Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Twixt (2011) czyli Coppola bawi się w Lyncha z domieszką Stephena Kinga

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Biorąc pod uwagę, że między umieszczeniem tu tego zwiastunu (i nie będę ukrywał, że trochę się na niego napaleniem) a faktycznym obejrzeniem gotowego produktu upłynął prawie rok można by przypuszczać, że jest to jakiś mało znaczący gniot pokroju "Piaskowych Rekinów" a całość reżyserował jakiś kompletny debiutant albo beztalencie pokroju Erica Englanda,  mając do dyspozycji aktorów z okręgówki o umiejętnościach  kołka z lasu. Nic bardziej błędnego proszę szanownej wycieczki. Otóż mamy tu bowiem do czynienia z dziełem samego  Francisa Forda Coppoli, człowieka, którego właściwie nie trzeba przedstawiać. Człowieka, którego  nie zawahałbym się  określić mianem wirtuoza sztuki filmowej, nawet mimo faktu że jakimś cudem nie znalazł się na mojej liście ulubionych reżyserów (Choć szczerze mówiąc biorąc pod uwagę jakie nazwiska się tam znalazły po prostu nawet jakbym się uparł to nie byłoby jak go zmieścić). Człowiek, który dał nam takie kanoniczne już dzisiaj dzieła jak m.in. "Czas Apokalipsy", "Drakula" czy "Ojciec Chrzestny", których nieznajomość w mojej ocenie nie upoważnia do nazywania się prawdziwym miłośnikiem kina.  A jeżeli do tego dodać znajdujących się w obsadzie tego filmu aktorów czyli: wschodząca gwiazda Elle Fanning oraz Val Kilmer (nawet mimo tego, że najlepsze lata ma już za sobą to jednak nadal jest raczej solidnym aktorem) oraz fakt, że fabuła zawierająca w sobie wszystko to co mnie osobiście od czasu Twin Peaks zawsze nakręca czyli senne miasteczko, do którego przyjeżdza ktoś z zewnątrz ( w tym wypadku pisarz bestsellerów) w celu rozwiązania tajemniczego morderstwa, a w tle mamy dziwne sny i mieszkańców skrywających mroczne sekrety to mamy tu prosty przepis na film, który po prostu nie może się nie udać prawda?

Twixt

No i po raz kolejny Francis Ford Coppola nie zawiódł i przygotował nam bardzo dobrą i smaczną potrawę z misternie budowanym mrocznym, trochę gotyckim klimatem i lekko schizofreniczną atmosferą ( Muszę przyznać, że jak dla mnie trochę zbyt lekko bo spodziewałem się jeszcze bardziej chorych klimatów). Dzieło wyraźnie inspirowane twórczością Edgara Alana Poe ( jest to teza o tyle uzasadniona, że przecież pojawia się tu i odgrywa dość ważną rolę postać samego twócy. ) co mi przypomina, że muszę w końcu obejrzeć "The Raven" oraz zdecydowanie mniej wyraźnym wpływem twórczości Stephena Kinga ( Nie wiem dlaczego, ale jak dla mnie to  postać pisarza horrorów, który boryka się z niemocą twórczą i stratą dziecka jakoś dziwnie przypominała chociażby rolę, którą John Cussack grał w filmie "1408" i z tego co zauważyłem jest jakimś kingowskim leitmotivem) choć, bądźmy szczerzy. "Twixt" zdecydowanie nie jest dziełem tego kalibru co wyżej wymienione produkcje i napewno nie zostanie w pamięci na jakoś bardzo długo. Jednak to wciąż jest co najmniej dobra produkcja.

 Mamy tu bowiem świetne kreacje aktorskie Elle Faning ( Moim zdaniem obok Chloe Moretz najbardziej aktorsko uzdolnionej aktorki najmłodszego pokolenia gwiazd Hollywood) Bruce'a Derna  oraz Vala Kilmera, wspomniany tu już klimat stanowiący jakieś 80% wartości całego dzieła przynajmniej w mojej ocenie(  Głównie dlatego, że twórcy nie poszli na łatwiznę i zamiast bebechów i krwi pokazali nam wysmakowany i klimatyczny horror podobny nieco w nastroju do "Draculi" tego samego reżysera. Tym co najbardziej mi się tu podobało było zastosowanie czarno- białych z wyróżniającymi się czerwonymi ( jak krew ) i żółtymi ( cytryny, ogień) elementami ujęć w trakcie snów czy wizji głównego bohatera) oraz bardzo dobre i bardzo zaskakujące zakończenie ( Choć muszę przyznać, że trochę się w nim pogubiłem i wydawało mi się trochę zbyt przekombinowane). Na plus wyróżniała się też idea ducha naprowadzającego na właściwy trop czyli rzecz, która w innych produkcjach np. "Abecadle Mordercy" niezmiernie mnie irytowała czego wyraz dałem w odpowiedniej recenzji. Tak tylko, że  tam mieliśmy do czynienia z historią opartą na faktach. Historią, która byłaby ciekawa bez tego typu upiększeń i pasowały tam one jak kot do miksera. Tu natomiast takie wątki były absolutnie na miejscu zwłaszcza jeśli wcześniej czytało się wiktoriańską literaturę grozy czyli np. Grabińskiego czy wspomnianego tu już Poe. 

Żeby jednak nie było tak słodko to czas wspomnieć o kilku minusach jakie niewątpliwie przeszkadzały mi w pełni rozkoszować się tą produkcją. I na pierwszy ogień muszą pójść zdecydowanie sztucznie wyglądające efekty specjalne takie jak ogień, księżyc z nałożoną na niego facjatą twórcy "Kruka" oraz światło z lampy ( Chociaż nie jest to jakiś wielki minus bo w sumie można to trochę wytłumaczyć faktem, że mówimy o scenach dziejących się w wyobraźni Vala Kilmera). Zdecydowanie poważniejszymi minusami są jednak trzy rzeczy: Zdecydowanie zbyt wiele wątków, które donikąd nie prowadzą typu: "Diabeł z wieży zegarowej", Tabliczka Ouija czy wątek młodzieży znad jeziora; Fakt, że film jest chyba trochę zbyt przegadany oraz rozczarowujące rozwiązanie stanowiącej niejako clou całego filmu sprawy morderstwa ( czyli wszystkiemu winna jest religia. Wow! Jakie to odkrywcze!) 

Czy jednak warto na niego zwrócić uwagę? Moim zdaniem jak najbardziej. Nie tylko dlatego, że  jest to dzieło uznanego mistrza, ale przede wszystkim dlatego, że wiele tego typu produkcji po prostu nie powstaje. Nie wiem dla czego ale twórcom wydaje się, że łatwiej nabić sobie kabzę ( a my widzowie wcale nie staramy się, żeby ich wyprowadzić z błędu) pokazując nam albo kolejnego psychopatę z siekierą albo odgrzewając prastare pomysły tworząc kolejne remaki, sequele i prequele. I dlatego każda próba stworzenia czegoś nowego, nawet jeżeli jest niedoskonała, to jednak zasługuje na uwagę. 

OCENA: 7/10

***

Tytuł Oryginalny: Twixt

Reżyseria: Francis Ford Coppola

Scenariusz: Francis Ford Coppola

Obsada: Val Kilmer, Elle Faning, Bruce Dern, Ben Chaplin

Rok: 2011

Kraj: USA

Gatunek: Fantasy, Horror

Czas trwania: 1h. 24min.





 

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • quentinho

    Uuuu, to wysoko oceniłeś. Mnie trailer skutecznie zniechęcił do tej produkcji ;/

  • bradesinarus

    Witam!
    Jak tak teraz na to patrzę to może o oczko za wysoko ale po prostu tak jak pisałem w notce klimat bardzo mi podpasował. A co do trailera to powiem tylko tyle. Jeśli ci się nie podobał to nie zabieraj się do tej produkcji bo lepiej nie będzie.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci