Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Lockout" ( 2012 ) czyli rozczarowanie

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieję, wy którzy tu wchodzicie!

"Lockout" jeszcze do niedawna znany pod roboczym tytułem "Maximum Security" to kolejna pozycja z listy moich najbardziej oczekiwanych filmów roku. Zresztą chyba nie trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę, że reklamowany był jako dzieło twórców świetnego "Taken", był produkowany przez twórcę takich klasycznych już dziś dzieł jak "Leon Zawodowiec" i "Nikita" czyli Luca Bessona oraz miał naprawdę rewelacyjnie wyglądające zwiastuny, które pozwalały mieć nadzieję na kawałek dobrego kina akcji zwłaszcza, że wydawało mi się, że z taką obsadą ( Guy Pearce, Peter Stormare i Maggie Grace) oraz przy takim miejscu akcji jak odizolowane więzienie dla zwyrodnialców i całkiem niezłym pomysłem na fabułę ( Nawet mimo faktu iż uwolnienie osoby, która znalazła się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu przez jednoosobową armię przywodzi na myśl masę różnych produkcji z "Ucieczką z Nowego Jorku" na czele) ten film po prostu nie może się nie udać. No cóż myliłem się.

Lockout 

Mamy tu bowiem do czynienia z klasycznym niewypałem i filmem, któy będzie mógł śmiało rywalizować w kategorii "Największe rozczarowanie roku". Nie wiem jakiego talentu trzeba by z takiego materiału wyjściowego i mając do dyspozycji takie składniki wysmażyć taki pulpecik. Pulpecik z przebłyskami ( wątek walizki i jego rozwiązanie) ale jednak jako film co najwyżej średnio angażujący i emocjonujący jak oglądanie schnącej farby. 

Przede wszystkim ten film rodzi stanowczo zbyt wiele wątpliwości co do w ogóle prawdopodobieństwa zaistniałych tu zdarzeń. Pytań typu: Dlaczego, skoro akcja tego filmu ma się rzekomo dziać w przyszłości ( dokładnie w roku 2070) praktycznie w ogóle tego nie widać gdyż niemal wszystko czyli broń, budynki, pojazdy i ubiór były tak bardzo współczesne, że jedyną myślą jaka mi się  nasuwała było to, że ktoś tu majstrował przy scenariuszu, i że ta cała przyszłościowa otoczka została dodana już w trakcie trwania zdjęć? Dlaczego nikt z projektujących to niby super przyszłościowe więzienie nie przewidział takiej możliwości jak masowa ucieczka więźniów i opanowanie przez nich więzienia (Ja rozumiem, że pewnych rzeczy typu katastrofa samolotu prezydenckiego się nie da przewidzieć, ale akurat takie przypadki jak wymieniony w tym filmie zdarzały się już  w przeszłości np. w Brazylii i odpowiednie służby na pewno powinny brać taką możliwość pod uwagę i przygotować odpowiednie procedury na taką ewentualność zamiast dać się załatwić jak nastolatkowie w slasherach)? Oraz dlaczego nikt ze scenarzystów nie mógł wpaść na coś bardziej oryginalnego niż wykorzystywanie zużytych już dawno klisz ( pozornie zupełnie do siebie niedopasowani bohaterowie zmuszeni do współpracy) czy plagiatów scen z innych filmów ( Oglądając atak na więzienie miałem wciąż wrażenie, że oglądam słynną scenę ataku na Gwiazdę Śmierci)? 

Kolejnym zarzutem jaki można postawić jest brak wyrazistego czarnego charakteru. Moim zdaniem każdy film akcji jest tak dobry jak villain bo wyobraźmy sobie np. "Die Hard" bez Alana Rickmana albo "Goldfingera" bez Gerta Frobe. Tu niestety nie ma postaci tego kalibru a te które nam tu zaoferowano zawodzą. Ten grany przez Vincenta Regana przywódca buntu zupełnie się nie sprawdza a Joseph Gilgun mimo, że się stara i jest bardzo przekonujący w roli psychola to jednak nie jest w stanie pociągnąć całego filmu . I tu rodzi się kolejne pytanie: Dlaczego więc nie zamieniono jednego z nich na Petera Stormare'a zamiast dawać go do roli, w której nie może w pełni wykorzystać swojego talentu? 

A skoro już poruszyłem wątek obsady to teraz podrążmy trochę ten temat.  Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na najjaśniejszy punkt tego filmu czyli kapitalną zgraną na totalnym luzie i przywodzącą na myśl popisy Bruce'a Willisa w "Szklanej Pułapce" rolę Guya Pearce ( Chociaż tu też można by się zastanawiać nad tym, czy każda jego kwestia koniecznie musi być onelinerem), Wspomnianego już wyżej kompletnie nie wykorzystanego Petera Stormare'a, Maggie Grace, która była niezła w "Taken" i rzeczywiście ma jakiś tam aktorski potencjał ale tu niestety gra bardziej  jak w pierwszym sezonie "Zagubionych" czyli jest równie irytująca co piękna i do tego trudno powiedzieć jaki pomysł na jej postać mieli scenarzyści, starającego się wyciągnąć coś ze swojej roli Josepha Gilguna oraz bezimienną masę postaci drugoplanowych bez indywidualnych właściwości. To wszystko za mało jak na dobrą rozrywkę.  

Żeby jednak nikt mi nie zarzucił, że tylko krytykuje to zwrócę uwagę na świetną końcówkę filmu, która jednak nie bardzo pasuje do ogólnego wydźwięku tej produkcji. Po prostu jest na to za dobra. 

Serdecznie wszystkim odradzam sięganie po "Lockout" albo udawanie się na to do kina ( Jeżeli w końcu wejdzie na nasze polskie ekranu) bo choć nie jest to jakoś wyjątkowo zły film a ocenę podnosi dodatkowo dobra rola Pearce'a to jednak chyba trzeba być fanem tych wszystkich nadawanych w polsacie hitów z Seagalem albo produkcji rodem z dna koszyków z filmami po 3 złote aby się nim w pełni rozkoszować. 

OCENA: 5/10

***

Tytuł: Lockout 

Reżyseria: James Mather, Stephen St. Leger

Scenariusz: Luc Besson, James Mather, Stephan St. Leger

Obsada: Guy Pearce, Maggie Grace, Vincent Regan, Peter Stormare

Kraj: Francja, USA

Rok: 2012

Gatunek: Akcja, SF

Czas Trwania: 1h. 35min 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci