Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Obcy kontra Predator {Alien vs. Predator}

bradesinarus

Witam!

AVP

Dziś, tak w ramach odstresowania po ciężkim tygodniu a także po ciężkim filmie jaki był przedmiotem ostatniej notki kino typowo rozrywkowe czyli "Obcy kontra Predator" cross over dwóch kultowych już postaci kina SF.  Muszę powiedzieć, że tak jak podobały mi się zarówno serie filmów o Obcym jak i o Predatorze tak jakoś nigdy nie byłem jakimś wielkim entuzjastą łączenia tych postaci w jednym filmie bo dla mnie każdy z nich stanowił integralną i klimatyczną całość. Jeszcze małe smaczki typu czaszka Aliena w statku kosmicznym Predatora jako swoiste mrugnięcie okiem do widza to rozumiem, to jest jeszcze jakoś do przełknięcia ale żeby od razu kręcić o tym film? Niestety dla mnie w pewnym momencie swojego istnienia Hollywood tak jak teraz ideą filmów 3d zachłysnęło się ideą "Cross Over" czyli łączenia w jednym filmie dwóch różnych postaci z różnych filmów i efektem tego powstały takie kwiatki jak "Freedy kontra Jason" czy właśnie "Obcy kontra predator". Zarzekłaem sobie więc, że nigdy nie zbliżę się nawet na odległość dziesięciu metrów do tego filmu. Jednak jak wiadomo kropla drąży skałę i w końcu  ciekawość co tam wysmażyli twórcy, na czele z reżyserem całkiem fajnej adaptacji "Resident Evil" Paulem W. S. Andersonem okazała się silniejsza od obaw i lęków. I muszę powiedzieć, że jest źle. Można to było zrobić zdecydowanie lepiej.

TEMATYKA

Tematyka nie jest jakoś wysoce oryginalna i zaskakująca. Chodzi przecież o zetknięcie ze sobą dwóch ras przybyszów z kosmosu w śmiertelnym pojedynku. I oczywiście gdzieś tam muszą też być ludzie. Muszę powiedzieć, że w jakimś tam stopniu udało im się to zrobić w przynajmniej logiczny sposob czyniąc z walk z Obcymi rodzaj inicjacji dla młodych Predatorskich wojowników. Fajny był też pomysł z tą ekspedycją ludzką pod kierownictwem pana Weylanda (czyli taki ukłon w stronę miłośników sagi o Obcym), w poszukiwaniu Piramidy na Antarktydzie co jakoś tak skojarzyło mi się z "Gwiezdnymi Wrotami".

AKTORSTWO

No cóż aktorstwo jest typowe jak na tego typu produkcję, czyli  nie było jakoś przesadnie genialne i Oscara to nikt z obsady raczej nie dostanie ale i tak dało się ich oglądać bez potrzeby załamywania rąk nad ich grą co chyba w obecnym kinie zdominowanym przez jakieś tam Pattinsony czy inne aktorskie "wynalazki" zdarza mi się niestety coraz częściej. Z aktorskiej gromadki warto zwrócić uwagę na Lance'a Henriksena, który potrafi zainteresować widza losem swojej postaci ale to stary horrorowy wyjadacz więc trudno się temu dziwić I Colina Salmona, który chyba jest w jakiś sposób ulubionym aktorem tego reżysera bo widzę go już w drugim jego filmie ( I w drugim ginie w bardzo podobny sposób). Co do reszty to powiem, że to po prostu słabe aktorstwo, w którym przoduje chyba ta aktorka grająca główną bohaterkę, która prezentuje najgorsze umiejętności aktorskie po tej stronie Paris Hilton.

SCENARIUSZ

W zasadzie to nad tym punktem nie ma co za bardzo się rozwodzić bo fabuła jest tu tylko dodatkiem do scen walki i marnych komputerowych efektów niż odwrotnie. Nie wiem jak to jest. To już drugi Cross Over jaki widziałem   (Pierwszym był "Freedy kontra Jason", który uważam za trochę lepszy od tego jakby ktoś koniecznie chciał wiedzieć) w których z dwóch klimatycznych i brutalnych filmów z niezłą fabuła udało im się sklecić podobnego potworka. Nie uwierzę, że nie mogli nad tą fabułą popracować i odpicować ją na tyle aby nie była tylko prostą wariacją na temat "Uciekaj albo Giń". Ja już tu pomijam te wszystkie kwiatki w postaci cichych śmigłowców , które zakakująco pojawiają się znikąd. Tym czego w tym filmie najbardziej brakuje jest klimat. Każdy horror musi mieć klimat. Przypomnijmy sobie długie korytarze statku kosmicznego Nostromo i to uczucie osaczenia i izolacji może nawt groźniejsze od samego potwora. O tym właśnie mówię. A tu mamy jakieś niby piramidy i ich mroczne korytarze oraz dwa nieziemskie źródła zagrożenia, ale ogląda się to jakoś tak lajtowo bez żadnego strachu czy napięcia.

MUZYKA

Muzyka była muzyką typowo ilustracyjną i przeciętną. naprawdę bardzo chciałbym napisać inaczej ale jak kiedy bazowała głównie na wykorzystaniu motywów z oryginalnej muzyki do obu filmów od siebie dając niewiele albo wręcz nic.  i choć ta muzyka tu pasowała to jednak trudno nie odczuc wyraźnego dysonansu, że gdzieś już to słyszeliśmy i tam zdecydowanie lepiej komponowały się te dźwięki z obrazem.

SPRAWY TECHNICZNE

Przede wszystkim należy docenić zdjęcia, które choć może nie były same w sobie wyrazem jakiegoś realizatorskiego geniuszu to jednak próbowały coś zrobić by zamaskować płytkość fabuły i dodać filmowi jakiegoś nastroju. Montaż był linearny i w og óle nie warto o nim wspominać. Efekty specjalne wręcz epatowały sztucznością ( Choć może to było takie założenie reżysera, że podkreśla pewną umowność świata, żeby... Nie no! Jaja sobie robię. Chyba trochę za barzdo mnie wzięło "Funny games"). Charakteryzacja potworków fajna choć one zawsze fajnie wyglądały więc zepsucie tu czegokolwiek byłoby dopiero mistrzostwem świata i okolic ( Aczkolwiek raziły te nieco zbyt nachalnie komputerowe maski Predków).

PODSUMOWUJĄC

Miałem rację, że nie chciałem oglądać tego filmu i trzeba było pozostać temu wierny zamiast dać się skusić by dać mu szansę. Ten film to całkowite zbezczeszczenie kultu jakim zasłużenie dzięki poprzednim filmom cieszą się te potwory oraz dowód na to, że to co doskonale sprawdza się w komiksach i grach komputerowych niekoniecznie musi dawać sobie radę na ekranie. jeśli ktoś jeszcze nie oglądał to zdecydowanie lepiej obejrzeć którąś z oryginalnych części cyklu bądź to o Obcym ( Polecam "Ósmego Pasażera Nostromo" bo chyba jest to najbardziej klimatyczna i spójna część) bądź Predatorze ( Tu nie ma różnicy. Obie są na w miarę równym poziomie). Na pewno będzie to o wiele lepsze rozwiązanie niż oglądanie tego gniota.

OCENA

****/10 ( Aż cztery z sentyment do poprzednich części cyklów bez tego byłoby mniej)

Tytuł: Obcy kontra Predator {Alien vs. predator}

Reżyser: Paul W.S. Anderson

Rok: 2004

Kraj: Czechy, Kanada, Niemcy, USA, Wielka Brytania

Dystrybutor: Cinepix

Gatunek: Akcja, SF, Horror





© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci