Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Zapowiedź" { Knowing } (2009)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Zapowiedź 

Kojarzycie Alexa Proyasa, twórcę rewelacyjnego "Kruka"  z Brandonem Lee w swojej najsłynniejszej i niestety ostatniej roli, czy równie dobrego "Mrocznego Miasta"? To dobrze bo dziś przyjrzymy się ostatniej jak do tej pory produkcji tego świetnego reżysera czyli pochodzącej z 2009 roku "Zapowiedzi". Produkcji, na obejrzenie której chrapkę miałem w okresie przed jej premierą, bo bardzo zaintrygował mnie koncept fabuły z tymi jej tajemniczymi cyframi, które niosą ogromne znaczenie ( Nie kojarzy wam się to z czymś? Jakimś serialem na przykład?) i byłem ciekaw jak to rozwiną. Niestety po premierowy odbiór dzieła przez szeroką  publikę sprawił, że wszystkie chęci zgasły jak zapałka na wietrze. Niemal zewsząd dobiegały mnie bowiem negatywne opinie skoncentrowane głównie na fakcie, że głównego bohatera (Profesora astrofizyki, w którego ręce  trafia tajemniczy list sprzed pięćdziesięciu lat zawierający w sobie wyłącznie szereg liczb.) gra tu Nicholas Cage, który z jakiegoś dziwnego i nie do końca jasnego powodu (bo przecież jest cała masa gorszych aktorów a i sam Cage kreacją choćby w takiej "Ciemnej Stronie Miasta" czy w bardzo dobrych i niesłusznie niedocenianych "Naciągaczach" udowodnił, że aktorem jest co najmniej przyzwoitym) stał się synonimem złego aktorstwa, a każdy nowy film z jego udziałem jest bezlitośnie spuszczany w mroki niepamięci jako tragiczne kino ( Nie dotyczy to chyba tylko filmu "Kick Ass"  ale to wyjątek potwierdzający regułę). Fałszywie założyłem  więc, że skoro wszyscy tak mówią to znaczy, iż widocznie tak właśnie jest i odłożyłem jego obejrzenie na okoliczność kompletnego braku pomysłu co innego można by obejrzeć. Czyli na dziś.

I muszę powiedzieć, że po jego obejrzeniu zupełnie nie wiem skąd się bierze ta fala nienawiści pomieszanej z obojętnością w stosunku do tej pozycji. Owszem nie jest to może dzieło wybitne czy chociażby zbliżone pod względem intelektualnej głębi do "Dark City" (czyli w mojej ocenie opus magnum tego australijskiego reżysera) i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy poruszanej tematyce i naprawdę inteligentnie napisanej i wciągającej fabule mógłby to być dużo  lepszy film, zwłaszcza gdyby starano się na poziomie pisania scenariusza uniknąć kilku zbyt oczywistych "szczęśliwych zbiegów okoliczności" oraz usunięto niepotrzebne i niewiele wnoszące do fabuły postacie takie jak  siostra głównego bohatera . Ale to jest nadal kawałek naprawdę interesującego kina, które utrafiło w moje gusta. Mimo bowiem zdecydowanie wyższego budżetu pozwalającego na o wiele większą skalę działania co bywa również często powiązane z ograniczeniem artystycznej wolności (Bo wytwórnia chce przecież, żeby film się sprzedał więc zawsze forsują zmiany, które rzadko kiedy są zbieżne z intencjami reżysera a nawet potrafią zmienić ostateczny wydźwięk filmu o 180%) reżyserowi udało się stworzyć dzieło z zadziwiająco mrocznym i niepokojącym wydźwiękiem oraz tajemniczymi istotami, które wydają się ingerować we wszystkie wydarzenia (Czyli cechy tak przecież charakterystyczne dla tego twórcy) jak na historie podobnego gatunku. Przypomnijmy sobie bowiem takie produkcje jak "Armageddon" czy "Dzień Niepodległości" a zobaczymy płytkie, typowo rozrywkowe produkcje, które kończą się optymistycznie dając nam jako ludzkości choćby strzępek nadzieji, że każdy rodzaj zagrożenia da się przezwyciężyć. Tu wszystko jest o wiele bardziej zdeterminowane i nieuniknione. I co najważniejsze nie ma tu taniej łopatologii i jednego właściwego, zaaprobowanego przez twórców rozumienia tego co się właściwie stało tylko każdy może sobie po seansie wyrobić na temat własne zdanie. I to jest bardzo dobre. 

Dopiero teraz zauważyłem, że choć tak się rozpisałem to jednak nie poruszyłem najważniejszych spraw takich jak np. aktorstwo, muzyka czy efekty specjalne a bez tego przecież każda recenzja jest niekompletna. Pozwólcie więc, że zrobię to teraz. Zwłaszcza, że nie bardzo jest się tu o czym rozpisywać bo wszystkie te elementy stały na naprawdę wysokim poziomie. Aktorsko prezentowało się to porządnie bo zarówno Rose Byrne jak i Nicholas Cage  stworzyli naprawdę wiarygodne kreacje a jedynym co mogłoby być trochę lepsze to bardziej wyrazisty drugi plan. Muzyka Marco Beltrami'ego w mojej ocenie może nie była największym osiągnięciem ale swoją rolę w budowaniu klimatu odegrała bardzo dobrze. Małe zastrzeżenia mógłbym mieć co najwyżej do efektów, które w w wielu momentach wyglądają niesamowicie sztucznie jakby były robione jakimiś środkami rodem z wytwórni Asylum ale kilka scen z ich udziałem naprawdę robi wrażenie nawet na małym ekranie.

Podsumowując. Nie spodziewałem się, że produkcja która w zamierzeniu ma być blockbusterem i lepem na widzów może być tak mroczna i tak w sumie mało widowiskowa jak na taki temat. To zdecydowanie nie jest propozycja dla każdego widza bo jeśli ktoś oczekuje tylko bezmyślnej rozwałki pokroju "Transformersów" to spotka go wielkie rozczarowanie. Jednak jeżeli o mnie chodzi to był naprawdę udany seans.

OCENA: 8/10

***

Tytuł: Zapowiedź

Tytuł Oryginalny: The Knowing

Reżyser: Alex Proyas

Scenariusz: Ryne Douglas Pearson, Juliet Snowden

Rok: 2009

Kraj: Australia, USA, Wielka Brytania

Gatunek: Thriller, SF, Film katastroficzny

Czas trwania: 121 minut

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci