Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Sekretne Okno" {Secret Window} (2004) czyli Johnny Depp+ Stephen King= Niewykorzystany w pełni potencjał.

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Jeśli jesteście fanami twórczości Stephena Kinga, która mimo całej jej powtarzalności i recyklingu motywów (bo zwróćcie choćby uwagę na fakt, że niemal w każdym dziele sygnowanym jego nazwiskiem bohaterem jest zmagający się z kryzysem i brakiem weny pisarz) stała się współcześnie niejako synonimem współczesnego horroru oraz aktorskiego geniuszu Johnny Deepa (Nawet mimo faktu, że ostatnio widać u niego ewidentne podążanie po linii najmniejszego oporu i przybieranie w każdej z granych ról jednakowej maniery rodem z "Piratów z Karaibów" to i tak jeden z najbardziej uzdolnionych aktorów na naszej planecie. A na pewno lepszy niż ten drugi Johnny) to pewnie przez waszą głowę przemknęła myśl "A co by się stało gdyby te dwie rzeczy połączyć?". Tak więc oto odpowiedź: "Sekretne Okno"

SO

Muszę wam się przyznać, że ja osobiście nie sięgnąłem po tą pozycję z żadnego z wymienionych tu już powodów (Co czyni całą powyższą wyliczankę odrobinę nonsensowną i nie na miejscu). To znaczy wiedziałem o obecności tu odtwórcy roli Jacka Sparrow'a (Zresztą trudno o tym nie wiedzieć jeżeli nie jest się ślepym bo jego twarz zajmuje cały front pudełka z filmem) o tyle nie miałem absolutnie żadnego pojęcia, że twórca "Lśnienia" jest w jakikolwiek sposób zaangażowany w ten projekt. Po prostu zaintrygował mnie opis fabuły dający obietnicę, że będziemy tu mieli do czynienia z szokującym thrillerem psychologicznym, w którym do domu znajdującego się w głębokiej depresji i cierpiącego na niemoc twórczą pisarza (I w tym momencie powinienem się był domyślić z czym mamy tu do czynienia bo przecież to jedno zdanie jest jak światła wskazujące pas lotniska w nocy. Ale cóż. Najwyraźniej nie tylko syn prezydenta Wałęsy może cierpieć na pomroczność jasną.)  zapuka tajemniczy nieznajomy, zarzucając naszemu bohaterowi plagiat (I tak dobrze, że nie przyszedł po jajka bo ten film już przerabialiśmy)i zamieniając jego życie w piekło.

Niestety sam film nie do końca sprostał moim oczekiwaniom. Nie jest to jednak film zły co wyraźnie chcę zaznaczyć. Powiedziałbym nawet, że jest to dzieło jak najbardziej udane. Nie mogę go niestety porównać ze stanowiącym podstawę scenariusza opowiadaniem ale mamy wszystkie elementy jakie powinien posiadać dobry film (No może poza zombie) czyli intrygujący początek, świetne kreacje aktorskie (Zwłaszcza John Turturro daje tu popis kapitalnego aktorstwa w roli nieznajomego i w moim odczuciu przyćmił nawet głównego bohatera), naprawdę dobrze napisany i udanie budujący napięcie scenariusz, niepokojąca i wciągająca tajemnica, psychiczne zaburzenia, wielowarstwowi bohaterowie (Nie dotyczy to oczywiście wszystkich postaci pojawiających się na ekranie. Ale o tym będzie jeszcze czas wspomnieć), zupełnie nieprzewidywalne (choć warto dodać, że wypływające ze scenariusza a nie tak jak w przypadku takiego np. "Haute Tension" z kosmosu)  rozwiązanie zagadki a nawet pewne cechy filmów o seryjnych mordercach. Mogłoby się więc wydawać, że powinienem być absolutnie i w stu procentach zachwycony. Dlaczego więc narzekam?

 No cóż. Zdecydowanie nie robię tego tylko dlatego, że mogę, że chcę się w pewien sposób wyróżnić szukając dziury  w całym. Po prostu nie potrafię przejść do porządku dziennego nad oczywistymi wadami, które utrudniały mi cieszenie się seansem. A przede wszystkim nie mogę przeboleć tego, że zdecydowanie zbyt często na ekranie nie dzieje się nic więcej ponad serwowanie nam  niewiele w sumie wnoszących ujęć pokazujących głównego bohatera zajętego równie ważnymi i absorbującymi zajęciami jak walanie się po kanapie. Ja wiem, że nie jest to poziom nudy jaki zaprezentował nam ostatnio "Retreat", że te sceny były w pewien sposób potrzebne choćby po to aby pokazać stan psychiczny głównego bohatera i, że nie można bez przerwy raczyć widza akcją bo może łatwo dojść do zmęczenia materiału ( W końcu rozumieją to nawet takie filmy porno gdzie nie mamy przecież wyłącznie scen kopulacji mimo, że przecież po to a nie dla "walorów artystycznych" i wyrafinowanej fabuły ogląda się takie produkcje) ale na litość boską czy nie można było tych scen ograniczyć do jakiegoś niezbędnego minimum zamiast robić z klimatycznego filmu drugi "Sen" Przecież to potrafi zabić cały misternie budowany suspens! 

Drugim powodem jest zasygnalizowane tu już przeze mnie nieodpowiednie w mojej ocenie wykorzystanie umiejętności aktorskich. Pora więc przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu.  Od razu zaznaczam, że nie chodzi mi tu o wszystkich członków obsady. O ile bowiem do Turturro czy Deppa (nawet mimo faktu, że gra przesadnie manierycznie) nie można mieć większych pretensji a co najwyżej kosmetyczne uwagi bo wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności o tyle razi brak wyrazistych postaci drugoplanowych. Jest to co najmniej zastanawiające bo przecież w obsadzie znajduje się Timothy Hutton potrafiący wyróżnić się nawet w takim "Abecadle Mordercy", który aż prosi się o danie mu jakiejś wymagającej roli bo sprawia wrażenie, że nawet gdyby to on został obsadzony jako antagonista to dałby sobie radę nie gorzej od finalnego rezultatu. A tak musi statystować bo nawet zdobywca Oscara nie potrafił zaprezentować dobrej dyspozycji w sytuacji kiedy źle napisana postać nie dała mu pola manewru. A już zupełnym kuriozum był fakt obsadzenia w ważnej i nieomal kluczowej roli żony naszego protagonisty absolutnie pozbawionej talentu Marii Bello. Czy Hollywood już naprawdę cierpi na deficyt dobrych, utalentowanych aktorek, że główne role dostają takie kłody. Zrozumiałbym gdyby ona chociaż była ładna (Chociaż w moim wypadku pewnie wystarczyłoby żeby miała ciemne włosy). Mógłbym wtedy napisać, że miała być typowym "eye candy". Ale u niej uroda jest na mniej więcej takim samym poziomie co gra! Czyżbyśmy mieli więc do czynienia z drugim przypadkiem zjawiska, które tak umownie można nazwać "casusem Milli Jovovich", której popularność jest dla mnie do dziś tajemnicą?

Podsumowując. "Sekretne Okno" to warta zainteresowania, klimatyczna pozycja, z naprawdę dobrymi kreacjami aktorskimi, która jednak nie wykorzystuje w pełni posiadanego potencjału. Jednak dla fana dobrej opowieści z dreszczykiem, szukającego który straszy nie latającymi niczym myśliwce Luftwaffe flakami tylko misternie eskalowanym napięciem (Czyli komuś takiemu jak ja) to jest propozycja, której warto się przyjrzeć, poświęcić swój czas i mimo wszystkich jej niedoróbek oraz niedoskonałości mieć pewność, że nie będzie to czas zmarnowany.

OCENA: 7/10

***

Tytuł: Sekretne Okno

Oryginalny: The Secret Window

Reżyser: David Koepp

Scenariusz: David Koepp

Obsada: Johnny Depp, Timothy Hutton, John Turturro, Maria Bello

Rok: 2004

Kraj: USA

Gatunek: Thriller

Czas trwania: 95 min.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci