Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Ćma barowa" {Barfly} (1987)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

BF

Dzisiejszy film będzie zupełnie inny od tego do czego ostatnio was przyzwyczaiłem swoimi wpisami. Nie będzie więc próbował nas straszyć wyskakującymi znikąd jump scenkami. Nie będzie tu potworów rodem z najgorszych koszmarów (czy tak jak we wczoraj omawianej produkcji prosto z piekła). Obejrzałem dziś bowiem film nieomal biograficzny o poecie i alkoholiku, który większość swego życia spędza upijając się w podrzędnych spelunach. Wiem, że nie brzmi to za ciekawie, i że teraz możecie zapytać: Woleliśmy jak recenzowałeś mroczne produkcje. Jak mogłeś tak nagle zmienić oglądane klimaty? Więc tłumaczę: Niczego nie zmieniłem (Przynajmniej na razie). Po prostu, jak zapewne pamiętacie, wspomniałem kiedyś o kapitalnej i niesamowicie wciągającej książce, którą tak swoją drogą serdecznie każdemu polecam, Charlesa Bukowskiego "Hollywood", która opowiadała o kulisach powstania właśnie tej produkcji (Opowiadając historie, które same w sobie złożyły by się na niezły film). A jako, że ostatnio po raz nie wiem który wchłonąłem ją za jednym posiedzeniem to uznałem, że to najlepsza pora aby zobaczyć czy wyrobiona na podstawie tej powieści wizja tego projektu ma choć trochę wspólnego z rzeczywistością

Lecz  zanim przejdę do odpowiedzi najpierw udzielę wam krótkiej lekcji z cierpliwości i pozwolę sobię docenić Mickey Rourka i jego niebywałą umiejętność wcielania się w diametralnie różne, acz jednakowo wiarygodne i interesujące, postaci w zależności od wymagań scenariuszowych oraz rozpaczliwych prób uniknięcia zaszufladkowania (Co w rezultacie doprowadziło jak dobrze wiemy do załamania dobrze rozwijającej się kariery i obecnych mozolnych prób odzyskania utraconej pozycji. Wiem, że to temat na zupełnie inną historię ale ja osobiście ubolewam nad tym jak potoczyła się kariera tego niesamowicie utalentowanego aktora bo można tylko spekulować jakie wybitne kreacje nas z tego powodu omineły).  Wciela się on tu w tytułowego bohatera czyli wyglądającego jak siedem nieszczęść podrzędnego pijaczka  a przypomnijmy sobie, że premiera tej produkcji to czas kiedy ten aktor był świeżo po sukcesie 91/2 tygodnia i mógł jeszcze uchodzić za jednego z największych amantów srebrnego ekranu bo nie wyglądał jakby ktoś na jego twarzy ubijał kotlety schabowe. Trzeba mieć w sobie niewyczerpalne pokłady odwagi aby tak drastycznie odciąć się od swojego dotychcasowego wizerunku. Mógłby przecież spokojnie robić tak jak wielu innych aktorów, czyli iść na łatwiznę występując w kolejnych wariacjach tego samego pomysłu, który dał mu sławę (Tak jak to współcześnie robi choćby Johnny Deep) i zbierać profity ze swojego niemal półboskiego statusu. 

A wracając do punktu, od którego zacząłem swój wywód. Nie będę ukrywał, że choć książka podobała mi się o wiele bardziej to jednak dzieło Barbeta Schroedera jest naprawdę interesującą propozycją na spędzenie czasu przed ekranem.  Pewnie moglibyście się spodziewać, że będę narzekał na to, że akcja przebiega za wolno, że bohaterowie szlajają się po barach pijąc na umór i nic wielkiego z tego wszystkiego nie wynika (Nie mogę zaprzeczyć, że dokładnie tak to wygląda jednak zauważcie, że jest to produkcja na podstawie książki Charlesa Bukowskiego zwanego tu dla niepoznaki, dokładnie tak jak w książkach, Henry Chinaski a z tego co mi wiadomo opisywał on niemal dokładnie to co miało miejsce w jego życiu). Ale tym razem nie macie do końca racji bo jakoś mi to nie przeszkadzało. W zamian bowiem za pokręconą jak chińskie "s" oraz głęboką jak rów mariański fabułę dostajemy dobrze napisane dialogi, interesujące postacie oraz wciągający i kapitalnie oddany klimat takich miejsc i takiego życia. Wiem, że patrząc na tematykę poruszaną na blogu to może być odrobinę trudne ale uwierzcie mi, że dla takiego fana twórczości Jima Jarmuscha, Kevina Smitha czy Paula Austera ("Dym" i "Brooklyn Boogie" mogę oglądać niemal bez przerwy i nigdy mi się nie znudzą) jak ja dialogi i bohaterowie (Zwłaszcza jeżeli kreowani są przez tak rewelacyjnie ze sobą współgrający duet jak wspomniany tu już Mickey Rourke oraz niewspomniana, a również zasługująca na pochwały Faye Dunaway) potrafią sprawić by opowiadana przez film historia zeszła na dalszy plan i wydawała się tylko mało istotnym dodatkiem.

Podsumowując. Mimo, że "Ćma Barowa" nie jest filmem, który przyszedłby mi do głowy w pierwszej kolejności gdybym został zapytany o najlepszy obraz jaki w życiu widziałem to jednak nie można zaprzeczyć, że jest to bardzo dobra produkcja i najlepszy dowód na aktorskie umiejętności Mickey Rourka.

OCENA: 9/10

***

Tytuł: Ćma Barowa

Oryginalny: Barfly

Reżyser: Barbet Schroeder

Obsada: Mickey Rourke, Faye Dunaway, Jack Nance

Rok: 1987

Kraj: USA

Gatunek: Dramat Obyczajowy

Czas trwania: 97 minut

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci