Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Dracula 2000" (2000)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieję, wy którzy tu wchodzicie!

Wiem, że obiecywałem wam ją wczoraj ale musiałem się jeszcze raz temu filmowi przyjrzeć więc trochę się przeciągnęło ( Właściwie to nadal nie skończyłem go oglądać). Ale oto jest wczorajsza zagubiona w akcji jak Chuck Norris w Wietnamie recenzja. Obraz, który chcę wam zaprezentować to, chyba debiutanckie, dzieło Patricka Lussiera. Tak tego samego, który został wybrany aby odnowić oblicze dwóch najsłynniejszych w mojej ocenie horrorowych serii czyli Hellraisera oraz Halloween. Ciekawe czy widać po tej produkcji będzie można powiedzieć cokolwiek o stylu reżysera oraz czy dostrzeżemy jakiekolwiek symptomy świadczące o tym, że to będą dobre dzieła? ( To znaczy swoje zdanie na ten temat mam bo przecież oglądałem Krwawe Walentynki ale jak to mówią dopóki piłka w grze...) 

BBB

Ale najpierw mały wstęp. Od kiedy w 1897 Bram Stoker powołał do życia postać transylwańskiego księcia o nieco niepokojących żywieniowych przyzwyczajeniach była ona po wielokroć wykorzystywana przez światową kulturę i stała się niejako synonimem wampira ( Nie dotyczy to dnia dzisiejszego bo po niebywałym sukcesie sagi "Zmierzch" aktualny obraz krwiopijców się nieco wypaczył). Nic więc dziwnego, że również rodząca się w tamtych czasach kinematografia niemal natychmiast zauważyła w tej historii potencjał dzięki czemu mogliśmy na ekranach naszych kin podziwiać takie klasyczne już dziś obrazy jak "Nosferatu Symfonia Grozy" (1922), "Drakula" (1931) z kanoniczną już rolą Beli Lugosiego, czy cała seria produkcji brytyjskiej wytwórni Hammer w skład której wchodzą takie tytuły jak np. "Ukąszenie Drakuli" (1970) czy "Szatański Plan Drakuli" (1972). Tak więc nie można się dziwić, że ta inspiruje coraz to nowe pokolenia twórców. I o ile niektórzy jak Francis Ford Coppola w swojej "Drakuli" (1992)  podchodzą do niej z pietyzmem i pewną dawką uwielbienia o tyle ostatnio niestety z tego coraz mniej wychodzi a cała postać zaczyna się coraz bardziej rozwadniać będąc zmuszona toczyć pojedynki np. z Hugh Jackmanem w filmie "Van Helsing" (2004) a nawet z Batmanem w filmie "Batman vs. Dracula" (2005). Zresztą te swoiste rozwodnienie i udomowienie dotyczy nie tylko "Księcia Ciemności". Spójrzmy bowiem w ogóle na to jaką ewolucję przeszła postać wampira od groźnej i napawającej strachem bestii pokroju Nosferatu po dzisiejsze błyszczące Pattinsony ze Zmierzchu. Aż strach pomyśleć co będzie dalej... A jak z tematem poradził sobie pan Lussier?

No cóż! Mimo dość niskich ocen na Filmwebie, muszę powiedzieć, że nie jest to tytuł, którego reżyser powinien się wstydzić. Przede wszystkim warto zauważyć, że sam pomysł na umieszczenie akcji we współczesnych czasach jest dość interesujący. Oto kierowana przez doktora Foremana grupka złodziei włamuje się do posiadłości znanego kolekcjonera zabytków Abrahama Van Helsinga (granego przez tegorocznego laureata Oscara za najlepszą rolę drugoplanową Christophera Plummera). Nie znajdując jednak niczego godnego uwagi postanawiają połakomić się na dziwną metalową trumnę z nadzieją, że w środku kryją się niesamowite skarby. Otwierając ją, uwalniają jednak istotę o nieopisanej wręcz krwiożerczości.

Choć przyznać trzeba, że jest to produkcja chropowata i pełna wad, którą pod względem czysto horrorowym trudno uznać za stuprocentowo udaną (jej największym minusem jest to, że ani przez moment nie straszy), choćby w połowie satysfakcjonującą, a gra aktorska (zwłaszcza Gerarda Butlera, którego kreacja w tytułowej roli jest niesamowicie przerysowana) nie zachwyca szczególnie wysokim poziomem to jednak wypadałoby docenić fakt, iż odpowiedzialny za scenariusz Joel Soisson starał się nie robić kolejnej kopii (co byłoby najłatwiejszym rozwiązaniem) tylko próbował podjąć dialog z tradycją i wampiryczną mitologią serwując nam niezwykle nowatorską (a przynajmniej ja się do tej pory z taką interpretacją wampiryzmu nie spotkałem) i interesującą genezę powstania tytułowego bohatera oraz to, że niektóre sceny sceny (szczególnie jeśli chodzi o wizje głównej bohaterki, granej przez piękną Justine Waddell) mimo, że w mojej ocenie bardziej pasowałyby do "Koszmaru z ulicy Wiązów", są naprawdę wizualnie zniewalające i autentycznie pomysłowe. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego twórcy uparli się na nadanie temu filmowi tak śmiertelnie poważnego tonu skoro odrobina luźniejszych momentów (takich jak rzucenie jakiegoś zgrabnego one- linera) absolutnie by mu nie zaszkodziły

Podsumowując. Choć "Dracula 2000" to produkcja, która potrafi zapewnić kawałek dobrej, bezpretensjonalnej rozrywki oraz zawiera kilka niegłupich motywów to jednak przestrzegam przed nastawianiem się na niezwykle satysfakcjonujący i śmiertelnie przerażający seans, bo po prostu można się zawieść

OCENA: 6/10

***

Tytuł: Dracula 2000

Reżyseria: Patrick Lussier

Scenariusz: Joel Soisson

Obsada: Jonny Lee Miller, Justine Waddell, Christopher Plummer, Omar Epps, Gerard Butler

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 99 minut

Trailer


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci