Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Red Lights (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

RL

Pamiętacie jeszcze film "Pogrzebany", który był w mojej ocenie jedną z największych pozytywnych niespodzianek roku 2010? Jeżeli tak to zapewne kojarzycie, że jego reżyserem był Rodrigo Cortes. Dlaczego o tym piszę? Bo w tym roku wyszła spod jego ręki kolejna produkcja. Oczywiście to jeszcze nic nie znaczy i, o czym zaświadczyć może casus "Tall Mana", nie gwarantuje jeszcze udanego tytułu ale niewątpliwie dawało mi poważne powody by czekać na ten film wierząc, że tak właśnie będzie, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę jakie nazwiska udało się hiszpańskiemu reżyserowi pozyskać ( Cillian Murphy, Sigourney Weaver, Robert de Niro). A co z tego wyszło?

No cóż muszę powiedzieć, że Cortes nie traci formy a raczej pokazuje, że tak samo dobrze czuję się w paradoksalnie różnych stylistykach. Z reguły jeżeli na jakąś produkcję długo czekam to w ostatecznym rozrachunku się na niej bardziej lub mniej zawodzę ( Nie wiem dlaczego. Może to kwestia nadmiernych oczekiwań, którym filmowcy nie potrafią sprostać a może zestawu zupełnie innych czynników. Tak po prostu jest i nic na to nie poradzę) Ale w tym wypadku jest inaczej. To jest w mojej naprawdę udana produkcja, która niespodziewanie dołącza do "Dark Knight Rises" w walce o miano najlepszej produkcji roku wyprzedzając rozczarowującego "Prometeusza". I szczerze powiedziawszy nie jest w tej walce bez szans. 

Ale po kolei. Tytułowe Red Lights to, jak tłumaczyła w jednej ze scen bohaterka grana przez Sigourney Weaver rzeczy, których w jakimś miejscu nie powinno być. Ma to swoje znaczenie bowiem właśnie tym zajmują się nasi protagoniści grani właśnie przez "Alienową" Ripley i Cilliana Murphy. Demaskowaniem iluzjonistów oszustów poprzez wykazywanie, że ci ludzie nie mają żadnych niezwykłych mocy a cała ich iluzja to po prostu kombinacja tricków. ( Nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć konkretnie tytułu ale wydaje mi się, że już kiedyś widziałem film oparty właśnie na takiej fabule. Nie wiem czy to nie był jeden z motywów z "Nieustraszonych Braci Grimm"). Idzie im to bardzo dobrze do momentu kedy nie natrafią na słynnego ślepego iluzjonistę granego przez De Niro, który pokaże im, że byli w błędzie. Lecz gdyby to było wszystko co ten film ma nam do zaoferowania to przecież bym się nim nie zachwycał zważywszy, że nie tak dawno jak wczoraj zarzekałem się, że taka tematyka na mnie nie działa, i że "wolę" oglądać na ekranie bardziej przyziemne zagrożenia takie jak psychopatów, socjopatów czy wszelkiego rodzaju zwyrodnialców. (Gwoli jasności. Oczywiście, że zdarzają się filmy o wątkach paranormalnych takie jak np. "Prestiż", "Innkeepers" czy "1408" które śledziłem z największą uwagą i mogę z całą stanowczością stwierdzić, że należą do grona moich ulubionych produkcji.) Więc dlaczego teraz zachwycam się produkcją, która zdaje się być niemal dokładną  odwrotnością mojego gustu? 

No cóż. To jest po prostu inteligentnie zrobiony film,  który określić mogę jedynie określeniem ( usłyszanym czy przeczytanym gdzieś, ale które bardzo mi się spodobało) "wolę atmosferę niż noże i siekierę". Nie uświadczymy tu bowiem krwi co dziesięć minut ani eksplozji. W zamian zostaniemy uraczeni naprawdę konsekwentnie budowanym i wciągającym jak wir klimatem, interesująco poprowadzoną fabułą, co najmniej jednym zaskakującym zwrotem akcji (chodzi mi tu o scenę w teatrze podczas pierwszego występu Roberta de Niro)niejednowymiarowymi postaciami, którym rzeczywiście chce się kibicować oraz co najważniejsze świetnymi kreacjami aktorskimi ( Oczywiście najlepszymi aktorami w tym filmie byli De Niro i Murphy ale warto by w tym miejscu poświęcić kilka słów Elizabeth Olsen czyli najmłodszej i najbardziej utalentowanej z sióstr Olsen, która zagrała tutaj tak, że dla mnie wyrasta na największe aktorskie odkrycie tego roku. Zresztą nie może być inaczej skoro przed tym filmem kojarzyłem ją tylko piąte przez dziesiąte i nie obejrzałem żadnego filmu, w którym występowała a teraz muszę zdecydowanie obejrzeć "Martha Marcy May Marlen", w którym podobno daje zdecydowanie koncert gry aktorskiej). Wbrew pozorom takich produkcji nigdy nie jest za dużo. 

Podsumowując. Choć nie udało się twórcom uniknąć kilku maleńkich wpadek "Red Lights" to w mojej opinii jedna z najlepszych produkcji tego roku i zdecydowanie przyglądać się przyszłym dokonaniom Rodrigo Cortesa, który wyrasta na jednego z najbardziej perspektywicznych reżyserów Hollywood. 

OCENA: 9/10

***

Tytuł: "Red Light" 

Reżyser: Rodrigo Cortes

Scenariusz: Rodrigo Cortes

Obsada: Sigourney Weaver, Cillian Murphy, Robert De Niro, Elizabeth Olsen

Rok: 2012

Kraj: Dramat, Thriller

Kraj: Hiszpania, USA

Czas trwania: 113 minut.


 

 


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci