreślić, doskonale oddają klimat lat trzydziestych ale nie mają aspiracji do bycia przesadnie artystycznymi. Montaż natomiast spełnia swoją rolę. Tylko tyle i aż tyle.

gg

PODSUMOWUJĄC

Mimo, że mi osobiście ten film się nawet podobał to jednak nie dałbym mu aż tylu nagród bo chyba na nie nie zasłużył, a już szczególnie w takim roku jak ten kiedy jego konkurentami były "Incepcja" czy "Czarny Łabędź". Tak samo nie wiem jak najlepszym reżyserem mógł zostać Tom Hooper ( Do rozdania oscarów to myślałem nawet, że to Tobe Hooper, który wyreżyserował "Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną" teraz zabrał się za takie filmy. Seriously!) skoro byli reżyserzy tacy jak Fincher czy Aronofsky o Nolanie nie wspominając. Ale cóż chyba znów w przypadku tych trzech nazwisk możemy mieć do czynienia z tzw. Casusem Scorsese. Ale cóż mleko się wylało trzeba jakoś z tym żyć. Także gratuluję twórcom tak wielu nagród i proszę o jakiś lepszy film bardziej w moim guście.

OCENA

********/10

 

Tytuł: "Jak Zostać Królem" {The King's Speach}

Reżyser Tom Hooper

Rok: 2010

Kraj:Australia, USA, Wielka Brytania

Dystrybutor: Kino Świat

Gatunek: Biograficzny, Dramat Historyczny



 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci