Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Excision" (2012) czyli chory rollercoaster

bradesinarus
Fakt, że od kilku dni nie robiłem nowych wpisów na bloga nie znaczy bynajmniej, że niczego nie oglądałem. Wreszcie miałem bowiem czas by przyjrzeć się kilku pozycjom z listy najbardziej oczekiwanych a na pierwszy ogień poszła przejażdżka chorym rollercoasterem zwanym "Excison" . Zatem zapnijcie pasy i ruszamy.

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie

EXCISION

  Pamiętacie jeszcze zwiastun, który umieszczałem tu w maju, pisząc, że zapowiada się najbardziej pogięta, perwersyjna, obrazoburcza, krwawa i chora premiera tego roku? Zwiastun, w którym wykorzystano doskonale pasujący do klimatu pokazywanych nam ujęć kawałek grupy Nine Inch Nails? Czyli ogólnie mówiąc ten Zwiastun?. Jeżeli nie, to w tej chwili przerwijcie czytanie i się z nim zapoznajcie  żeby mieć chociażby szczątkowy ogląd w materii jaką zamierzam tu poruszyć. Jeżeli zaś pamiętacie, a zwłaszcza jeżeli udało mu się was zaintrygować (A pośrednio mi także) to zapewne ucieszy was wiadomość, że film, którego dotyczył można wreszcie obejrzeć (Choć niestety w naszym pięknym kraju nie na ekranach kinowych nad czym bardzo boleję bo to naprawdę dobra produkcja) i, że to nim się dzisiaj zajmiemy bo udało mi się go zobaczyć. I bardzo się z tego cieszę. Bo choć dobrze wiem, że trailery zwłaszcza amerykańskie nie zawsze mówią prawdę i potrafią nawet najbardziej nieudaną produkcję sprzedać jako niezwykle ciekawą innowację (Patrz „Blair Witch Project”, „Paranormal Activity” czy „Hostel”. A to tylko skromny wycinek z jednego wybranego gatunku) to jednak właśnie po zwiastunie, „Excision” niemal z miejsca trafiło na moją listę filmów, których jak nie zobaczę to umrę. I jak wypadło spotkanie z dziełem pana Richarda Batesa Jr.? Tak jak zdążyłem już wspomnieć absolutnie pozytywnie.

 

Na początku warto jednak zaznaczyć, że to nie jest obraz dla wszystkich. Jest to bowiem produkcja, która zdecydowanie testuje granice do jakich można się posunąć i spora część widzów o sympatiach konserwatywnych może czuć się zniesmaczona, zdezorientowana, lub po prostu oburzona prezentowanymi tu treściami i postawą bohaterki, które są skrajnie odmienne od wyznawanych przez nich wartości i norm moralnych. Odbiorców lubiących kino czyste gatunkowo odrzuci zaś postmodernistyczny miszmasz i stylistyka rodem z wideoklipów Marylin Mansona. Jeżeli ktoś jednak jest otwarty na nowe filmowe doznania to czeka go naprawdę interesujący seans bo dawno nie widziałem produkcji, która przeplatając ze sobą tak zdawałoby się diametralnie od siebie różne filmowe światy jak wizje niczym z najdzikszego snu szaleńca (pasujące bardziej do estetyki kina autorskiego i takich twórców jak Luis Bunuel, Alejandro Jodorovsky czy David Lynch) z jednej strony a scenami pozornie normalnymi jakie można znaleźć w każdym dramacie o zbuntowanych i niezrozumianych przez świat nastolatkach z drugiej sprawiałaby wrażenie skonsolidowanego i spójnego wewnętrznie dzieła. Nie wiedziałem, że w ten sposób można mówić o dojrzewaniu i osiągnąć interesujący i satysfakcjonujący widza efekt. Wbrew pozorom bowiem nawet najbardziej odjechane wizje ( A uwierzcie mi, że jest tu ich całkiem sporo) serwowane nam przez twórców potrafią sprawić by oglądający poczuł się autentycznie zaniepokojony ich intensywnością i swoistą perwersją mimo że nie wydają się tu nie na miejscu ale raczej ma się wrażenie jakby stanowiły logiczną konsekwencję wydarzeń na ekranie. Niebagatelną rolę odgrywa tu zapewne fakt, że sceny onirycznych fantazji głównej bohaterki są estetycznie wysmakowane, pięknie sfotografowane i po prostu przyciągające uwagę).

Muszę też choć jednym zdaniem wspomnieć o grze aktorskiej. I choć w innych przypadkach zaczął bym pewnie od wspomnienia kapitalnie obsadzonego drugiego planu, pełnego takich nazwisk jak John Waters, Malcolm McDowell, Ray Wise czy Traci Lord to jednak tym razem takie postępowanie mija się z celem. Nie tylko dlatego, że te uznane nazwiska wydają się tu nie mieć możliwości by rozwinąć skrzydła (zwłaszcza McDowell jako nauczyciel jest po prostu zdecydowanie zbyt krótko na ekranie) ale przede wszystkim niemal cały splendor należy się aktorce wcielającej się w naszą protagonistkę Pauline. Jej nie przeszarżowana rola to bowiem niezmiernie ważny element, który przyczynił się do sukcesu całego projektu. Uczynienie akurat takiej osoby jak w tym wypadku główną siłą napędową było bowiem naprawdę ryzykownym zabiegiem zważywszy na to, że biorąc pod uwagę specyfikę i charakter roli można było jednym niewłaściwym wyborem obsadowym położyć cały film. Na szczęście postawiono „na dobrego konia” czyli Anallynne Mc Cord, która radzi sobie znakomicie odwalając kawał dobrej roboty. Tak na marginesie przyprawiając mnie też o niemały ból głowy na samą myśl o tym, że w przeciwieństwie do poprzedniej odsłony mojego rocznego podsumowania kiedy była właściwie tylko jedna kandydatka do tytułu najlepszej roli kobiecej w podsumowaniu 2012 roku będę miał niemały orzech do zgryzienia kogo wybrać ( Bo nie zapominajmy, że jej konkurentkami będą na przykład: fenomenalna w „Big Love” Aleksandra Hamkało czy Anne Hathaway jako największe pozytywne odkrycie „Dark Knight Rises”. A przecież rok się jeszcze nie skończył i jeszcze ktoś może nas w tym względzie zaskoczyć. {I mówiąc ktoś mam tu na myśli choćby Mary Elizabeth Winstead, która podobno dała popis gry aktorskiej tworząc swoją najlepszą kreację w oczekiwanym przeze mnie „Smashed” ).

 

Podsumowując. Mówi się, że dobry film to taki, który zostaje w pamięci na długo po seansie i zmusza do przemyśleń na jego temat. No cóż. Jeżeli to prawda to „Excison” jest niewątpliwie właśnie takim filmem. I zasługuje na najwyższe nocy.

OCENA: 9/10

***

Tytuł: Excision

Reżyseria: Richard Bates Jr.

Scenariusz: Richard Bates Jr.

Obsada: AnnaLynne McCord, Malcolm McDowell, Traci Lords, John Waters

Rok: 2012

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 81 minut

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci