Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"V/H/S" (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Jeżeli pamiętacie parę miesięcy temu popełniłem wpis, który poświęciłem świetnemu "Innkeepers" w reżyserii Ti Westa. Dlaczego o nim wspominam? Bo pewnie przypomnicie sobie, że obiecywałem tam trzymać rękę na pulsie wszystkich dokonań tego reżysera, i że gdzieś tam wspomniałem iż jednym z jego najbliższych projektów (Choć z góry muszę zaznaczyć, że jest on tam niestety jednym z 10 zaangażowanych w ten projekt reżyserów) miała być produkcja, której dziś miałem okazję się przyjrzeć. No i jak wyszło?

VHS 

Zadziwiająco dobrze bo choć nie jest to poziom kapitalnego "Poughkeepsie Tapes" czy "Rec" to jednak potrafi zapewnić masę niepokoju i bezpretensjonalnej rozrywki. Nie jest to jednak produkcja idealna i trochę się na niej zawiodłem bo nie będę ukrywał, że przez pierwsze dwadzieścia minut pierwszego segmentu (Nie wiem czy zdążyłem już wspomnieć, że cały film to właściwie różne historyjki wyreżyserowane przez różnych reżyserów. Jedynym ich wspólnym elementem jest to, że są stylizowane na autentyczne nagrania, i że są zlepione ze sobą pretekstową fabułą o grupce złodziei, którzy włamują się do czyjegoś domu i odnajdują pokaźną kolekcję kaset wideo z tymi właśnie historyjkami) czułem się potwornie skonfundowany gdyż nie zupełnie nie mogłem się zorientować jakie jest powiązanie pomiędzy poszczególnymi scenami i co ja właściwie oglądam (Myślałem nawet, że to się przerodzi w jakieś porno bo mieliśmy tu tyle ujęć nagich kobiecych, całkiem apetycznych muszę przyznać, ciał że można by nimi obdzielić kilka innych produkcji,)Ba! Poważnie rozważałem nawet totalne wyłączenie produkcji co byłoby dla mnie łatwe, szczególnie zważywszy na fakt, że gatunek found footage nie jest moim szczególnie ulubionym ( Słowo daję, że nie rozumiem co jest takiego nadzwyczajnego w tym tak obecnie popularnym nurcie. Przecież on jest zwyczajnie przereklamowany! Bo choć przyznaję, że kilka produkcji jak "Rec", "Poughkeepsie Tapes" czy wspominane tu niedawno przy okazji zwiastunu sequelu "Grave Encounters" były w mojej ocenie naprawdę udane to kiedy obejrzałem obydwie najważniejsze i najbardziej znane takie produkcje czyli "Blair Witch Project" { O którym krążą fałszywe przekonania, że odkryło ten gatunek dla świata i było jego pierwowzorem. A to przecież całkowita nieprawda bo pierwszą produkcją wykorzystującą motyw odnalezionych taśm był przecież "Cannibal Holocaust" (Po polsku "Nadzy i Rozszarpani")Ruggero Deodato} i "Paranormal Activity" to jedyne czym udało im się mnie wystraszyć to wszechogarniająca nuda i naprawdę potwornie sztuczne aktorstwo. Zatem jak dla mnie cały ten hype wokół nich jest czymś naprawdę na wyrost bo one po prostu na to nie zasługują) gdyby nie to, że po tym czasie wreszcie ruszyła akcja czysto horrorowa i to naprawdę wysokiej klasy. 

Zastanawiacie się pewnie, która z taśm mi się szczególnie podobała? No cóż. To bardzo trudne pytanie. Muszę bowiem powiedzieć, że pomysł jaki mieli tu twórcy to nie była idea na film ale za to świetnie sprawdziła by się w serialu na wzór "Zakręconych Historii", "Opowieści z krypty" czy "Mistrzów Horroru". Każda z nich  miała bowiem swój specyficzny klimat i posiadała elementy, które uważam za naprawdę udane (Jak naprawdę krwista końcówka taśmy pierwszej) tyle tylko, że wymagała trochę większego rozbudowania sąsiaduje z tymi, które mi totalnie nie zaimponowało (zachowanie bohaterów, niezbyt przekonująca gra aktorska {Choć na pewno lepsza niż w "PA"} czy zbyt dużo scen nagości, które nie mają żadnego ulokowania w fabule a są tu chyba tylko po to aby na film zwaliły się tłumy napalonych gimnazjalistów). 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci