Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Nieruchomy Poruszyciel" (2008) czyli być jak Andrzej Żuławski

bradesinarus

Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy tu wchodzicie!

NP

Reżyseria: Łukasz Barczyk

Dzisiaj, po długich perturbacjach obejrzałem wreszcie film, do którego przymierzałem się od dość dawna. Obraz zbierający diametralnie skrajne recenzje i bez wątpienia wywołujący emocje   czego rezultatem był fakt, że kilka lat temu obraz ten wywoływał niemały skandal w polskim filmowym światku. I nie będę ukrywał. To właśnie reakcja na ten tytuł była jedną z głównych przyczyn tego, iż uznałem,  że tym warto się na własne oczy przekonać z czym właściwie mamy tu do czynienia. W związku z tym mam więc dla was pewną propozycję. Dajmy więc odpocząć naszym zmysłom i porzućmy na moment gościnne progi kraju kwitnącej wiśni a zawitajmy do kinematografii polskiej. Oto "Nieruchomy Poruszyciel"


Na początek jednak jedna rzecz, która może pomóc nam w zrozumieniu przekazu jak kieruje do nas reżyser. Tytuł stanowi bowiem odniesienie do idei transcendentnej substancji będącej czystym aktem bez żadnej możności i bez materialnej zasady. Substancji będącej przyczyną wszelkiego ruchu i podtrzymującej ruch w trwaniu ale samemu mu nie podległej. Idei wyrażonej w filozofii Arystotelesa. Jaki to ma związek z wydarzeniami na ekranie?


W sumie niewielki. Bo choć przyznać muszę, że mimo najszczerszych chęci ( Spodowanych tym, że zauważyłem tu ostatnio niepokojącą tendencję. A mianowicie zaczęły tu dominować recenzje pozytywne, w których tak między Bogiem a prawdą nie najlepiej się czuję. Znacznie bardziej od słodzenia poszczególnym twórcom wolę się wyzłośliwiać się nad niedoróbkami scenariuszowymi, słabą grą aktorską czy beznadziejne wykonanymi potworami niż podziwiać ekranową wirtuozerię. Zresztą tę cechę mogliście ostatnio zauważyć, w krótkiej jak na standardy tego bloga recenzji rewelacyjnego "Wstydu" gdzie Steve McQueen nie pozostawił mi innego wyjścia jak tylko się zachwycić) nie mogę tej produkcji skrytykować, gdyż nie będę ukrywać, iż dzieło Łukasza Barczyka mi się bardzo podobało a dzięki takim elementom jak niebywale odważna kreacja pięknej Mariety Żukowskiej, świetne zdjęcia Kariny Kleszczewskiej czy cudownie poschizowany i ryjący psychikę klimat przypominający efekt jaki mógłby wyniknąć z pomieszania najgorszych koszmarów sennych Davida Lyncha z mrocznymi obsesjami Andrzeja Żuławskiego (Jeśli bowiem weźmiemy pod uwagę choćby scenę w kościele to ewidentnie widać, że ktoś usiłował się tu wzorować na twórczości autora głośnej "Szamanki". Swoją drogą to pewnie kwestia przyjętej konwencji ale czy naprawdę w tego typu filmach absolutnie wszystko musi być brudne, obleśne i odpychające a bohaterowie odrażający i totalnie antypatycznie. No bo tak szczerze to jak mam przejmować się losem postaci (a scenariusz zdecydowanie stara się wywołać u widza reakcję emocjonalną na dziejące się na ekranie wydarzenia), której nie da się w żaden sposób polubić. Ba! O której osobowości nie dowiadujemy się praktycznie nic i nie poznajemy jej motywacji. To już nawet "Włoszka" z przywoływanej tu nie tak dawno "Szamanki" wydaje się  te cechy posiadać i być znacznie bardziej złożoną postacią od jakiegokolwiek bohatera tego filmu) zdecydowanie wyróżnia się ono z grona tej całej masy miałkiej konfekcji pokroju "Nie kłam kochanie" to jednak nie mogę zaprzeczyć, że jego przekaz jest odrobinę mętny i nieczytelny.


Nie wiem czy to wynik celowego działania i sprawdzania granicy polskiej tolerancji czy też może rezultat tego, że (jak to trafnie, choć na zupelnie innym polu artystycznego wyrazu, pokazał Banksy w swoim rewelacyjnym "Wyjściu przez sklep z pamiątkami") bardzo często twórcy, którym brakuje talentu do opowiedzenia normalnej historii, więc próbują udawać, że ich kompletne fabularne pogubienie i poruszanie się na granicy niezrozumiałego bełkotu ma sens. Że to celowy zabieg oraz "taka konwencja"


 Muszę jednak powiedzieć, że "Nieruchomy Poruszyciel" przypomina raczej to drugie stanowisko, które posługując się postmodernizmem jak wytrychem próbuje sprzedać nam takie (za "Next Ex" Juliusza Machulskiego) intelektualne torsje. Takie  rozbabranie z premedytacją na pograniczu bezczelnego grafomaństwa i plagiatu.


Można też podejść jeszcze inaczej i zauważyć, że właściwie to cała fabuła jest patykiem na wodzie pisana i wygląda trochę tak jakby twórca szukał tylko dogodnego pretekstu umożliwiającego mu na ekranie kinowym epatować nagością, urzeczywistniać własne erotyczne perwersje, szokować sadyzmem i brutalnością dla samego szokowania oraz uskuteczniać mizoginizm tylko dlatego, że może. 

 

Podsumowując. Mimo wszystko nadal utrzymuję, że "Nieruchomy Poruszyciel" to całkiem udana próba przełamania schematów jak pęta wiążących polskie kina i zrobienia filmu, który śmiało mógłby dorównać produkcjom największych artystów kina takich jak wspomniany tu już Lynch, Cronenberg, Noe, Spasojevic czy Giorgos Lanthimos. Dlatego jest to propozycja przeznaczona wyłącznie dla smakoszy wszystkiego co dziwne, wyraziste i niejednoznaczne

 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci