Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Grave Encounters 2 (2012) czyli wyrównywania blogowych zaległości część 2.

bradesinarus
Jak tak teraz na to patrzę to powinienem był sporządzić jedną notkę z tych produkcji bo robi się tu niezły bajzel. Ale coś z tym spróbuję zrobić.

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

GE2

(Nie jest to może najbardziej zachęcający plakat, ale bardzo podoba mi się to subtelne nawiązanie do "Social Network" więc musiałem go tu umieścić. Szkoda, że sam film nie stoi na tak dobrym poziomie...)

Ostatnie dni były dla mnie okresem wyrównywania zaległości z filmów, które od długiego czasu chciałem obejrzeć. I po obejrzeniu chorego i perwersyjnego "Excision" (Jakbyście jeszcze się nie zapoznali z krótką opinią na ten temat zajrzyjcie tu). przyszedł czas na kontynuację jednego z najbardziej zaskakujących dla mnie filmów (Możecie mi nie wierzyć ale  nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobry) roku . Bo nie będę ukrywał, że pierwsze „Grave Encounters” uważam za jeden z najlepszych paradokumentalnych horrorów jakie w życiu widziałem. Jest to bowiem produkcja wywołująca autentyczne emocje, posiadająca w miarę innowacyjny pomysł oraz dobrze napisany scenariusz. Dlatego kiedy tylko usłyszałem, że w planach producentów jest nakręcenie kontynuacji wydarzeń byłem podekscytowany faktem, że będę mógł ponownie zanurzyć się w tą niesamowitą historię i, jak wspomniałem przy okazji umieszczania na blogu jej trailera, niecierpliwie czekałem na jego premierę. A potem obejrzałem film...

I muszę powiedzieć, że jeśli spodziewaliście się, że dostarczy wam on takiej samej dawki emocji co poprzednik to niestety źle trafiliście. To produkcja,(jak to zwykle bywa w przypadku sequeli, których jedyny sens powstania sprowadza się do próby wyciągnięcia jak największych profitów z popularności poprzednika) o co najmniej klasę  gorsza i zdecydowanie nie wykorzystuje nawet połowy posiadanego potencjału. Dzieje się tak nawet nie dlatego, że jest mniej wciągająca, czy że posiada słabszą grę aktorską. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest jednak to, że nie ma w nich nic nowatorskiego. O ile bowiem w jedynce mieliśmy do czynienia z ciekawym konceptem realizowania programu dokumentalnego o nawiedzonych miejscach w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym o tyle tu mamy wciąż wrażenie deja vu. Kiedyś już bowiem mogliśmy podziwiać motyw z grupą studentów, którzy zafascynowani kultowym filmem z gatunku found footage próbują odkryć czy wydarzenia w nim przedstawione rzeczywiście miały miejsce. Nazywało się to : „Blair Witch2 The book of shadow”. Był już też film (Recenzowane tu "Kroniki żywych trupów" samego George'a Romero) gdzie studenci szkoły filmowej kręcili swój projekt po czym napotykali na zagrożenie, które ich przerastało. 

Zanim przejdziemy dalej warto zadbać, żeby jednak nie powstało takie wrażenie, że tylko krytykuję. Chcę więc teraz zwrócić uwagę na kilka aspektów, które autentycznie mi się podobały. Przede wszystkim bardzo interesującym moim zdaniem pomysłem było wplecenie w film kompilacji fragmentów pochodzących z prawdziwych videorecenzji pierwszego filmu i niejako uzupełnienie ich scenami nakręconymi w podobnym stylu przez ekipę filmową. Po drugie wznoszenie się przez film na poziom meta. Tak wiem! Odnoszenie się przez film do samego siebie czy innych produkcji tego gatunku  nie świadczy  jeszcze o niczym i stanowi zrzynkę pomysłów z "Krzyku" Wesa Cravena ale przyjemnie mi się ogląda produkcje, w których aktorzy operują nazwami filmów. Kolejna rzecz jest trochę dyskusyjna. Jest nią bowiem film w filmie czyli te nieliczne sceny z kręconego przez naszych bohaterów horroru. Wydaje się on być o wiele lepszy niż oficjalna rzecz, którą zaproponował nam reżyser tej produkcji i szczerze mówiąc to właśnie tą produkcję wolałbym obejrzeć. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że jest tu kilka dobrych scen i naprawdę ciekawych scenariuszowych pomysłów jak mylenie tropów i próby wprowadzenia zamąconej atmosfery (Czyli tego wszystkiego co było przecież mocną stroną "GE". Zdecydowanie najlepszą i najbardziej przerażającą z innowacji jest wykorzystujący najbardziej pierwotny lęk i umiejętnie budujący napięcie motyw ze zjawą z pokoju dziecięcego, która każdym swoim pojawieniem się wywołuje ciarki na plecach (Czyli robi coś co nie udaje się samemu filmowi). Pozytywne jest również to, że całość posiada w miarę ostateczne zwieńczenie i chyba nikomu nie przyjdzie do głowy kręcić dalszych części (Choć po sytuacji z jedynką nie byłbym tego taki pewny) bo już zaczynaliśmy się zbliżać do takich absurdów jak samoczynnie nagrywające i lewitujące kamery. Ostatnim plusem, który mógłbym wyróżnić jest krótkie cameo samych braci Vicious czyli twórców jedynki i pomysłodawców sequelu. 

Skoro wyczerpałem już pozytywne części tej filmowej abominacji to mogę przejść do części, którą lubię robić najbardziej czyli krytykowania. I na pierwszy ogień musi niewątpliwie pójść fakt, że pierwsza połowa tego filmu a już zwłaszcza pierwsze dwadzieścia minut jest tak koszmarnie nudne, tak mało angażujące (Poza może kilkoma jump scenkami, które jednak wydają się być równie przypadkowe co cały ten film), że zabierałem się za jej obejrzenie cztery razy i trzykrotnie usnąłem niemal w tym samym momencie. Na pewno koncentracji uwagi i budowaniu zainteresowania nie sprzyjają takie kwiatki jak za długo (bo trwająca całe siedem minut) "sekwencja imprezowa", która w moim odczuciu donikąd nie prowadzi ale za to z jakiegoś powodu John Poliquin (Reżyser tego filmu) uznał, że niezbędnie trzeba nam ją pokazać czy bohaterowie, którzy są zdecydowanie bardziej schematycznie zarysowani niż ich odpowiedniki  w pierwowzorze i przez to o wiele bardziej przypominają typowe dla "slasherów" mięso armatnie niż postacie, którym możemy z czystym sercem kibicować. Wspomniałem tu już również o kserowaniu rozwiązań z innych filmów. Naprawdę mam szczęście, że nie zrealizowałem swojego pierwotnego planu polegającego na piciu kieliszka wódki za każdym razem kiedy natknę się na jawne zapożyczenia z takich produkcji jak chociażby [Rec] (Scena śmierci bohaterki granej przez Stephanie Bennett) czy jedynki (Moment zakładania poszczególnych kamer wygląda identycznie i chyba ma nawet miejsce w dokładnie tych samych miejscach) bo biorąc pod uwagę ich ilość chyba byłbym zbyt pijany żeby cokolwiek napisać. 

Podsumowując. Jeżeli ktoś potrzebował dowodu na to, że "Grave Encounters" nie potrzebowało sequelu i było zamkniętą całością to w postaci tej produkcji właśnie to dostał. To jest po prostu bezczelna zrzynka z oryginału z dodaniem kilku kropel własnej inwencji dla niepoznaki. 

OCENA: 3/10

***

Tytuł: Grave Encounters 2

Reżyser: John Poliquin

Scenariusz: Bracia Vicious

Obsada: Richard Harmon, Leanne Lapp, Stephanie Bennet, Dylan Playfair

Rok: 2012

Kraj: Kanada, USA

Gatunek: Horror

Czas trwania 100 minut



 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci