Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Od-rodzenie [ Re-Cycle]

bradesinarus

Witam!

RC

  Nazywam się Bradesinarus i mam problem z kinem azjatyckim. Tak wiem! To brzmi odrobinę sztywno i nienaturalnie. Zupełnie jakbym próbował naśmiewać się z klubów AA czy psychoterapii ale taka jest prawda. Rzeczywiście mam problem z kinem azjatyckim. Próbowałem sobie wmówić, że po prostu oglądam niewłaściwe filmy { a złe filmy, zwłaszcza z gatunku horror mogą przecież powstawać pod każdą szerokością geograficzną. Może z wyjątkiem Polski. Tu nie powstają żadne} i oglądać tylko klasyki ( Np. Oko, Krąg, Klątwa a nawet OldBoya). Jednak nic to nie dało. Nadal  poza dobrymi lub bardzo dobrymi pomysłami na zarys fabuły ( Człowiek uwięziony z tajemniczych powodów w tajemniczym miejscu przez kilkanaście lat, próbuje dowiedzieć się kto i dlaczego go uwięził, Kaseta wideo, której obejrzenie powoduje śmierć, Niewidoma do tej pory dziewczyna po przeszczepie oka zaczyna widzieć duchy) nie ma tam naprawdę nic innego ( mało interesujące postacie, którym się nie chce kibicować, monotonna i pozbawiona jakiegokolwiek zróżnicowania emocji gra aktorska, dialogi drętwe jak nieboszczyk na viagrze, wykorzystywanie tych samych klisz fabularnych w postaci np. czarnowłosych bladych duchów, przesadne pogięcie fabuły i fatalnie poprowadzony trzeci akt który ma się tak do punktu wyjścia, że przy tym końcówka Bladego Strachu wydaje się mistrzowsko logiczna i klarowna). Więc skąd na całym świecie bierze się niezwykła popularność takiego kina? Nie wiem, ale może odpowiedzi dostarczy nam analiza jakiejś azjatyckiej produkcji. Tylko co ja tam mam w swojej prywatnej kolekcji azjatyckiego? Hmm...  "Od-rodzenie"? To brzmi interesująco. Zwłaszcza, że słyszałem o tym filmie wiele dobrego. No cóż może wreszcie z braku laku warto to obejrzeć. A więc zaczynamy!

  FABUŁA

  Bohaterką filmu jest Tsui Ting- Yin pisarka popularnych romansideł, której to nie wystarcza, gdyż ma ambicję napisania czegoś w zupełnie innym klimacie- ambitna powieść grozy. Niestety rzeczy zdają się nie biec zupełnie po jej myśli.  Jakimś dziwnym zrządzeniem losu wokół niej zaczynają mieć miejsce niepokojące zdarzenia, które w dziwny sposób przypominają te z nowo pisanej powieści. Fikcja zaczyna stawać się rzeczywistością. Dziewczyna trafia, kolejnym D.Z. L, do dziwnego, onirycznego, tajemniczego a jednocześnie niezwykle fascynującego wymiaru zwanego wymiarem rzeczy porzuconych.  I to moim zdaniem był genialny pomysł i fundament pod wybitny film ( może dlatego, że lubię surrealistyczne i oniryczne filmy) w klimacie dzieł Lyncha, gdyby nie chęć twórców ( braci Pang) do bycia rzecznikami ważnych społecznie spraw, o których można było równie dobrze a na pewno w bardziej przekonujący sposób opowiedzieć w prostszym filmie ( Chodzi tu o aborcję). Czyli mamy tu do czynienia z, jak to nazywam, A.K.B. (azjatyckim kardynalnym błędem)nr1: Kapitalny i świeży pomysł spaprany beznadziejnym trzecim aktem. Mimo wszystko ogląda się to wszystko bardzo dobrze. 

OCENA

8/10 

AKTORSTWO

Grająca główną bohaterkę Lee Sinje tworzy tu bardzo dobrą kreację, czyli gra jak nie aktorka z azjatyckiego filmu. Nie ma tu sztywności jak po połknięciu kija od szczotki i wyglądajągo jakby za każdy przejaw normalnego, zachodniego, wysublimowanego emocjonalnie aktorstwa groziła kara chłosty czy irytującego infantylizmu. Tu naprawdę chce się jej kibicować. Co do innych aktorów już  tak dobrego zdania nie mam. Nie dość, że w większości wypadków pojawiają się na moment ( Wyjątki to tajemniczy staruszek i dziewczynka w czerwonej sukience) to jeszcze po prostu nie potrafią zaciekawić. 

Ocena 5/10

SCENARIUSZ

O najważniejszym swoim problemie dotyczącym tego dzieła już wspomniałem w fabule ( mam tu na myśli rozczarowujące zakończenie) więc tutaj skoncentruję się na pomniejszych wątpliwościach. Mamy tu bowiem film zręcznie zacierający granicę między iluzją a rzeczywistością i do czynienia z niemałym mózgo-trzepem ( czyli teoretycznie powinienem być zadowolony) jednak to wszystko nie ma tu najmniejszego sensu. Bowiem jeżeli chodziło tylko o aborcję to można było zrobić tylko jeden wątek zamiast je mnożyć, jak króliki podczas deszczu, skutkiem czego mamy masę pytań ale żadnych odpowiedzi. Kim była babcia z wnuczkiem w windzie? O co chodziło w finale? Czym były te zombiaki czy duchy w stylu A.K.B nr 2.? I dlaczego chciały zatrzymać bohaterkę w W.R.P.? Żeby nie było, że tylko narzekam to udało się tu wykreować atmosferę rzeczywiście niepokojącą i odrobinę schizofreniczną choć to bardziej zasługa zdjęć i muzyki.

Ocena: 5/10

Kwestie techniczne

W odróżnieniu od spraw, które powinny tak naprawdę być merytoryczne ( choć patrząc na kondycję współczesnego kina rozrywkowego wiemy, że to nie zawsze ma miejsce) ta dziedzina została potraktowana z dużą pieczołowitością i gdyby z takim samym wyczuciem potraktowano pozostałe elementy jak fabuła, czy scenariusz to mielibyśmy tu kawałek kapitalnego kina. Zdjęcia, zwłaszcza tego opustoszałego, i post apokaliptycznego miasta, wyglądają genialnie. Efekty specjalne mimo, że nie wątpliwie robione komputerowo nie wyglądają wcale sztucznie ale naprawdę niepokojąco i całkiem strasznie. Muzyka również doskonale przyczynia się do budowy klimatu. Jedyne do czego mógłbym mieć jakieś wątpliwości to montaż, który pewnie miał być niepokojący a wyszedł chaotyczny. Ale i tak jest to najlepszy element tego dzieła i jedyny, może poza jeszcze punktem wyjścia, powód do jego obejrzenia.

Ocena 9/10

 Walory artystyczne 

Nie przepadam za azjatyckim typem urody, gdzie nawet dojrzałe kobiety, których zadaniem jest wzbudzanie u mężczyzn pożądania, wyglądają tak, że człowiek czuje się jakby mu się włączał "Polański mode". Jednak tutaj Lee Sinje nie wyglądała na typową azjatkę więc jakoś udało się mnie przekonać, że aktorki z tamtego rejonu świata potrafią wyglądać pociągająco. Chociaż nie jest to ta sama liga co Emma Stone czy Mila Kunis ( O M.E. Winstead nie wspominając)

Ocena: 8/10

Podsumowanie

Odpowiadając na postawione we wstępie pytanie muszę odpowiedzieć, że nie wiem. Nie wiem skąd na świecie tak szeroki hype na produkcję azjatyckiego kina grozy. Owszem są one pomysłowe i potrafią być niepokojące i straszne ale po raz kolejny okazuje się to bardziej sztuką dla sztuki bo zakończenie pokazuje, że można zepsuć nawet najlepszą koncepcję nadmiernie ją komplikując i dodając zbyt głębokie treści niż film jest w stanie unieść. Mimo to polecam ten film każdemu kto ma ochotę na ujrzenie kapitalnych obrazów prosto z koszmarów i fanom surrealizmu. Zresztą  widzom poszukującym niebanalnej fabuły również bo jednak w sumie mamy tu całkiem ciekawe jej kawałki. Nie należy się tylko nastawiać na nic co przybije nasze zęby do podłogi z wrażenia choć to była niewątpliwie rzecz mająca taki potencjał.

OCENA OGÓLNA: 7/10 
 

Tytuł Polski: Od-rodzenie 

Tytuł oryginalny: Gwai wik

Reżyseria: Oxide Pang Chun, Danny Pang

Obsada:  Lee Sinje, Siu- Ming Lau, Rain Li

Rok Produkcji: 2006

Produkcja: Hongkong, Tajlandia

Gatunek: Horror, Fantasy

 

 

 

 


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci