Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Noc rekinów { Shark Night } 2011

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

SN

A miało być tak pięknie. Moje plany na dziś były niezwykle ambitne. Chciałem przejść się wreszcie do kina na bijący rekordy popularności "Skyfall", na świetnie się zapowiadającego się "Loopera" lub też na kontrowersyjne "Jesteś Bogiem" (Nawet nie wiem czy to w ogóle jeszcze grają. A poza tym pewnie bym się wynudził bo nie dość, że hip hop to nie moja bajka to z biografii muzyków podobał mi się jak na razie tylko "Skazany na Bluesa"). Tymczasem nic mi się nie chce i najchętniej położyłbym się do łóżka i nie wstawał z niego przez najbliższy miesiąc. I nawet nie wiem dlaczego tak się czuję choć pewnie to wina, "ciekawych" jak obserwowanie wyścigu winniczków, wykładów a może po prostu obniżyły mi się wyniki krwi ( To możliwe nawet mimo łykania takich ilości żelaza, że można by z niego skonstruować cztery PKiNy). Pomyślałem więc, że w takiej sytuacji najlepiej pomoże jakiś bezpretensjonalny kawałek dobrej, niekoniecznie ambitnej rozrywki posiadający w obsadzie piękną dziewczynę, na widok której można będzie bezkarnie powzdychać (Dlaczego wydaje mi się, że powinienem już dawno wyrosnąć z takiego wieku, żeby zakochiwać się w aktorkach?). A ponieważ wszystkie filmy z Mary Winstead już widziałem to mój wybór padł na stojącą trochę niżej w hierarchii Sarę Paxton, która pominąwszy nawet fakt jej blond włosów pokazała przecież w tak dobrych produkcjach jak "Innkeepers" czy "Enter Nowhere" że potrafi grać niezwykle zróżnicowane postacie (Musi tylko mieć jakiś materiał, na którym może się oprzeć. Ale nie uprzedzajmy faktów). Może więc nie będzie tak źle i produkcja, której zwiastun kiedyś tu zamieszczałem z dopiskiem, że (delikatnie mówiąc) nie przypadł mi do gustu jednak mnie zaskoczy.  No cóż. Nie tym razem.

Tak jak już pisałem nie było we mnie jakichś horrendalnie wysokich oczekiwań odnośnie tego dzieła. Pamiętacie bowiem jak pisałem, że najbardziej na świecie nie lubię filmów, w których grupa napalonych nastolatków - idiotow jedzie urządzić imprezę na odludzie, na którym czekają już psychopaci chętni by pomóc naszym bohaterom się rozerwać? Filmów, których po tegorocznym "Cabin in the woods" nie da się już traktować w stu procentach serio? To dobrze bo tym razem mamy dokładnie ten sam schemat tylko, że z rekinami w roli oprawców. Prawda, że innowacyjne? Zresztą tak szczerze. Czy naprawdę spodziewaliście się, po kimś takim jak David Ellis, twórca cienkiego jak tani barszcz z biedronki i przesadnie efekciarskiego "Oszukać Przeznaczenie 4" jakiejkolwiek choćby szczypty finezji i gatunkowego nowatorstwa? Przecież to tak jakby spodziewać się, że polakom wreszcie uda się wybudować dobre drogi. To po prostu nigdy się nie zdarzy.

Co z tego bowiem,  że zdjęcia podwodne (jakich w tym obrazie nie brakuje) są dobrze wykonane i niezwykle klimatyczne skoro tytułowe potworki, które powinny być główną atrakcją wieczoru wydają się w tej całej opowieści strasznie nie na miejscu bo reżyser przez pierwsze pół godziny, które ciągną się jak przemówienia na XX plenum KC, z uporem maniaka buduje klimat pod komedię i to taką niezwykle niskich lotów a dalej mamy do czynienia z czymś co każe przypuszczać, że spotkaliśmy kolejnych wyznawców teorii, iż rozwój charakterów i fabuła są niezwykle przereklamowane a dwiema najważniejszymi cechami obrazu filmowego powinny być cycki i tyłki (Tak! Mamy tu całą masę ujęć tyłko-centrycznych. Niewiem czemu filmowcy uparli się, żeby w każdej produkcji z wymienioną tu już aktorką umieścić takie elementy. Jasne. Ma ona co pokazać, ale bez przesady. Nie sprowadzajmy jej tylko do trzeciorzędnych cech płciowych).

Co z tego, że jest tu w obsadzie Sara P. skoro jest to jej najgorsza kreacja jaką w życiu widziałem. Zdaje  sobie oczywiście sprawę z tego, że nawet najlepszym zdarzają się wpadki ale  ona nawet nie starać zaprezentować na miarę choćby połowy swego talentu wiedząc w jak beznadziejnej produkcji wypadło jej zagrać. Przecież ten film jest zdecydowanie poniżej jej poziomu więc fakt, że zgodziła się w nim wystąpić tłumaczę sobie tak, że  może miała do zapłacenia rachunki. A  tak na marginesie to wypada znacznie lepiej niż reszta kolegów i koleżanek z planu (Co nie najlepiej świadczy o pozostałych "gwiazdach") i tylko dla niej jestem skłonny znacznie podwyższyć ocenę całej produkcji. 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci