Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Filmowy Remanent ( Część 10)

bradesinarus

Witam!

   Jako,  że wczoraj z powodu udania się na cykliczną imprezę kabaretową nic tu nie napisałem a i  dziś o tej godzinie, o której zawsze piszę raczej nie będę miał czasu ( Bo zapewne po raz kolejny chcę obejrzeć Grindhouse Death Proof ze zjawiskową M.E. Winstead) a żeby nikt mi tu nie zarzucił, że umieszczam tu tylko zwiastuny i piosenki  to pozostało mi zrobienie tylko kolejnego  odcinka filmowego remanentu.

1. Nieznajomi ( The Strangers)

nieznajomi

Reżyseria: Bryan Bertino

Obsada: Liv Tyler, Scott Speedman, Gemma Ward, Laura Margolis

Kraj: USA

Rok Produkcji: Thriller, Horror

   Na początku muszę coś wyjaśnić. Film ten nawet mi się podobał. Spytacie dlaczego tak piszę? Po pierwsze sam pomysł wydał mi się interesujący ( Młode małżeństwo spędza sobie noc na odludziu w letnim domku kiedy nagle ktoś puka do drzwi a po ich otwarciu pyta "Jest Tamara?"). Po drugie jak już niejednokrotnie wspomniałem lubię filmy o psychopatach. Więc dziwię się, że widzę wszędzie wokół strasznie niesprawiedliwie niskie oceny i opinie typu "Największy kawał idiotycznego, nielogicznego, absurdalnego i niedorzecznego świństwa jaki kiedykolwiek kinematografia mogła wyrządzić mojej osobie. "( Ktoś tu zdaje mi się nie oglądał takich filmowych "perełek" jak "Katakumby" czy "Kiedy dzwoni nieznajomy"). Bo istnieje tu zarówno klimat niczym z genialnego "Funny Games" ( Do tej sprawy jeszcze wrócę) , fajnie zarysowane ( I co najważniejsze interesujące z bardzo nietypową motywacją bo zwykle w takich filmach, u tych wszystkich Michaelów Myersów czy Jasonów  mamy do czynienia z zemstą za mniej lub bardziej wyimaginowane zbrodnie tu tego nie ma )postacie morderców oraz kapitalna pierwsza scena ( Której nie będę zdradzał, bo może ktoś tego filmu jeszcze nie widział, a to najlepsza rzecz w filmie i przede wszystkim potwornie klimatyczna. Gdyby cały film był w takim klimacie to byłby to klasyk ) oraz niezła jak na ten gatunek gra aktorska ( Zwłaszcza Liv Tyler)

   Lecz skoro jest tak dobrze to dlaczego nie jestem w pełni zadowolony? Pewnie dlatego, że debiutujący tym filmem pan Bertino wziął sobie do serca tylko połowę słynnej maksymy Hitchcocka i po świetnym wstępie film jakby się przestraszył sam siebie ( Już tak kiedyś o jakimś filmie pisałem ale nie pamiętam o jakim) i zamiast co najmniej dorównać "Funny Games" to jego dzieło stanowi tylko "Funny Games" dla ubogich. Nawet zakończenie, które jest co muszę przyznać całkiem dobre, nie tylko na kilometr śmierdzi bezczelną zrzynką ale również jest niepotrzebnie przeciągnięte! Poza tym razi momentami zbyt wielka wszechmoc antagonistów, którzy nie wiadomo czy są duchami, czy ludźmi ( Sądząc po zakończeniu raczej ludźmi ale parę razy pojawiają się i znikają jak duchy) oraz nieporadność i nieracjonalność bohaterów ( Choćby kwestia strzelby).

  Mimo wszystko polecam ten film wszystkim tym, którzy nie widzieli "Funny Games" albo dopiero zaczynają swoją przygodę z podobnymi klimatami. Bo mimo swoich licznych niedociągnięć to naprawdę całkiem niezły film

Aktorstwo: 6/10

( Nie jest to może aktorstwo super wysokiej klasy.  Jednak przynajmniej postać grana przez  Liv Tyler jest całkiem dobra i co najważniejsze wiarygodna.  )  

Fabuła: 5/10

( Tu będę miał problem czy ocenić świetny pomysł czy w sumie kiepskie wykonanie więc pójdę na kompromis i dam 5)

Innowacyjność: 5/10 

( Nowa rubryka ma niestety przykrość debiutować przy obrazie, który próbował być czymś więcej niż schematycznym straszakiem ale się nie udało. A za starania 5.)

Sprawy Techniczne: 7/10

( No tu akurat nie mam czego zarzucić i z czystym sumieniem dam nawet 7 za świetne zdjęcia i montaż, które bardzo pomogły w wykreowaniu klimatu)

Muzyka: 7/10

( Od czasów filmów Tarantino mam jakiś sentyment do muzyki z lat 60-70 zastosowanych w filmach)

Walory Artystyczne: 8/10

( W sumie jedyna kobietą, o której pełnych wdziękach możemy mówić powinna tu być śliczna Liv Tyler bo pozostałe dwie kobiety mają twarze ukryte za maskami. Ale skoro widziałem je bez nich na portalach filmowych to powiem, że mi do gustu przypadła urocza Laura Margolis)

Ocena Ogólna: 6,3/10

***

2. Lesbian Vampire Killers 

LVK

Reżyseria: Phil Claydon

Obsada: James Corden, Matthew Horne, MyAnna Buring

Kraj: Wielka Brytania

Rok: 2009

Gatunek: Horror, Komedia

Czy ktoś ma ochotę na bezpretensjonalną komedię grozy? Ja miałem, zachęcony raczej dobrymi recenzjami ( szczególnie jedną w "Newsweeku" chyba), które obiecywały moc frajdy. A poza tym bardzo lubię brytyjskie komedie grozy takie jak "Redukcja", "The Cottage" i last but not least "Wysyp Żywych Trupów" z ich specyficznym humorem i interesująco zarysowanymi postaciami, więc myślałem, że jeżeli Brytyjczycy coś kręcą to na pewno będzie ciekawe. A jak wyszło? No cóż prawda okazała się nieco inna 

Okazało się, bowiem że oba filmy, które dziś przyszło mi omawiać mają jedną cechę wspólną ( No dobrze dwie wy filmowi puryści! Oba mają w sobie coś z horroru) nieudolną próbę naśladowania lepszego o klasę filmu. Nie wiem może inaczej odbierałbym ten obraz, gdybym nie miał wrażenia, że ktoś tu najwyraźniej zapomniał, że nie nazywa się Edgar Wright, bo przyznam się szczerze przez naprawdę długi fragment ( co naprawdę nie jest takie trudne,  zwłaszcza podczas początkowych scen w barze) miałem wrażenie, że oglądam nieudolną podróbkę "Shaun of The Dead" pozbawioną całej lekkości oryginału  ( Nawet bohaterowie fizycznie bardzo przypominają gorsze kopie Simona Pegga i Nicka Frosta). "LVK" ( napiszę skrótem bo nie chce mi się za każdym razem rozpisywać tego piekielnie długiego tytułu) to taki filmowy odpowiednik świnki morskiej tzn. ani to świnka, ani morska ani specjalnie śmieszna  komedia, która w dodatku i tak gdzieś w trakcie tego filmu zabłądziła w lesie i już się nie odnalazła,  ani specjalnie przerażający horror. Bo przecież taka historia jak w tytule prosiła się o trochę więcej inteligentnej ironii. Zamiast tego dostajemy już na początku  ciągnące się niczym kolejka do konfesjonału przed Wielkanocą i mniej więcej tak samo interesujące wprowadzenie w postaci wyłożonej metodą "kawa na ławę" historii hrabiny Camilli królowej Wampirzyc. Czy naprawdę nie byłoby lepszym pomysłem, żeby to wynikło w trakcie filmu. Nie wiem. Bohaterowie przeczytali to w jakiejś księdze? Albo ktoś im to powiedział? Wtedy przynajmniej byłby suspens. I tak też jest przez cały film. Bohaterowie gdzieś łażą, coś się dzieje, gdzieś tam w tle niczym z rozbitej ciężarówki sypią się suchary ( choć przyznaję kilka razy się nawet uśmiechnąłem) ale za Chiny Ludowe nikogo z widzów to nie obchodzi. A same lesbijki wampirzyce? Nie dość, że wyglądają jakby się urwały z odcinka "Charmed" ( choć mówię tu wyłącznie o kwestii charakteryzacji bo urodę panny w nim grające mają odpowiednią) i do tego po przebiciu ich kołkiem tryska z nich mleko (chyba bo na początku zakładałem inne rozwiązanie adekwatne do poziomu żartów w tym filmie) to jeszcze zabić je można za pomocą miecza rękojeścią w kształcie fallusa, który poświęcony jest bożkowi płodności Dildo (sic!). Bardzo śmieszne! Po prostu boki zrywać! 

Żeby jednak nie było, że jest to jakiś mega zły film to zdecydowanie powiem, że są gorsze ( Choćby wspomniane tu już dziś "Katakumby" albo koszmarne "Paranormal Activity"). Ten film jest średni i naprawdę zęby ani oczy od oglądania go nikomu nie wypadną. Tylko naprawdę może lepiej obejrzeć inną brytyjską komedię grozy niż to?

Aktorstwo: 5/10

( Do aktorstwa w tym filmie nie można się jakoś wybitnie przyczepić. To prawda, że nie jest może jakoś wybitne, ale i nie jest złe. Aktorzy grają po prostu to co mają napisane. A że mają napisane dno { szczególnie wybitna rola jednej laski, której jedyną kwestią ale za to powtarzaną kilkanaście razy było "Ja" co było trochę śmieszne za pierwszym razem ale nie kilkanaście kwestii później) to już inna kwestia...)

Fabuła: 3/10

( Wiem, że w zamiarze to miało być kino kampowe, więc nie potrzebowało jakiejś wybitnej fabuły ale to też nie znaczy, że 90% żartów musi dotyczyć piwa i skatologii. No bo przypominam, że "Martwica Mózgu" także należy do wymienionego przeze mnie nurtu, a jednak wydaje się w porównaniu z tym obrazem, arcydziełem światowego kina)

Innowacyjność: 4/10

( I znów wtopa tej kategorii, bo ten film nic nie wnosi do kinematografii z czego mógłby zostać zapamiętany. No chyba, że za takie nowum uznamy Wampiry Lezbijki)

 Sprawy Techniczne: 2/10

( Beznadzieja. Tak słabych efektów nie widziałem dawno. Zwłaszcza ta biała krew... )

Muzyka: 5/10

( Całkiem nieźle ale też bez zbędnych ekscytacji)

Walory artystyczne: 8/10

( Muszę przyznać, że to najmocniejsza strona tego filmu. Dziewczyny wcielająśce się w tytułowe wampiry gdyby były tak samo utalentowane jak ładne to na pewno nie grałyby w takich gniotach)

Ocena Ogólna 4,5/10


  

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • bonnemorta

    niezła recenzja

  • bradesinarus

    Dziękuję za ciepłe słowa

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci