Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krwawe Wzgórza { The Hills Run Red} 2009

bradesinarus

Witam!

   Tych, którzy czekali wczoraj na jakiś nowy wpis ( lub choćby dokończenie starego vide. wpis o znamiennym tytule "Tytuł Roboczy" ) chciałbym serdecznie przeprosić za to małe rozczarowanie. Po prostu jego napisanie zważywszy na okoliczności, któyrch wynikiem był powrót do domu nad ranem ( No nie przesadzajmy trzecia to jeszcze nie tak późna godzina) stanowiłoby istną mission imposibble. A skoro dziś mogę ( I co najważniejsze chcę, co ostatnimi czasy rzadko mi się zdarza) to dziś będziecie mieli świeżuteńką notkę do poczytania na tą zimną noc. Zatem przygotujcie gorącą herbatę ( Czy co tam kto lubi) i zapraszam na przechadzkę po krainie koszmaru. Oto "Krwawe Wzgórza"! 

KW

Na początek, jak zwykle, trochę rozkminy nie zupełnie na temat. Ja nie wiem co amerykańscy twórcy widzą w słowie wzgórza ( Może doktor Freud powinien się na ten temat wypowiedzieć)  ale to już kolejny film z nimi w tytule na jaki trafiłem więc ta mała wyliczanka nie będzie chronologiczna.  Najpierw był "Dom na przeklętym wzgórzu" ( Jednym, bo się widocznie dopiero rozwijali. Teraz to by się nazywało domem na przeklętych wzgórzaCH) potem było "Ciche Wzgórze" ( Silent Hill), a następnie atak z grubej rury "Wichrowe Wzgórza", "Wzgórza mają oczy" ( To nie żart!  Ktoś naprawdę wpadł na pomysł aby nadać swemu dziełu tak kuriozalny i przerażający jak pluszowy królik tytuł )  i właśnie "Krwawe Wzgórza". I z tych filmów mimo najprostszego i pozbawionego jakichś udziwnień tytułu sam obraz broni się najmniej.

   W ogóle nie byłoby o czym pisać- ot taki niespecjalnie przerażający slasherek, bazujący na popularności "Piątku 13", beznadziejnej grze aktorskiej ( dominuje tu zwłaszcza główny bohater grany przez Tada Hilgenbrinka, który w mojej opinii powinien zająć się czym innym niż aktorstwem bo jest w tym równie dobry co Michael Myers wygadany) i fabule, pełnej fabularnych klisz ( szczególnie chodzi mi tu o niezbyt satysfakcjonujące rozwiązanie całej zagadki) i nielogiczności ( nie będę dużo pisał na temat, żeby nikomu nie psuć seansu ale jedna kwestia szczególnie rzuca się w oczy czyli kwestia wieku "głównego" bohatera. Jego matka wyglądała bowiem na lat góra dwadzieścia kilka, w filmie było mówione, że została zapłodniona w wieku 12-13 czyli morderca musiałby być nadmiernie wyrośniętym nastolatkiem. Choć to w sumie możliwe skoro Michael Myers miał w szpitalu psychiatrycznym możliwości by wytrenować posturę, której mógłby mu pozazdrościć Pudzian to i Babyface mógł wyrobić sobie muskulaturkę i gabaryty na leśnych jagodach) która liczy się tylko jako możliwość ukazania spływających potoków krwi i latających bebechów. I pewnie byłaby to kolejna "skóra nie warta wyprawki" gdyby nie jedna rzecz- pomysł na film. Muszę przyznać, że to kolejny po "Oldboyu" obraz, który zdecydowanie więcej obiecywał niż w rezultacie otrzymaliśmy. Bo dla mnie sama wyjściowa idea filmu czyli poszukiwania najmroczniejszego, najbrutalniejszego i najbardziej krwawego filmu w historii kina ( czyli takiej idei fix każdego reżysera parającego się tym gatunkiem, choć nie każdy się do tego przyzna), którego cała ekipa zapadła się pod ziemię wraz ze wszystkimi jego kopiami ( trochę upraszczam ale taka byłą główna konkluzja więc wydaje mi się to uzasadnione) była powodem zainteresowania się tym obrazem, gdyż wydała mi się niezmiernie intrygująca. Myślałem sobie "Wow! Ale ktoś miał kapitalny pomysł! To może być fajne bawienie się schematami gatunku jak plastelinką i spojrzenie za kulisy! ". I naprawdę,  po seansie żałuję, że na ten pomysł nie wpadł Carpenter ( podobne klimaty, choć niekoniecznie filmowe dało się wyczuć w "In the Mouth of madness") w swoich najlepszych latach tylko jakiś hollywoodzki wyrobnik o mało znanym nawet wśród fanów nazwisku ( chociaż nie każdy z nich produkuje wyłącznie chałę bo taki np. Scott Glosserman popełnił przecież rewelacyjne Behind the Mask: The Rise of Leslie Vernon). ale ja jak zawsze za wiele po filmach oczekuję.

Kończąc te nieco przydługie i jak zwykle nieco nie na temat dywagacje na temat filmu, który zdecydowanie aż na tyle słów nie zasłużył, muszę stwierdzić jedną rzecz: To nie jest bardzo zły film na poziomie "Zaciemnienia" jeżeli ktoś odniósł takie wrażenie z moich wynurzeń to przepraszam. Ale nie jest to też rzecz szczególnie nowatorska, szczególnie przerażająca, ani w ogóle warta jakiejś większej uwagi. Taki typowy słaby film którego miejsce jest na zakurzonych półkach działu filmów zapomnianych. I tylko żal zmarnowanego pomysłu

Aktorstwo

3/10

( Dobry William Sadler i starająca się coś grać Janet Montgomery to jedyne co ten film ma w tym względzie pozytywnego do zaoferowania. Reszta to po prostu totalna klapa.)

Fabuła

2/10

( Żeby od tak dobrego pomysłu  dojść do tak niesatysfakcjonującego w sumie filmu to trzeba jednak być geniuszem)

Innowacyjność

6/10

( Tak wysoka ocena za ciekawy punkt wyjścia )

Sprawy techniczne

5/10

( Typowa średniawka)

Muzyka

5/10

( Dobrze zgrywała się z obrazem ale na długo to w pamięci nie zostaje)

Walory estetyczne

7/10

( No tu jest zdecydowanie lepiej bo zarówno Janet Montgomery jak i Sophie Monk prezentują się efektownie i atrakcyjnie { Dla mnie najładniejsza z obu aktorek była Montgomery ale to pewnie kwestia fetyszu, który zdążyliście pewnie zauważyć czyli ciemnych włosów)

OGÓLNA OCENA

4,7/10

***

Tytuł: Krwawe Wzgórza

Oryginalny: The Hills Run Red

Reżyser: Dave Parker

Obsada: Janet Montgomery,  Sophie Monk, William Sadler, Tad Hilgenbrink

Rok: 2009

Kraj: USA

Gatunek: Horror



© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci