Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Cela 2" {The Cell 2} (2009) czyli najmniej potrzebny sequel w historii kina?

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Cela 2

Jeżeli pamiętacie jeszcze film Tarsema "Cela", (Zapewne tak wszak tak niebywale plastyczny i oszałamiający wizualnie obraz ciężko zapomnieć nawet mimo faktu, że fabuła odrobinę kuleje). w którym główną rolę ( W sensie bohaterki nie tytułowej celi choć byłoby to interesujące) grała Jennifer Lopez (I prawdę powiedziawszy chyba powinna pozostać przy śpiewaniu) to odpowiedzcie mi na pytanie czy marzyliście o jego kontynuacji? O domknięciu jakichś niewyjaśnionych wątków czy poznaniu dalszych losów bohaterów? Jeżeli tak i jeżeli myśleliście, że w filmie z dwójką w tytule dostaniecie cokolwiek powiązanego z oryginalną fabułą to niestety muszę was rozczarować.

Poza bowiem zacytowaną niemalże kropka w kropkę ( niemalże, bo ze zmienioną aktorką i gorzej wyglądającą) sceną, która tak na marginesie nie ma żadnego znaczenia dla dalszych wydarzeń i jest tylko próbą na siłę dopięcia się do serii, ten film nie ma praktycznie nic wspólnego z oryginałem. Dosłownie. Nie jest to bowiem tym razem ani film Tarsema (Czyli żegnaj wszelka widowiskowości) tylko jakiegoś Tima Iacofano (Jakiegoś kompletnie anonimowego dla mnie reżysera, który poza tą produkcją ma na koncie jedynie reżyserię kilku odcinków serialu "24 godziny"), brak tu kogokolwiek z oryginalnej obsady (O ile brak Lopez czy Vaughna da się przeżyć o tyle brak rewelacyjnego D'Onofrio razi w oczy jak patrzenie w potężny reflektor), nie ma nawet ciągłości w metodzie wchodzenia w umysł (czyli żegnajcie piękne kombinezony a witajcie zdolności jak z zupełnie innej bajki czyli wchodzenia w umysł osoby, która nie jest w stanie wegetatywnym i znajdującej się w znacznej odległości od "źródła ekstrakcji", że tak to eufemistycznie nazwę)  a w dodatku całość powstała dziewięć lat po ukończeniu oryginalnej "Celi" i przy zdecydowanie niższym budżecie.  Prawdę powiedziawszy mógłby on spokojnie konkurować z recenzowanym tu już przeze mnie "Rec3" o tytuł najmniej potrzebnego i najbardziej powiązanego z poprzednikiem sequelu w historii kina. O ile jednak tam mieliśmy jakoś tak w miarę spójnie wplecione drobne nawiązania tak tutaj wszelkie próby podpięcia się pod dzieło Tarsema wyglądają równie wiarygodnie co piersi Pameli Anderson. Oglądając go miałem raczej nieodparte wrażenie, że scenarzysta miał pomysł na zupełnie inny i odrębny film (Głupkowaty zwłaszcza jeżeli chodzi o modus operandi naszego antagonisty, który porywał kobiety, zabijał je, ożywiał a potem znów zabijał. Tak to miało mieć jakiś sens.) ale ktoś z wytwórni uznał, że to ma szansę sprzedać się tylko jako produkcja podpięta pod tytuł, który odniósł sukces z nadzieją, że ktoś będzie na tyle głupi i to kupi (I jak widać się nie mylili). Ale czemu ja narzekam. Przecież film na pewno broni się sam. 

 Nie bardzo. Albowiem już na samym wstępie można pokusić się o stwierdzenie, że to nie jest dobry film. Jest gorzej. Ten przejaw beztalencia pana Iacofana mogę porównać co najwyżej z "Birdemic" albo filmami Uwe Bolla. To jest bowiem ta sama półka produkcji  tak beznadziejnych, że aż niezamierzenie śmiesznych. Można się nabijać z beznadziejnie napisanych dialogów, fabuły wyglądającej jak rozpisanej na dwie strony (I to nawet mimo, że w pisanie scenariusza zaangażowane były aż trzy osoby! Wow!) z bezsensownymi rozwiązaniami akcji, czy ze sztucznych efektów specjalnych. W porównaniu z nim bardziej znany poprzednik wygląda jak arcydzieło (A miało nie być porównań). Szczerze powiedziawszy gdyby nie to, że natknąłem się na niego zupełnym przypadkiem i z uwagi na to, że jedynka mi się nawet podobała pomyślałem sobie "A niech tam! Raz kozie śmierć!" pewnie nigdy bym o nim nawet nie pomyślał w kontekście jego obejrzenia. Bo to nie tylko fabuła tutaj leży i kwiczy. Najgorzej, że mimo pozornie dramatycznych wydarzeń dziejących się na ekranie nie uświadczymy tu ani grama napięcia.  Gra aktorska jest po prostu koszmarna! Naprawdę widziałem lepiej zagrane i bardziej przekonujące kreacje na tegorocznej "Miksturze" a tam przecież grali wyłącznie amatorzy a nie ludzie, którzy swoją grą aktorską zarabiają na chlebek ze smalcem. "Wyróżniała się" pod tym względem zwłaszcza grająca główną bohaterkę Tessie Santiago, której kreacja była niesamowicie sztuczna, przerysowana i sztywna. 

Podsumowując. Nie mogę powiedzieć, że się tą produkcją rozczarowałem czy, że zepsuła mi wrażenia po fajnej klimatycznej i o wiele lepszej jedynki bo nie spodziewałem się po niej nic wielkiego. Pośmiałem się z nieudolności twórczej jak na najlepszej komedii i w sumie wciągnął mnie jak arabscy terroryści. Wolę jednak zdecydowanie bardziej obejrzeć ponownie dzieło Tarsema i chyba właśnie przy tej produkcji pozostanę. 

OCENA: 3/10

***

Tytuł: Cela 2

Tytuł Oryginalny: The Cell 2

Reżyser: Tim Iacofano

Scenariusz: Alex Barder, Rob Rinow, Lawrence Silverstein

Obsada: Tessie Santiago, Frank Whaley, Elizabeth Barondes, Chris Bruno

Rok: 2009

Kraj: USA

Gatunek: Thriller, SF

Czas trwania: 94 minuty

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci