Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Machine Girl {Kataude mashin garu} (2008)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy wchodzicie!

MG

Mam nadzieję, że stęskniliście się za tym cyklem równie mocno co ja bowiem dziś wracamy z wielkim wykopem do gościnnej krainy japońskiego kina exploitation (Czy też jak to niektórzy nazywają japan- splattera. Choć to w sumie chyba niewielka różnica prawda?), w którym krew leje się strumieniami a to co niemożliwe staje się możliwe. Co dziś w programie? Obiecana was już kilka dni temu "Machine Girl". Jeżeli zastanawiacie się dlaczego to odpowiedź jest prosta. Zdecydował przede wszystkim fakt, że zapoznamy się w ten sposób ztwórczością kolejnego po Yoshihiro Nishimurze (chyba najbardziej "płodnego" ze wszystkich bo zaangażowanego w aż dwie, spośród czterech jak do tej pory recenzowanych, produkcje) i Go Oharze ( z pod którego ręki wyszła najsłabsza propozycja tego nurtu jaką widziałem czyli "Gothic & Lolita psycho") reżysera zajmującego się kręceniem takich dzieł czyli Noburu Iguchiego a także spróbujemy poszukać jakichkolwiek cech wyróżniających jego prace z grona innych. Zatem nie traćmy czasu na zbędne pitolenie. Zabierzmy się do dzieła!

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy już od pierwszych sekund obcowania z tą produkcją jest fakt, że każdy reżyser wiąże się z odmiennym podejściem do pozornie takiego samego materiału. Widać tu bowiem wyraźnie, że Noburu Iguchi nie stara się za wszelką cenę naśladować kadr po kadrze dzieł innych autorów tylko stara się odcisnąć własne piętno nadając temu obrazowi odrobinę poważniejszy ton, niż w takim dajmy na to "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl" i wyposażając motywację bohaterki w choćby zalążki wiarygodności. Muszę powiedzieć, że to zdecydowanie zdaje egzamin. Bo choć, nie oszukujmy się, nadal chodzi tu głównie o dostarczenie nam krwawej łaźni, orgii przesadnej przemocy, feerii zwariowanych pomysłów (Takich jak fakt, że nasza heroina ma zamiast prawej ręki karabin maszynowy. Tak na marginesie to właśnie ten wytwór japońskiej wyobraźni, choć nie wiem na ile w pełni oryginalny bo przecież podobny motyw {tylko, że z piłą mechaniczną} mieliśmy przecież w drugiej części "Martwego Zła"  zainspirował Roberta Rodrigueza do stworzenia znaku rozpoznawczego Cherry Darling granej przez Rose Mc Gowan w "Planet Terror" {Kto oglądał, wie o co chodzi. Kto nie oglądał, niech natychmiast obejrzy bo to naprawdę kawał niezłej rozwałki}) oraz wszelkiej możliwej dewiacji, to jednak bez dwóch zdań, historię o zemście zdecydowanie lepiej się ogląda kiedy możemy się utożsamiać z naszą protagonistką.

Jednak przyznajcie sami. Takich produkcji nie ogląda się dla rozbudowanych psychologicznie charakterów, porażającej gry aktorskiej (choć muszę przyznać, że poziom zaprezentowany przez aktorów, a zwłaszcza przez grającą główną rolę Minase Yashiro jest naprawdę dobry) czy niezwykle ważnych i gromkopierdnych dylematów moralnych. Prawdziwym magnesem przyciągającym przed ekrany jest raczej chęć ujrzenia radosnego, bezpretensjonalnego kina, które zapewnia nam masę pozytywnego kontentu, nieskrępowanej zabawy oraz rozwałki na naprawdę epicką skalę. I zapewniam was, że to właśnie dostajemy i jeśli komuś podobali się zaprezentowani tu poprzednio przedstawiciele tego specyficznego nurtu to także przy tej będzie się doskonale bawił. Bo choć produkcja ma może nieco mniej dziwactw i wizualnych szaleństw (Nie ma tu na przykład reklam wyskakujących ni stąd ni z owąd {Tak jak to miało miejsce w "Tokyo Gore Police"  czy mało potrzebnych wątków pobocznych) za czym można tęsknić jako za pewną dawką lokalnego kolorytu, to jednak trzeba powiedzieć, że w tym wypadku brak chaosu wychodzi temu obrazowi tylko na dobre. Warto też zaznaczyć, że choreografia scen walki jest naprawdę dopracowana a efekty gore są nadal odpowiednio krwiste i zdecydowanie wyolbrzymione (W człowieku nie ma chyba aż tyle krwi ile zdają się insynuować twórcy ukazując fontanny bryzgające z ciała przy niemal najdrobniejszym nacięciu)

Zdecydowanymi minusami "Machine Girl", wpływającym na to, że jest to w moim odczuciu pozycja nie do końca udana i ciut gorsza od chociażby "Tokyo Gore Police" są dwie cechy: stroboskopowo migający obraz w jednej z ostatnich scen filmu (Nie żebym miał epilepsję, ale taki montaż naprawdę źle się ogląda) oraz posiadanie przez nią trochę mało porywających i nie grzeszących charyzmą czarnych charakterów, sprowadzonych tylko do przesadnej brutalności w stosunku do każdego kto im się pod rękę nawinie (od służącej po przyjaciółkę Ami czyli naszej bohaterki). Ma się po prostu wrażenie, że  scenarzysta (Czyli sam Iguchi) mógłby jednak trochę dłużej posiedzieć nad ich charakterystyką , żeby nie wyglądali jak wycięte ze schematu kartonowe manekiny. Jednak co by nie mówić o np. "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl" to jednak antagoniści byli tam wyraziści (Doktor Frankenstein w wersji kabuki) i zapadali w pamięć. 

Przy okazji muszę wam się też do czegoś przyznać.To dojrzewało we mnie już od dłuższego czasu a dziś postanowiło wybuchnąć. Mam bowiem pewien dylemat związany z urodą japońskich aktorek. Są one dla mnie potwornie nierozróżnialne i to zarówno pod względem wyglądu jak i wieku bo one wszystkie wyglądają tak młodo, że niejednokrotnie podczas seansu, a już zwłaszcza w scenie kiedy widzimy ją po raz pierwszy miałem problem z rostrzygnięciem czy na przykład Miki grana przez  Asami  to dziewczyna, koleżanka czy siostra jednego z bohaterów i byłem w szoku kiedy okazało się, że to jego matka. 

Podsumowując. Stwierdziłem już kilka razy i powtórzę jeszcze raz. Oglądanie takich filmów jak ten chyba nigdy mi się nie znudzi. Bo choć jest to produkcja nie do końca wykorzystanego, w moim odczuciu, potencjału i trochę gorsza od poprzednich to jednak nadal angażuje, potrafi rozładować wszystkie nagromadzone złe fluidy (A uwierzcie, że w ciągu ostatniego tygodnia zdecydowanie mi ich nie brakowało) i zapewniająca zaciesz na twarzy. A oto przecież w takim kinie chodzi.

OCENA: 7/10

***

Tytuł (angielski): Machine Girl

Tytuł (oryginalny): Kataude mashin garu

Reżyser: Noboru Iguchi

Scenarzysta: Noboru Iguchi

Obsada: Minase Yashiro, Hiroko Yashiki, Kentaro Kishi, Nobuhiro Nishihara

Kraj: Japonia

Gatunek: Horror, Akcja, Czarna Komedia

Czas trwania: 96 minut

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci