Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Roller Samurai Vampire Slayer" (2012) czyli hipsterzy, zen i kamery video

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Phelous

(Plakatu samej produkcji nie udało mi się znaleźć więc w zamian prezentuję wam jego twórcę i zarazem mojego ulubionego internetowego recenzenta. I już wiecie dlaczego koniecznie musiałem obejrzeć ten film)

   Wiem, że pewnie podświadomie spodziewaliście się, że dziś tak jak cała blogowo-filmowa Polska popędziłem do kina na premierę najnowszego Bonda, i że wchodząc tu napotkacie na cieplutkie (czyli takie w sam raz na dzisiejszy dzień) wrażenia. No cóż. Jeżeli faktycznie tak myśleliście to bardzo mi przykro ale niestety muszę was rozczarować. Dziś zwyciężyła lekko hipsterska część mnie, gardząca wszelką rozrywką dla mas i na wizytę w kinie będę mógł sobie pozwolić dopiero za jakiś czas, kiedy cała ta fala bond- euforii rozmyje się jak łzy na deszczu. Nie myślcie jednak, że dzisiejszy wpis będzie polegał wyłącznie na narzekaniu jaka to kultura popularna jest be i, że w ogóle współczesne kino rozrywkowe mogłoby nie istnieć. Zamiast tego chcę wam zaproponować rzecz totalnie undergroundową. Produkcję, o której pewnie nie słyszeliście, której nie znajdziecie najpewniej na filmwebie, a która z miejsca stanie się waszą ulubioną. Nie wierzycie? Zaraz wam to udowodnię!

Ale zanim przejdziemy do meritum czyli krótkiego filmu (Nie tak krótkiego w końcu to pełne 25 minut. Po omawianym tutaj przeze mnie "Filmowym Podlasiu" dobrze wiem, że i takie produkcje potrafią nieźle wynudzić. Chociaż w tym wypadku  zważywszy na fakt kto za tym projektem stoi bym się tego nie spodziewał) najpierw wypadałoby w kilku słowach przedstawić sylwetkę Scotta Shawa, którego twórczość zainspirowała powstanie tej niezwykłej produkcji bo bez tej wiedzy ten tytuł może okazać się totalnym nieporozumieniem, sprawiać wrażenie totalnego bałaganu, nielogicznego zlepku scen pozbawionych jakiegokolwiek związku przyczynowo- skutkowego (czyli w gruncie rzeczy produktem, który my hipsterzy kochamy na pohybel popularnym gustom) oraz kompletną stratą czasu.  Mówiąc w zupełnym skrócie (bo więcej i lepiej omówione można znaleźć w tym dokumencie)Scott Shaw to urodzony 23.IX. 1958 w Hollywood (czyli niejako skazany na sukces w branży) amerykański reżyser i aktor filmów klasy Z (Choć nie tylko bo zdarzały mu się też epizody w bardziej znanych produkcjach jak "Terminator 2" ale były to występy praktycznie niezauważalne) o tytułach takich jak np. Undercover X czy Max Hell Frog Warrior którego największym wynalazkiem i największym "darem" dla historii było tak zwane "Zen Filmmaking", o którym więcej dowiecie się z podlinkowanego dokumentu.

Dobrze. To skoro wstęp już mamy za sobą to czas zająć się samą produkcją. Zapewniam, że jako parodia pewnego określonego sposobu kręcenia filmów (Choć nie bardzo rozumiem jaki jest w sumie sens parodiowania czegoś co właściwie pogrąża się samo i już dawno znalazło zasłużone miejsce na śmietniku historii) absolutnie zdaje rezultat i bezpardonowo obnaża bezsens tworzenia filmów na podstawie szczątkowego scenariusza lub w ogóle bez jakiegokolwiek pomysłu wyjściowego. Na dodatek jest przesycona absurdem w stylu Monthy Pythona, co jak najbardziej utrafiło w mój pogięty jak kilogram blachy falistej gust. 

Wiem, że teraz pora na przedstawienie zarzutów odnośnie tej produkcji, ale jakoś tak się złożyło, że nie mam praktycznie żadnych ponieważ wszystko co mogłoby stanowić potencjalny mankament można podciągnąć pod przyjętą tu specyficzną konwencję. Mógłbym co prawda ponarzekać na niezwykle charakterystyczną manierę aktorską wcielającego się tu w kilka różnych ról Phelana Porteusa, która z tego co się orientuje, irytuje masę widzów. Tylko, że mi ona absolutnie nie przeszkadza a nawet dodaje mu pewnego uroku. Mało tego. Nie tylko uważam, że wraz z Allison Pregler ( Znaną niektórym jako Obscurus Lupa) tworzą naprawdę zgrany duet to jeszcze powiem, że gdybym ja sam kręcił kiedykolwiek własny film byłbym niezmiernie zadowolony z możliwości współpracy z tym niezmiernie utalentowanym twórcą.

Podsumowując. "Roller Samurai Vampire Slayer" to  specyficzna, prezentująca niszowy typ rozrywki produkcja, która nie przypadnie do gustu każdemu i, do której nie ma sensu się zabierać jeśli nie widziało się wcześniej choćby umieszczonego dokumentu. 

OCENA:

9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci