Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krwawe Walentynki ( Remake )

bradesinarus

Witam!

Czyli wczoraj obiecany filmowy prezent walentynkowy. Choć trochę inny od zamierzonego bo najpierw myślałem raczej o jakiejś lekkiej, łatwej i przyjemnej komedii romantycznej. Następnie o zrobieniu kolejnej odsłony cyklu Filmowy Remanent ( Dlatego w niektórych miejscach recenzja razi zbyt skrótowym stylem) ale nie mogłem kolejnego filmu, więc w końcu pomyślałem sobie " Przecież tego właśnie oczekujecie więc nie będzie zaskoczenia. Zrób coś przewrotnego". Pogrzebałem w swoich filmowych zbiorach i oto eureka! Znalazłem coś co pasuje idealnie. Panie i panowie! "Krwawe Walentynki".

mbv

Filmów ze słowem "Walentynki" w tytule jest kilka ( Dokładnie 4: Horror "Moja Krwawa Walentynka"z 1981 roku, Horror "Walentynki" z 2001 roku, Horror "Krwawe Walentynki" z 2009 oraz Komedia "Walentynki" z 2010) więc pod względem filmów do zrecenzowania miałem całkiem spory wybór. Wybrałem tytuł  który jest najbardziej nietypowy, na ostro i który równie dobrze pasuje do mdławej i cukierkowej atmosfery tego święta niczym kot do miksera

I powiem szczerze gdyby nie te "Walentynki" w tytule to w życiu bym się nie zorientował, że to w jakiś szczególny sposób dotyczy tego święta. Powiem więcej. Wydaje mi się, że twórcy filmu mogliby równie dobrze umieścić akcję np. w  dzień świstaka ( A przepraszam! Jest już taki film!) i nikt nie zauważyłby różnicy. I choć muszę przyznać, że oglądałem ten film już dość dawno i coś, jakaś ważna część mogła mi umknąć to jednak obiektywnie rzecz biorąc był to jeden z najgorszych ( jeśli nie najgorszy film jaki oglądałem w swoim życiu ( A widziałem "Katakumby"). Ratuje ten film tylko jedno. Nie oglądałem pierwowzoru więc nie wiem jak tam to było rozstrzygnięte ale podobał mi się na przykład zabieg z tożsamością mordercy i to nawet mimo faktu, iż niektóre nielogiczne momenty przybliżały go raczej do filmu typu "Blady Strach". Może dlatego, że ja po prostu lubię takie patenty w filmach. Reszta jest tak słaba, że można tu dostrzec jak na ostrzu noża wszystkie wady: beznadziejną grę aktorską, naciąganą jak guma z majtek fabułę służącą tylko jak najbardziej efektownym rozpryskom krwi i flaków ( Które same w sobie mnie nie rażą tylko niech wynikają w jakiś rozsądny sposób z fabuły jak np. w "Psychozie" [ Choć tam nie było może tego wiele] albo "Porąbanych"), słaba w sumie i zupełnie nie przekonująca postać mordercy oraz drewniane dialogi, które ci wymienieni przeze mnie wcześniej geniusze gry aktorskiej wyrzucają z siebie jakby to były rozpalone węgle. A jakby tego było mało musieli tu wcisnąć męczące oczy 3D. A wiecie co jest w tym najgorsze? To, że Patrick Lussier autor tego gniota ma reżyserować nową część "Halloween"! No cóż. Mam złe przeczucia. Zdecydowanie nie polecam nawet w ramach odstresowania się po Święcie Zakochanych! 

Aktorstwo:

Powiedzieć, że było złe to tyle co skłamać. Ono było koszmarne! Naprawdę! W ogóle nie pamiętam ani jednej kreacji, która by mi w pamięci utkwiła na dłużej i sądzę, że nawet gdyby wziąć ludzi z ulicy a nie "profesjonalnych" aktorów nie zagraliby tego gorzej. I stąd zasłużone:

1/10

Scenariusz:

Sam pomysł na film, a nawet otwarcie film ( Zaczyna się zgodnie z regułami Hitchocka czyli "trzęsieniem ziemi") był całkiem fajny Mamy więc tragiczny wypadek w kopalni i górnika, który jak się wydaje powrócił i próbuje się mścić na bogu ducha winnych nastolatkach, których jedynym grzechem było urządzenie sobie imprezy w miejscu jego byłej pracy ( No cóż przynajmniej nigdzie nie jadą. Zawsze to jakieś urozmaicenie). I to widzimy już w pierwszych dziesięciu minutach! Potem przenosimy się o dziesięć lat i poznajemy głównego bohatera Toma, który jako jedyny przeżył tamtą masakrę i wraca do swojego rodzinnego miasta. po drodze mamy tu jeszcze wątek społeczny czyli likwidacji kopalń, z którego jednak na dłuższą metę nic nie wynika oraz ciekawe zakończenie ( Choć prawdę mówiąc gdzieś tak od dwudziestej minuty miałem pewność, że wiem jak to się skończy). Natomiast kompletnie położono sylwetkę mordercy, której nie wyposażono w tak niezbędne w sumie elementy jak przyczyna działania oraz logika oraz  dialogi. Dlatego tylko: 

4/10

Sprawy Techniczne

Do spraw technicznych poza efektami 3d, których równie dobrze mogłoby w tym filmie nie być bo nie dość, że wyglądają sztucznie to jeszcze jest ich mało to tu za bardzo nie można się przyczepić. Sceny mordów są krwawe jak na taki gatunek filmowy przystało ( Choć niektóre momenty wyglądają obrzydliwie nierealistycznie np. scena z okiem). Montaż jest odpowiedni. Ale z powodu tych efektów:

5/10

Muzyka

No cóż taka sobie średnia. Ani specjalnie zapadająca w pamięci ani nie stwarzająca wyraźnego dysonansu z treścią filmu.

5/10

Walory Estetyczne

Kuleją, jak i cały film. Niby powinna tu wyróżniać się Jamie King jednak zdecydowanie ładniej wyglądała w "Sin City". Reszty aktorek nawet nie zapamiętałem.

5/10

Podsumowanie

Muszę przyznać, że mnie osobiście ten film rozczarował. Z jednej strony, to tak jak pisałem ciekawy pomysł na mordercę ( Ten Górnik to jednak zapewniał klimat. Ale to zasługa poprzedniej wersji) z drugiej przewidywalna i pełna dziur logicznych fabuła.  Aha. Tak na zupełnie sam koniec jeszcze jedno. Kiedy wreszcie producenci i twórcy zrozumieją że najbardziej boimy się tego czego nie znamy i przestaną nas epatować wyjaśnianiem na siłę kto i po co zabijał? Miała być bomba a wyszedł kapiszon. W dodatku przemoczony! 

OCENA

4/10

Tytuł Polski: Krwawe Walentynki

Tytuł Oryginalny: My Bloody Valentine

Reżyser: Patrick Lussier

Obsada: Jensen Ackless, Jamie King, Kerr Smith, Betsy Rue

Kraj: USA

Rok: 2009

Gatunek: Horror, Slasher

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci