Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Pandorum ( Nie to nie ma nic wspólnego z Avatarem!) (2009)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Wiem, że już kiedyś chwaliłem się obejrzeniem tego filmu, ale szukałem wczoraj filmu, który mógłby zatrzeć ślady  zawodu jaki towarzyszył mi po obejrzeniu długo przeze mnie oczekiwanego "Prometeusza". A poza tym wiem, że jakoś go wtedy nie dokończyłem ani nie napisałem jego recenzji więc będę mógł upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Zatem bez długiego wstępu zaczynamy!

PANDORUM

Gdyby tak jak dzieło Christiana Alvarta prezentował się "Prometeusz" to nie tylko nie miałbym nic przeciwko niemu ale wręcz byłbym największym orędownikiem jego chwały. Jednak z całym szacunkiem dla Ridleya Scotta, który nakręcił dwa wspominane przeze mnie po wielokroć arcydzieła SF, których tytułów myślę, że nie muszę przedstawiać bo każdy szanujący się kinofil zna je lepiej niż stan swojego konta, to muszę przyznać, że to nie on ale właśnie niemiecki reżyser ma większe wyczucie kina tego gatunku przynajmniej jeśli chodzi o estetykę nowego tysiąclecia. I choć "Pandorum" nie jest może obrazem, który udaje iż jest nie wiadomo jak głęboki ani nie jest do tego stopnia filozoficznie nabzdyczony ( No może trochę ale w tym wypadku to wydaje się absolutnie na miejscu co jego poprzednik ( Choć chronologicznie poprawnie należałoby napisać następca) rekompensuje nam to jednak tym, że zapewnia nam kawał naprawdę dobrej, angażującej oraz ciężkiej SF przyprawionej wciągającą jak czarna dziura akcją. Nie wolno też zapominać o świetnych kreacjach aktorskich (Nawet mimo, że pod względem czysto personalnym dzieli te dwa filmy różnica klas) ale o tym będzie czas jeszcze wspomnieć. Najważniejsze jest tu jednak co innego. Od pierwszych minut jesteśmy wrzucani w sam wir wydarzeń dzięki pomysłowi, który nie jest może specjalnie nowy (Bo wystarczy sobie przypomnieć choćby "The Cube" czy "Laid to Rest" żeby wiedzieć o co mi chodzi)  ale dla mnie zawsze intrygujący oraz dający takiej produkcji dodatkowe punkty.

Dla tych, którzy jeszcze nie załapali o co mi chodzi to śpieszę wyjaśnić, że mam  tu na myśli sytuację, w których bohater ( Grany w tym wypadku przez niezłego Bena Fostera)  budzi się w jakimś nowym, nieznanym miejscu. Nie wie kim jest ani skąd się  tam znalazł, a co jest najlepsze my widzowie również tego nie wiemy i niejako razem z nim odkrywamy sekret jego tożsamości. Brzmi interesująco prawda? A zapewniam, że dalej robi się tylko lepiej. Okazuje się bowiem, że jest on członkiem załogi gigantycznego statku kosmicznego "Elysium" oraz, że na statku coś prawdopodobnie poszło nie tak jak powinno i teraz cały statek jest opanowany przez dziwne potworki wyglądające jak te z filmu "Zejście". Skąd one się tam wzięły? Jest to w filmie bardzo dobrze i klarownie wyjaśnione ale ja wam tego nie zdradzę bo wówczas zepsułbym wam frajdę z naprawdę przemyślanego i zaskakującego zakończenia. Podpowiem tylko, że tytuł tej produkcji jest bardzo dużym kluczem do rozwiązania tej zagadki.

A teraz wracając do obiecanego tematu aktorskiego. Tak jak już zdołałem wspomnieć najbardziej pozytywnie wyróżnia się tu przede wszystkim Ben Foster, który nawet mimo warunków uprawniających go do bycia gwiazdą kina akcji ( Chodzi mi tu głównie o budowę fizyczną) to jednak naprawdę dobrze daje sobie radę. Kino SF, zwłaszcza to z akcją ulokowaną w kosmosie  od czasu "Aliena" nie może się jednak obejść bez silnej kobiety na wzór bohaterki tamtego obrazu tak więc mieliśmy taką postać w "Prometeuszu" (Elizabeth Shaw) i mamy tu (Nadia). Muszę jednak przyznać, że Antje Traue wypadła w tej roli znacznie bardziej przekonująco od Noomi Rapace i rzeczywiście patrząc na jej grę czuć było, że obcujemy z dziką bestią, która mogłaby nam wyrwać serce przez gardło. Jedyne wątpliwości mógłbym mieć jedynie odnośnie kreacji Dennisa Quaida, który powinien ten film wciągnąć nosem a jakoś zupełnie do mnie nie trafił i był tylko bladym cieniem dla duetu Foster- Traue. 

  Podsumowując.Szkoda, że "Pandorum" nie ma takiej popularności na jaką zasługuje bo to kawał naprawdę dobrego kina, które powinien obejrzeć każdy fan dobrego science fiction. I w przeciwieństwie do wymienianego tu już niejednokrotnie tytułu w 100% satysfakcjonujący. 

Aktorstwo: 8/10

Scenariusz: 9/10

Innowacyjność: 6/10

Sprawy Techniczne: 8/10

Walory Estetyczne: 7/10

Ocena: 8/10

***

Tytuł: Pandorum

Reżyseria: Christian Alvart

Scenariusz: Christian Alvart, Travis Milloy

Obsada: Ben Foster, Dennis Quaid, Antje Traue

Rok: 2009

Kraj: Niemcy, USA

Gatunek: Horror, SF, Akcja

Czas trwania: 1godz. 48min.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci