Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Plusy i minusy: "Ukryty Wymiar" (Event Horizon) 1997 czyli Paul W.S. Anderson jednak potrafi kręcić filmy.

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

UW

Myślę, że nikomu nie trzeba przybliżać sylwetki Paula W.S. Andersona, twórcy takich "niezapomnianych" filmowych franczyz jak Resident Evil ( Z której dobra była co najwyżej jedynka a cała reszta to, jak ktoś ładnie kiedyś określił, drogi list miłosny reżysera do swojej żony - Milli Jovovich) czy Obcy kontra Predator. Przyznaję, że jest to reżyser, który w swoich produkcjach bardzo często ponad treść i związek przyczynowo skutkowy przedkłada widowiskowość. Czy to jednak znaczy, że nigdy nie udało mu się nakręcić dobrego filmu, który łączy obie wymienione wyżej cechy? Absolutnie nie! Aby się o tym przekonać wystarczy przenieść się w przeszłość lub odpalić sobie płytkę z "Ukrytym Wymiarem".

Mówiłem już wiele razy (Ostatnio chyba przy okazji "Pandorum"), że dobrze zrobione kina SF to coś czym nigdy nie pogardzę i dlatego przymierzałem się do produkcji, którą dziś chcę wam przedstawić już wiele razy ale jakoś zawsze coś stawało mi na drodze.

+ Niezwykle gęsty, enigmatyczny i niepokojący klimat doprawiony umiejętnie budowanym napięciem (Czyli tzw. jump scenki są tu ograniczone do absolutnego minimum) oraz rozsądnie dawkowanymi efektami gore

+ Scenografia wnętrz tytułowej jednostki naprawdę robi nieprzyjemne wrażenie, zwłaszcza na ludziach, którzy tak jak ja cierpią na klaustrofobię

+ Już od pierwszych sekund napisów początkowych jesteśmy atakowani niezwykle klimatyczną muzyką Michaela Kamena

+ Widać, że reżyser nie próbował tylko kopiować rozwiązań z innych filmów
 (Choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niektóre elementy takie jak zawiązanie akcji z powodu odkrycia tajemniczego sygnału ratunkowego czy chociażby aranżacja korytarzy "Horyzontu Zdarzeń przywodzą nieodparcie na myśl sagę o Obcych) tylko miał swój pomysł na naprawdę interesującą, nowatorską i wciągającą fabułę. O dziwo Philip Eisner czyli człowiek odpowiedzialny za ten skrypt nie zrobił wielkiej kariery w Hollywood grzęznąc w takich gniotach jak "Kroniki mutantów" czy "Podpalaczka 2"

+ Robiąca wrażenie charakteryzacja

+ Wieloznaczne zakończenie

+ Przyzwoita gra aktorska (Choć brak tu kreacjii naprawdę wybitnych i przełomowych)

+ Nie ma tu Milli Jovovich

- komputerowe efekty specjalne "trącą myszką"

Podsumowując. Nie ma się co rozpisywać skoro wszystko już jest jasne. Recenzowany tu przeze mnie film to kawał naprawdę dobrego kina. już wiele razy (Ostatnio chyba przy okazji "Pandorum"), że dobrze zrobione kina SF to coś czym nigdy nie pogardzę. A "Ukryty Wymiar" to właśnie taka produkcja. Dowodzi ona jednego. Anderson kiedyś naprawdę potrafił kręcić dobre i trzymające w napięciu filmy.

Ocena: 9/10

***

Tytuł: Ukryty Wymiar

Oryginalny: Event Horizon

Reżyser: Paul W.S. Anderson

Scenariusz: Philip Eisner

Obsada: Laurence Fishbourne, Sam Neill, Kathleen Quinlan, Joely Richardson

Rok: 1997

Kraj: USA, Wielka Brytania

Gatunek: Horror, SF

Czas trwania: 95 minut




 -

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci