Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Abraham Lincoln pogromca wampirów" {Abraham Lincoln: Vampire Hunter} 2012 czyli Why so serious?

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

ALVH

Od pewnego czasu światowa kinematografia opanowana jest przez wampiry ( To znaczy wampiry na ekranach kin gościły niemal od zawsze o czym świadczyć mogą takie tytuły jak chociażby "Nosferatu symfonia grozy" ale nie da się zaprzeczyć, że ostatnio ta tematyka przeżywa istny renesans popularności, który jest skutkiem niebywałego sukcesu jaki odniosły takie pozycje jak "Wywiad z Wampirem" czy ostatnio saga "Zmierzch") i znajdują się coraz liczniejsi fani, którzy zajmują się tylko analizą takich obrazów.  Ja jednak jakoś nigdy nie dałem się temu trendowi ponieść, i zawsze podkreślałem, że takie historie mnie nie ruszają bo od krwiopijców z ostrymi jak maczeta Jasona zębami wolę seryjnych morderców a recenzje filmów o wampiryzmie pojawiały się u mnie tak często jak dobre polskie horrory na ekranach kin. (Oczywiście to nie znaczy, że nigdy nie napisałem na ten temat ani jednej. Poświęciłem wszak tej tematyce całą notkę tworząc ranking moich ulubionych filmowych przedstawień Książąt Nocy.). Dlatego też wielu z was może się zdziwić czy nawet snuć podejrzenia, że ktoś dobrał mi się do konta. Śpieszę więc was pocieszyć (Myślę jednak, że dotyczyć to będzie tylko okazjonalnych gości bo dla nikogo ze stałych bywalców tego bloga nie powinno być zaskoczeniem), że nic takiego się nie stało. Fakt, że zabrałem się za ten film po długim na niego oczekiwaniu jest bowiem śmiertelnie prosty. Postawiłem sobie niegdyś za cel obejrzenie wszystkich filmów, w których choćby przez ułamek sekundy wystąpiła piękna i utalentowana Mary Elizabeth Winstead więc było chyba oczywistym, że ta produkcja będzie musiała trafić na mój warsztat. Skoro to już jest jasne to czas napisać kilka słów o dziele Timura Bekmambetowa.

Nie oszukujmy się. To nie jest udana produkcja. Bo choć strona wizualna strona wizualna stoi tu na naprawdę wysokim poziomie (Zwłaszcza jeżeli chodzi o widowiskowo ukazane sceny akcji czyli głównie konfrontacji Lincolna z poszczególnymi przeciwnikami takie jak choćby finałowe starcie na dachu pędzącego pociągu. Nie zapominajmy jednak, że reżyserem jest tu twórca wizualnie oszałamiającego "Wanted" więc można się było tego spodziewać) i naprawdę przyjemnie się ten film ogląda to jednak pod względem treściowym nie jest już tak różowo.

I nie chodzi mi tu o to, że Bekmambetow dość beztrosko sobie poczyna z wampiryczną mitologią (Zawsze myślałem, że wampirom szkodzi światło słoneczne {W końcu to właśnie dlatego nazywa się ich książętami NOCY.}. A tu się okazuje, że {chyba dzięki miksturze pożyczonej od Edwarda Cullena albo gustownym przeciwsłonecznym okularom} łażenie w samym środku dnia nie sprawia im żadnych problemów.) bo jak wspomniałem nie jestem jakimś wielkim fanem takiej tematyki i po prostu mnie to nie razi. Gorzej, że po obejrzeniu tej produkcji nasuwa mi się tylko jedno pytanie: Dlaczego ta opowieść ma tak potwornie poważną tonację i nasycona jest patosem jak dobre czekoladki likierem? Przecież to nie jest bibliografia tego amerykańskiego prezydenta {bo za tą odpowiedzialny będzie Steven Spielberg} tylko swobodna wariacja na temat Lincolna uśmiercającego wampiry a ta tematyka aż prosiła się o luźniejszą i taką "z przymrużeniem oka" konwencję w stylu chociażby "Nieustraszonych braci Grimm" czy "Sherlocka Holmesa".A tu nie zanotowałem nawet jednego żartu czy momentu, w którym bym się choćby mimowolnie uśmiechnął.

Kolejnym aspektem jest aktorstwo. Podawałem wam już na tych łamach rozliczne przykłady {Choćby "Tall Man" ) że to nigdy nie wróży dobrze kiedy aktor mający w zamierzeniu grać w twoim filmie pierwsze skrzypce i ciągnąć całą fabułę jest tak potwornie nijaki i pozbawiony charyzmy, że każda inna postać na ekranie wygląda przy nim jak wirtuoz. I niestety muszę do tej listy dopisać kolejną pozycję. Benjamin Walker wcielający się w rolę tytułowego bohatera grał tak sztywno jakby sam był nieumarłym i była to produkcja "Wampiry kontra Zombie". Jednak fizyczne podobieństwo do odgrywanej postaci historycznej nie wystarczy kiedy aktor absolutnie nie jest w stanie zainteresować mnie losem swojego bohatera. A weźmy pod uwagę choćby takiego Dominica Coopera grającego mentora naszego "protagonisty", który mimo, że czasu na pokazanie swoich umiejętności miał zdecydowanie mniej niż Abe to jednak potrafił się wyróżnić i sprawić, że chętniej obejrzałbym produkcję o przygodach jego postaci. Poza nim warto też wyróżnić Rufusa Sewella, który prezentuje się odpowiednio demonicznie i złowieszczo jako główny bad-ass.

Co do roli Mary Elizabeth Winstead, czyli było nie było głównego powodu, dla którego zabrałem się za tą produkcję to potwierdza się tylko to co pisałem już nie jednokrotnie. Powinna zdecydowanie staranniej dobierać propozycje. Bo choć co do samej gry aktorskiej nie bardzo mogę się przyczepić bo prezentuje się na swoim jak zwykle wysokim poziomie i popisuje się tym wszystkim za co tak ją uwielbiam czyli lekkością i niebywałym urokiem osobistym, to jednak widać wyraźnie, że rola jaką narzucił jej scenariusz (Czyli błąkająca się gdzieś tam na drugim planie wybrankę serca naszego Zombie Lincolna) jest dla niej po prostu za ciasna. 

Podsumowując. Naprawdę nie wiem jak można było tak dokumentnie zepsuć tak obiecujący pomysł jak zderzenie ze sobą Lincolna i wampirów ale twórcom tej produkcji jakoś się to udało i z projektu, który mógł być jednym z najlepszych filmów roku wyszedł co najwyżej średniak, który można obejrzeć co najwyżej dla scen akcji i czarującej Mary Elizabeth Winstead. 

OCENA: 5/10

***

Tytuł: Abraham Lincoln pogromca wampirów

Tytuł Oryginalny: Abraham Lincoln: Vampire Hunter

Reżyser: Timur Bekmambetow

Scenariusz: Seth Grahame-Smith

Obsada: Mary Elizabeth Winstead, Benjamin Walker, Rufus Sewell, Dominic Cooper, Erin Wasson

Rok: 2012

Kraj: USA

Gatunek: Fantasy, Horror, Akcja

Czas trwania: 105 minut


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci