Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Science Fiction Double Feature- Domek w lesie (2012) i Iron Sky ( 2012)

bradesinarus

 

Witam!

Przepraszam za ten zapożyczony z o wiele lepszej niż moje tutaj wypocinki ( a napewno o wiele bardziej zabawnej. Polecam zresztą samemu przesłuchać) piosenki zespołu Dresden Dolls,  ale to  po prostu z uwagi na dzisiejszą kinową premierę aż dwóch filmów na które czekałem już bardzo długo nie miałem siły ani inwencji na wymyślenie błyskotliwego wstępu. A zatem przejdźmy teraz do meritum. Oba filmy miały świetne zwiastuny ( co, jak już niejednokrotnie dowiodłem, nie musi być gwarantem dobrego filmu) po których jarałem się na nie jak domki w Czeczenii. Oba też miały problemy przy produkcji, przez które w pewnym momencie ich powstanie ( czy w przypadku Domku dystrybucja) było zagrożone.  I śpieszę donieść, że obie produkcje zdały egzamin, choć oczywiście nie obyło się bez paru wpadek, które zaraz z perfekcją neurochirurga wytknę. Zresztą nie traćmy czasu tylko zacznijmy naszą przejażdzkę.

1. Domek w głębi lasu ( Cabin in the woods)

aaa

 Reżyser: Drew Goddard

Obsada: Chris Hemsworth, Anna Hutchison, Kristen Connolly, Franz Kranz

Kraj: USA

Rok Produkcji: 2009/ premiery 2012

Gatunek: Horror, Komedia

czas trwania: 1h 35min

No cóż! Ten film zdecydowanie nie jest dla każdego ( tak jak i następny ale o tym jeszcze będzie czas wspomnieć) czego dowodem może być fakt, że ludzie wychodzili z niego zdegustowani mówiąc, że był strasznie "dziwny" i, że "spodziewali się czegoś innego.". Bo i zwłaszcza po polskich plakatach porównujących ten film z "Piłą" ( WTF? Przecież jeśli już to bardziej by tu pasował "Piątek 13" albo "Teksańska masakra piłą mechaniczną" ) można było się spodziewać kolejnego schematycznego  straszaka, który jedyne co ma nam do zaoferowania to grupka jak najbardziej przygłupich nastolatków jakich uda się znaleźć i wysłanie ich w odludne miejsce aby mogli pić, palić jointy, uprawiać seks oraz ginąć w jak najbardziej pomysłowych scenach śmierci ( krew i bebechy jako substytut fabuły) czyli czegoś co by mnie raczej odstraszyło i nie sprawiło bym musiał ten film obejrzeć. Krótko mówiąc spodziewali się dokładnie tego czym ten film nie jest i o czym można się było przekonać oglądając zwiastun. A czym jest?

Well. Bardzo ciężko jest o tym  mówić jeśli nie chce się komuś zepsuć przyjemności bo to jeden z tych filmów, które lepiej się ogląda im mniej się o nich wie bo cała ich siła bazuje na zaskoczeniu. Jeśli jednak miałby coś na jego temat krótko powiedzieć to, że jeśli komuś podobały się filmy typu "Krzyk" albo "Tucker i Dale versus Evil" oraz lubi w filmach odnajdywać nawiązania do klasyków gatunku takich jak np. "Martwe Zło" to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie się dobrze bawić. Oczywiście nie mogę nie wymienić faktu iż film nie ma happy endu, co u mnie zawsze dodatkowo punktuje. 

Tak jak pisałem wcześniej. Jeżeli komuś, tak jak mi, podobały się wyżej wymienione tytuły albo inne filmy jak np. "Zombieland" czy "Wysyp Żywych Trupów", które bazują na podobnym pomyśle to jest to film dla niego. Inni podchodzą na własną odpowiedzialność

Aktorstwo

( Nie ma tu jakiegoś bardzo irytująco źle zagranego charakteru więc nie ma na co narzekać. )

6/10

Fabuła

( Żeby za wiele nie zdradzać napiszę tylko, że bardzo mi się podobało to, że było nieprzewidywalnie choć sam trzeci akt momentami skręca w stronę "Resident Evil" ale to w sumie nie jest jakiś wielki zarzut)

10/10

Innowacyjność

( Tu też ocena musi być jak najwyższa. Bo mimo, że istnieją już filmy oparte na podobnym pomyśle jak wspomniane tu już "Krzyk" czy "Porąbani" to jednak ten film udowadnia i przywraca wiarę w to, że Amerykanie wciąż jeszcze potrafią kręcić dobre i pomysłowe horrory a nie tylko kopiują kopie)

10/10

Sprawy Techniczne

( Tak jak przy aktorstwie nie ma się do czego przyczepić bo wszystko wygląda tak jak powinno wyglądać. Choć, żeby nie było tak cukierkowo to muszę dodać, że niektóre efekty specjalne rażą sztucznością)

7/10

Walory Estetyczne

( Dziewczyny dobrane w mojej opinii bardzo dobrze i zdecydowanie jest na co popatrzeć jeśli ktoś szuka w kinie wyłącznie takich atrakcji. Zwłaszcza ta blondynka ( Anna Hutchison) potrafi na siebie zwrócić uwagę i działa niczym magnes na spojrzenia męskiej części publiczności ( wiem to z autopsji))

9/10

Ogólna Ocena: 8,4/10

***

2. Iron Sky 

IS

Reżyser: Timo Vuorensola

Obsada: Gotz Otto, Udo Kier, Julia Dietze, Christopher Kirby, Peta Sergeant

Kraj: Finlandia, Niemcy, Australia

Rok: 2012

Gatunek: Komedia, SF, 

Czas trwania: 1h. 33 min.

To powinna być odrębna notka! Gdyby bowiem patrzeć pod względem ilości wpisów poświęconych filmowi, umieszczania tu niemal każdego znalezionego plakatu, trailera i masy innych dupereli to mieli byśmy tu zdecydowanego lidera. Tylko, że po pierwsze dzisiejszy dzień pod względem czysto filmowym był zbyt emocjonujący aby mogły tu być przemyślenia odnośnie tylko jednego filmu, a po drugie czuję że bardzo dużo o nim powiedziałem w poprzednich wpisach i, że po prostu nie miałbym nic ciekawego do dodania aby wypełnić całą kolumnę. Bo o czym można tu napisać? o niemieckiej broni V-7 i projekcie "Die Glocke"? O tym już wszyscy wiedzą więc Ameryki nie odkryję. O tym, że kiedy tylko usłyszałem o tym, iż będzie wyświetlany w naszym pięknym kraju to wizyta na tym w kinie stała się dla mnie kwestią życia i śmierci oraz zacząłem nerwowo odliczać dni do tego epokowego wydarzenia? Tak jak mówię, o tym już pisałem nie raz. Więc o czym? 

Może krótko o wrażeniach po seansie? Wypadałoby zacząć od konstatacji iż tematyka "Nazistów z księżyca" ( czy raczej w ogóle takie nietypowe produkcje bo przypomnijmy perypetie jakie przechodzi "Hardkor44" Tomasza Bagińskiego, który w każdym innym kraju noszony byłby na rękach a u nas już na etapie produkcji krytykowany wszem i wobec za nieścisłości historyczne. Jakby film, zwłaszcza rozrywkowy miał być tylko podręcznikiem historii a nie rozrywką właśnie)  nie cieszy się chyba jakimś przesadnym super powodzeniem w naszym pięknym kraju zdominowanym przez komedie romantyczne, blockbustery made in USA oraz zapatrzonych we własny pępek filmowców zaimpregnowanych na krytykę. Dlaczego tak piszę? Bo na seansie, na którym byłem była tylko jedna osoba... Ja! Wszyscy inni poszli chyba na Tytanika  albo American Pie. Zresztą co mnie obchodzą inni. Ja swojego wyboru nie żałuję, nie żałowałem i mam nadzieję nigdy żałować nie będę. Seans był naprawdę udany i w 100% ( No może w 99% bo jednak pewne rzeczy mogłyby być poprowadzone inaczej a i nastrój filmu mógłby być trochę poważniejszy) spełnił moje oczekiwania, gra aktorska świetna (Wyróżniali się zwłaszcza weteran Udo Kier i piękna Julia Dietze, natomiast Gotz Otto jakoś mnie swoją sztywną kreacją w roli przecież pierwszoplanowej zupełnie "nie kupił"), humor naprawdę przedniej marki ( nawet mimo faktu, że nie zawsze równie wysoki, to jednak w porównaniu z takim "Wasza Wysokość to po prostu niebo a ziemia. I zdecydowanie obrywa się tu USA oraz mentalności wszelkiej maści polityków na co zawsze przyjemnie popatrzeć), fajne nawiązania do klasycznych scen filmowych ( Np. do słynnej sceny z "Upadku" czy do "Szczęk") a efekty specjalne czy w ogóle klimat zdjęć wbijają w fotel ( zwłaszcza scena startu "Zmierzchu Bogów". Maestria!) zwłaszcza kiedy ma się w pamięci, że to nie jest efekt jakiegoś super wielkiego budżetu, a robota kilku zapaleńców. No i ten skłaniający do myślenia finał, którego ja osobiście się nie spodziewałem, a który zdecydowanie jest uderzeniem w zdecydowanie poważniejsze tony. 

Podsumowując "Iron Sky" mimo wszystkich swoich braków ( które jednak są zdecydowanie marginalne w stosunku do plusów, które starałem się wymienić) jest zdecydowanie wartą obejrzenia pozycją choć na pewno nie dla wszystkich. Może nie jest to jakieś super arcydzieło to jednak ja planuję kupić sobie go kiedy wyjdzie na dvd i postawić go na zaszczytnym miejscu swojej filmowej biblioteczki bo zdecydowanie utrafił w moje gusta.

OCENA: 9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci