Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Kill List" (2011)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Dzisiaj mamy film, do którego przymierzałem się już od dłuższego czasu (I nie nie mam tu na myśli "Wkraczając w pustkę". Tamten film wciąż czeka u mnie na lepsze czasy bo jak na razie próbowałem się do niego zabrać już trzy razy i tyle samo razy odpadłem już na napisach początkowych) bo słyszałem o nim wiele dobrego, a i według Filmwebu jest prawie 70% w moim guście ale dopiero teraz udało mi się do niego dostać. I czy naprawdę muszę dodawać, że jest to film brytyjski (Nawet mimo faktu, że wyspiarzom również zdarza się wypuścić ewidentne gnioty pokroju "Freakdog" czy "Retreat" to jednak większość produkcji stamtąd naprawdę daje radę.)? Oraz, że występuje tu całkiem miła dla oka MyAnna Buring? Czy więc było warto tyle na niego czekać?

KL

Odpowiedź na tak postawione pytanie musi brzmieć tylko w jeden sposób: Jak najbardziej tak. A najbardziej powinien o tym świadczyć fakt, że nie załamuję się pisząc tę recenzję mimo, że już trzeci raz wykasowałem sobie cały wpis tuż przed jego wysłaniem, więc muszę zaczynać od początku co jest troszkę deprymujące zwłaszcza, że nie bardzo pamiętam wszystkie żarty i subtelne nawiązania jakich chciałem tu użyć. Ale to tak na marginesie.

Oczywiście nie będę się tu rozpisywał o niuansach fabuły. Nie dlatego jednak, że nie chcę czy aby zaoszczędzić miejsca na inne błyskotliwe uwagi. Powód tego jest równie prosty jak struna. Nie chcę wam zepsuć przyjemności z oglądania, gdyż jest to jest jedna z tych produkcji, o których lepiej przed seansem wiedzieć jak najmniej a optymalnym wyjściem byłoby nie wiedzieć w ogóle żeby po prostu zachwycać się tymi wszystkimi niespodziankami fabularnymi (A zapewniam, że trochę ich tu jest) jakie twórcy nam przygotowali. Powiem więc tylko tyle, że mamy tu do czynienia z naprawdę klimatyczną, brutalną ( Może nie na tym samym poziomie jak w "Serbskim Filmie" czy "Martyrs" ale jeżeli porównamy to dzieło z takim naprzykład "Reakerem", który też usiłuje być thrillerem ale trochę mu to nie wychodzi, to zdecydowanie widać różnicę) opowieść o zbrodni i karze urozmaiconą dobrze zarysowanymi i, po raz pierwszy od dawna na tym blogu, pogłębionymi psychologicznie bohaterami nie wyglądającymi jakby zbiegli z fabryki schematów oraz naprawdę wciągającą intrygą. To co jeszcze działa na plus tej produkcji i czego również nie mogę w swoim podsumowaniu pominąć to fakt, że nie dostrzeżemy tu tego co w mojej prywatnej ocenie jest głównym mankamentem większości takich produkcji czyli nachalnych, wsadzonych absolutnie na siłę i od czapy wątków romansowych oraz scen łóżkowych praktycznie co dziesięć minut.

Warto by również tak na koniec wspomnieć coś o obsadzie, która mimo, iż składa się ona z niemal zupełnie przynajmniej jak dla mnie anonimowych nazwisk to jednak niemal zupełnie tego nie widać i udało im się stworzyć naprawdę dobre, pozostające w pamięci kreacje (Zwłaszcza wyróznia się tu totalny sobowtór Tobina Bella czyli Michael Smiley). Na plus w tym względzie wyróżnia się również taki podstawowy wydawałoby się fakt, że mając w obsadzie aktora z innego kraju (Chodzi mi tu o Szwedkę MyAnnę Buring) nie zmuszają go by udawał inną narodowość niż jest w rzeczywistości. Po prostu kiedy pomyślę, że mogliby jej kazać grać czystej krwi Angielkę byłoby to komiczne bo od razu staje mi przed oczami casus Seana Connery w "Nieśmiertelnym" czyli Szkota grającego Egipcjanina udającego Hiszpana ( Czy raczej powinienem powiedzieć tak: Szkota grającego Kosmitę udającego Egipcjanina udającego Hiszpana) 

Podsumowując. Na brytyjskim plakacie umieszczono wycinek z czyjejś wypowiedzi mówiącej: " To najstraszniejszy film o zabójcach jaki kiedykolwiek widziałem". I muszę się z tym w pełni zgodzić nawet mimo faktu, że zakończenie(które jest tak off the record dobre i naprawdę zaskakujące) choć w jakiś tam sposób wypływa z fabuły to jednak wygląda jakby wzięte z jakiegoś zupełnie innego filmu. Jeśli więc ktoś szuka czegoś dobrego choć niezbyt nagłośnionego do obejrzenia a lubi mocne kino i nie przeszkadza mu, że film długo się rozgrzewa ( Wiem co teraz myślicie "A jeszcze niedawno narzekał na długo rozgrzewającego się "Reekera"! Na stos go!" Pozwólcie więc sobie wytłumaczyć. Nie przeszkadzają mi długo rozgrzewające się filmy jeżeli mają nam coś więcej do zaproponowania niż tylko napisy końcowe. A tak się właśnie dzieje w przypadku "Zacisza"! Więc pozwolicie ale nie będę się zachwycał filmami, które rozwijają się, rozwijają i kiedy wydaje się, że są gotowe do tego by coś zaczęło się dziać mamy koniec filmu )  to zdecydowanie mu ten obraz mogę polecić 

 

OCENA: 9/10


***

Tytuł: Kill List

Reżyser: Ben Wheatley

Scenariusz: Amy Jump, Ben Wheatley

Obsada: MyAnna Buring, Neill Maskell, Michael Smiley, Struan Rodger

Rok: 2011

Kraj: Wielka Brytania

Gatunek: Thriller

Czas trwania: 95 min.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci