Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Filmowy Remanent część 18. (Terminator 3: Bunt Maszyn, Sound of My Voice)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Wybaczcie, że zawieszam cykl recenzji filmów japońskich (Ale nie bójcie się nie na zawsze. Za bardzo mi się one podobają) jednak ze względu na piętrzące się na dysku mojego laptopa filmowe zaległości, oraz fakt, że nie o wszystkich obejrzanych przez siebie w tym roku filmach napisałem choć kilka słów nadszedł czas aby ponownie urochomić rubrykę jaka służy mi do załatwiania właśnie takich spraw. Dziś zajmiemy się tym drugim wariantem czyli dziełami, które obejrzałem mimo, że nie były na mojej liście "Most Wanted". Mimo to życzę przyjemnej lektury. 

Terminator 3: Bunt Maszyn {Terminator 3: Rise of the machines} (2003)

Terminator 3

Reżyseria: Jonathan Mostow

Scenariusz: Michael Ferris, John D. Brancato

Obsada: Claire Danes, Nick Stahl, Arnold Schwarzenegger, Kristanna Loken

Kraj: Niemcy, USA, Wielka Brytania

Gatunek: SF, Akcja

Budżet: 187.000.000 $

Czas trwania: 109 minut

Myślę, że nikogo nie muszę przekonywać co do tego, że wobec genialności dwóch poprzednich części tej serii o robotach z przyszłości ( Kapitalnej jako całość i stanowiącą chyba najlepsze dzieło Jamesa Camerona. Choć jeśli mam być szczery to osobiście preferuję o wiele bardziej klimatyczną jedynkę ponad dwójkę- efektowną lecz odrobinę gubiącą gdzieś ten niesamowity nastrój zagrożenia.) ten film nie był nikomu do szczęścia potrzebny i w zasadzie gdyby nie powstał, nic wielkiego by się nie stało. Ale skoro już został stworzony  i skoro udało mi się go wreszcie  obejrzeć (A uwierzcie mi, że długo z tym zwlekałem, nie chcąc sobie psuć dobrego wrażenia jakie wyniosłem z seansu dwóch poprzednich epizodów) to muszę powiedzieć, iż nie przynosi on tej franczyzie jakiejś wielkiej ujmy.

O.K. Może i są tu oczywiście mniejsze czy większe głupotki, niedoróbki czy po prostu minusy ( Takie jak zbytnie przegadanie niektórych scen, brak wyrazistych protagonistów {bo Claire Danes i Nick Stahl, mimo najszczerszych chęci, żadną miarą nie są w stanie dorównać Lindzie Hamilton czy Michaelowi Biehnowi pod względem ekranowej charyzmy} oraz zbyt wielka ilość wątków komediowych, które na dodatek nie są nawet śmieszne). Jednak to wszystko w jakimś tam stopniu rekompensowane jest poprzez świetną kreację Kristanny Loken jako zimna jak lód i bezwzględna maszyna do zabijania zwana w skrócie T-X (Moim zdaniem rola Loken niewiele ustępujące dyspozycji zaprezentowanej przez Roberta Patricka w Terminatorze 2. Aż szkoda, że po tak dobrym, wyrazistym występie wylądowała ona potem w filmach Uwe Bolla), wyśmienitą scenę z dźwigiem (Tak na marginesie mogę dodać, że jest to chyba najlepsza scena w całym filmie), czującego się w roli sztywnego cyborga jak ryba w wodzie Arnolda Schwarzeneggera oraz masę efektywnie ukazanej rozwałki. To naprawdę nie jest tak mało

Podsumowując. Tak jak mówiłem na początku "Terminator 3" nie ma nawet startu do ponadczasowej dylogii Jamesa Camerona. Czy jednak znaczy to, że odradzam jego oglądanie? Absolutnie nie! Trzeba jednak przed seansem wyzbyć się nadmiernych oczekiwań i zapomnieć o tym jak dobrymi dziełami byli poprzednicy. Tylko pod takim warunkiem obraz Jonathana Mostowa potrafi bowiem zapewnić naprawdę dobrą i satysfakcjonującą rozrywkę. 

OCENY:

Aktorstwo: 6/10

Scenariusz: 4/10

Innowacyjność: 4/10

Sprawy techniczne: 8/10

"Walory estetyczne": 6/10

OCENA OGÓLNA

6/10

***

Sound of My Voice (2011)

SOMV

Reżyseria: Zal Batmanglij, Brit Marling

Scenariusz: Zal Batmanglij, Brit Marling

Obsada: Brit Marling, Christopher Denham, Nicole Vicius, Richard Wharton

Kraj: USA

Gatunek: Dramat, Thriller

Czas trwania: 84 minuty

Właściwie to sam nie wiem dlaczego recenzja tej produkcji dopiero teraz trafia na mojego i to do działu form krótkich a nie jako pełnoprawny tekst. Zważywszy bowiem na fakt, że przecież lubię kino niebanalne, że spodobał mi się taki lekki i nienachalny styl zaprezentowany przez Brit Marling ( Zarówno pod względem aktorskim jak i scenariuszowym) w świetnej "Drugiej Ziemi" oraz na to, że ten obraz mi się spodobał wydawać by się mogło, że wszystkie znaki na niebie i ziemi będą wskazywać na takie rozwiązanie.  Tajemnicze prawda?

Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Czas zająć się samą produkcją. Przyznam się szczerze (Choć już trochę wam zdradziłem, pisząc, że film mi się spodobał), że nie spodziewałem się, że za niewielkie pieniądze (Tak małe, że nigdzie nie mogłem znaleźć informacji o budżecie) można stworzyć dzieło, które choć wyciszone  a nawet do pewnego stopnia ascetyczne, skoncentrowane głównie na słowach i emocjach a nie na oszołomieniu nas najbardziej wymyślnymi efektami specjalnymi, to jednak będzie potrafiło wciągnąć mnie bardziej niż niejeden film akcji, zafascynować swoją tajemniczą atmosferą enigmatycznego kultu, którego rozpracowania podjęli się (na własną rękę) nasi protagoniści oraz zmusić do zastanowienia się tym co właściwie twórcy chcieli nam przekazać ( Mamy tu bowiem do czynienia z produkcją, która unika taniej dydaktyki i oczywistych stwierdzeń, woląc poruszać się w sferze niedopowiedzeń i wolnej woli. Nie muszę chyba dodawać, że to dla mnie ważna cecha). W każdym razie to się jakimś cudem udało. Nie małą rolę odegrała w tym na pewno sama Brit Marling, która tworzy tu naprawdę fascynującą kreację jako charyzmatyczna liderka tego całego ruchu ( czy raczej powinienem napisać sekty) ale sam fakt choćby i najlepszej gry aktorskiej nigdy nie wystarczy, jeśli brakuje podstawowego budulca jakim dla każdej filmowej historii jest odpowiednio poprowadzona fabuła. A ta, z którą mamy tu do czynienia na pewno nie daje nam powodów do narzekań. 

Podsumowując. Czasami dochodzę do wniosku, że produkcje niepozorne i mało rozpropagowane medialnie są po prostu zdecydowanie lepsze od produkcji obdarzonych gigantycznym budżetem. Bo w takich dziełach, czego "Sound of My Voice" jest chyba najlepszym przykładem, ważniejszy jest pomysł i interesująca historia niż imponująca sfera wizualna. Produkt nie pudełko.

OCENY

Gra aktorska: 9/10

Scenariusz: 9/10

Innowacyjność: 6/10

Sprawy techniczne: 6/10

Walory estetyczne: 9/10

OCENA OGÓLNA

8/10

 

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci