Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Wyścig z czasem" { In Time} (2011)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Aż sam się sobie dziwię, że dopiero teraz zabrałem się za ten film (To znaczy formalnie zaczynałem go oglądać już kilka razy ale jakoś zawsze coś stawało na przeszkodzie w jego dokończeniu) zwłaszcza biorąc po uwagę, że bardzo się na niego napaliłem po świetnych trailerach. A przecież jeszcze kilkanaście miesięcy temu dałbym sobie rękę odrąbać, że to będzie jeden z najfajniejszych filmów ubiegłego roku (Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt z jak marnym pod tym względem rokiem mieliśmy do czynienia) i, że wizyta na nim w kinie będzie czymś na kształt obowiązku połączonego z przyjemnością. Bo czy film, w którym główne role powierzono dwóm gorącym niczym piec hutniczy brunetkom czyli Amandzie Seyfried i Olivii Wilde oraz tak dobrym aktorom jak Cillian Murphy i Justin Timberlake, który filmem "Social Network" udowodnił, że o dziwo jest równie dobrym aktorem co piosenkarzem ( Jeśli nie nawet lepszym) może być filmem złym zwłaszcza jeżeli reżyseruje go Andrew Niccol czyli człowiek, którego dotychczasowe produkcje takie jak "Pan Życia i Śmierci" otrzymywały u mnie bardzo wysokie oceny?

IT 

I jeżeli mam być szczery to choć faktycznie nie mamy tu do czynienia z filmem jakoś dramatycznie złym to nie jestem w stu procentach zadowolony z otrzymanego rezultatu. Muszę powiedzieć, że chyba coś jest w tym starym stwierdzeniu, że każdy reżyser prędzej czy później musi nakręcić słabszą produkcję bo, choć przykro mi to mówić, mamy tu po prostu koncertowo zmarnowany potencjał na głęboki film i naprawdę angażujący film. Powiem szczerze. Nie dość, że morał płynący z tego filmu jest niesamowicie wyświechtany i trąci jakimiś lewackimi broszurami o tym jak to biedni ludzie są wykorzystywani przez złych bogatych to w czasie seansu po prostu nie czułem się tak jakbym oglądał kino science fiction a zwykłe kino akcji, w które ktoś z jakiegoś bliżej nieznanego powodu wsadził czas jako ekwiwalent pieniędzy. Czy naprawdę nie można było po prostu nakręcić prostego kina akcji skoro twórcy mieli taki pomysł zamiast silić się na oryginalność, która tak naprawdę nie wiele zmienia? I wiem, że może trochę przesadzam ale ja nie lubię być tak oszukiwany, że obiecuje mi się coś zupełnie nowatorskiego a finalny produkt okazuje się być czymś z zupełnie innej galaktyki tylko pomalowanym na niebiesko, żeby zakryć rdzę. Przepraszam ale to tak nie działa.

Naprawdę szkoda, że wybrano tak beznadziejną aranżację fabuły, a dokładnie jej marne odzwierciedlenie realiów sf i płaskie jak naleśnik przemyślenia do przekazania bo tak między bogiem a prawdą to chyba tak naprawdę jedyne elementy tej produkcji, do których można się przyczepić. Bo weźmy wszak pod lupę choćby aktorstwo. Nie ma tu ani jednej źle zagranej roli ( No może odrobinę brakowało tu jakiegoś charyzmatycznego oponenta dla naszej dwójki bohaterów bo szczerze powiedziawszy to ani Vincent "Wyglądam jak James McAvoy więc już nie muszę grać" Karthaiser ani Alex Pettyfer nie potrafili we mnie wzbudzić jakiegokolwiek zainteresowania i musiałem sobie przy każdym ich pojawieniu się na ekranie przypominać kim oni tak w ogóle są) wszyscy aktorzy naprawdę zrobili co do nich należało. Mówiąc tak mam tu na myśli zwłaszcza Cilliana Murphy (który występuje już w drugim filmie z oglądanych przeze mnie w krótkim okresie czasu i w drugim udowadnia, że należy do ścisłego grona najbardziej utalentowanych aktorów na świecie i zdecydowanie przyciąga uwagę z każdą minutą spędzoną na ekranie. Przez cały czas trwania tej produkcji nie mogłem przestać zastanawiać się jak wyglądałby ten film gdyby to jemu powierzono główną rolę. Przecież on wydaje się do niej stworzony. I wtedy jego wątek nie skończyłby się w tak głupi sposób) ale to samo mógłbym powiedzieć o hipnotyzującej nie tylko urodą Amandzie Seyfried, po której spodziewałem się najmniej bo wydawała mi się tylko i wyłącznie taką przynętą na mężczyzn a mimo to stworzyła naprawdę wiarygodną postać i razem z Justinem Timberlakiem stworzyli naprawdę zgrany duet.

Zanim przejdę do podsumować chciałbym jeszcze kilka słów poświęcić dwóm zagadnieniom, które tu chyba jeszcze nie padły, a które myślę że z czysto kronikarskiego obowiązku należałoby odnotować bo są naprawdę udane mam tu na myśli muzykę Craiga Armstronga, która nie dość, że świetnie brzmi to jeszcze dokłada swoją niemałą cegiełkę do budowania klimatu (zwłaszcza jeśli chodzi o liczne sceny pościgowe) oraz zdjęcia za które odpowiedzialny był sam Roger Deakins więc bardzo zdziwiłbym się gdybym były złe i nieestetyczne

Podsumowując. No cóż. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mam nie mały problem z ocenieniem tej produkcji bo naprawdę jeżeli odrzuci się ten cały fantastyczny sztafaż to możemy czerpać stąd naprawdę wielką dawkę przyjemności. Tylko, że ja niestety nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym, że zostałem oszukany i, że po prostu nic nowego ten film nie wnosi tylko po raz kolejny wałkuje znów tą samą starą śpiewkę. A i nie wybaczę panu Niccolowi chyba nigdy tego w jaki sposób wyeliminował najlepszą postać filmu. 

OCENA: 6/10

***

Tytuł: Wyścig z czasem

Oryginalny: In Time

Reżyser: Andrew Niccol

Scenariusz: Andrew Niccol

Obsada: Justin Timberlake, Amanda Seyfried, Cillian Murphy, Olivia Wilde

Rok: 2011

Kraj: USA

Gatunek: Thriller, SF

Czas trwania: 109 minut


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci