Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Wrażenia z "Maratonu grozy i horrorów".

bradesinarus

Porzućcie wszelkie złudzenia, wy którzy tu wchodzicie!

MGIH

Tradycji musiało stać się zadość. I dlatego nawet mimo faktu, że nadal nie czuję się najlepiej musiałem spełnić daną wam obietnicę i udać się do kina Helios na tegoroczny maraton. Imprezę na której jedną z poprzednich edycji (odbywającą się w nieistniejącym już dziś kinie "Pokój")bilety wygrałem kilka lat temu w konkursie organizowanym przez jedną ze stacji radiowych i od tamtej pory staram się nie opuszczać żadnej z corocznych odsłon. I choć w tym roku długo wahałem się nad sensownością takiego rozwiązania bo od kilku lat poziom prezentowanych dzieł zdaje się systematycznie badać jak głęboko się dno ( Są też oczywiście inne rozwiązania. Może ja po prostu się starzeję. Może obejrzałem za dużo podobnych obrazów i trudno mi zaimponować. Może osoby decydujące o repertuarze mają po prostu słaby gust. A może to wskaźnik poziomu współczesnego horroru, w którym coraz trudniej jest z morza tandety wyłowić prawdziwe perełki pokroju kapitalnych "Innkeepers". No cóż. Teraz tego definitywnie nie rozstrzygnę więc sami musicie wybrać odpowiedź, która najbardziej wam pasuje. ) a także coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najlepszym miejscem do oglądania filmów jest domowe zacisze ( Większość widzów, którzy odwiedzają takie pokazy nigdy nie powinna być na nie wpuszczona. Kino powinno być bowiem świątynią sztuki, w której nie może być przyzwolenia dla picia alkoholu, śmiecienia pestkami, głośnego komentowania oglądanych treści tylko, że niestety nikt nad tym nie panuje a obsługa kina zdaje mi się ogranicza się tylko do pełnienia funkcji reprezentacyjnych) to jednak faktem, który przesądził, że kilka dni temu zarezerwowałem sobie miejsce i nerwowo oczekiwałem dzisiejszej daty. Ten powód to "Silent Hill Apokalipsa 3d". Produkcja, na którą nastawiałem się najbardziej ze wszystkich zaprezentowanych podczas tegorocznego maratonu (Zwłaszcza, że większość z nich widziałem już wcześniej i nawet opisywałem je u siebie na blogu tak więc niczym nie mogły mnie zaskoczyć.), i która okazała się gigantycznym rozczarowaniem. Pozwolę więc sobie poświęcić jej najwięcej miejsca kiedy będę zagłębiał się w szczegóły. Chcę bowiem jeszcze wspomnieć o tym, że najlepszym filmem nocy okazał się jak dla mnie bezapelacyjnie "Dom w głębi Lasu" (co chyba żadnym zaskoczeniem być nie mogło) natomiast najgorszym obrazem był bez wątpienia absolutny gniot p.t. "Czarnobyl. reaktor śmierci" czyli najlepszy dowód na to, że powinienem unikać dzieł sygnowanych nazwiskiem Orena Peli bo ten twórca charakteryzuje się brakiem jakiegokolwiek talentu. Dobra! Ja tu sobie pitu- pitu a was tam przed monitorami ciekawość zżera jak tam poszczególne filmy się prezentują.

1. Silent Hill Apokalipsa  3d  {Silent Hill Revelation}

Reżyseria: Michael J. Basset

Scenariusz: Michael J. Basset

Obsada: Adelaide Clemens, Kit Harrington, Carrie-Anne Moss, Sean Bean, Malcolm McDowell

Kraj: Francja, Kanada, USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 94 minuty

Budżet: 20.000.000

Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym móc napisać, że jest to produkcja, która choćby w ułamku procenta dorównuje  kapitalnej i niezwykle klimatycznej jedynce. Niestety nie mogę. Bo choć ma swoje momenty (Takie jak nasycona odrealnionym klimatem scena w lunaparku. Swoją drogą ciekawe czy tylko mi widok z lotu ptaka na karuzelę do złudzenia przypominał logo korporacji Umbrella z serii "Resident Evil"},  kilka znajomych nam już postaci, znanych z pierwszej części aktorów (Niestety tylko dwóch), błyskotliwego Malcolma McDowella (tworzącego najlepszą kreację w całym filmie) oraz tytułowym miejscem akcji te obrazy dzieli tak kolosalna przepaść, że doprawdy trudno uwierzyć, żeby ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógł uznać je za spójną całość. Najgorsze jest jednak to, że mamy tu do czynienia z kontynuacją tak potrzebną jak recenzowana tu "Cela 2". Dostajemy więc po raz kolejny pulpecik, który przypomina wszystko (Przez cały seans miałem nieodparte wrażenie, że oglądam Hellraisera z Ulicy Wiązów) tylko nie to co ma przypominać. Jasny dowód, że ktoś nie zrozumiał materiału źródłowego i tego co stanowiło o jego sile. Mamy tu więc antypatycznych bohaterów o charakterach rozpisanych z wdziękiem bułgarskiego kierowcy ciężarówki (Oczywiście to i tak pikuś przy postaciach z "Czarnobyla", które wyglądają jak wycięte z kartonu), mamy sceny które starają się nas zaniepokoić, ale którym wychodzi to absolutnie topornie (Oczywiście nie dotyczy to wspominanej tu już sceny w lunaparku, która znamionuje naprawdę wysoką klasę i jest po prostu najlepszym elementem tej produkcji.) oraz ogrom porozpoczynanych i  w żaden logiczny sposób nie zakończonych wątków (a przecież zasada pisania dobrego scenariusza brzmi: Jeżeli nie wiesz jak zakończyć jakiś motyw to go po prostu nie rozpoczynaj) a także brak tego charakterystycznego klimatu osamotnienia którym pierwowzór aż kipiał (choć to pewnie wynik znacznie okrojonego budżetu i faktu, że tym razem za całość strony wizualnej odpowiedzialna była firma, która poprzednio odpowiedzialna była tylko za karaluchy.)

No cóż. Tym co zabiło jakikolwiek potencjał tej pozycji było kompletne oderwanie jej od pierwowzoru i uważanie, że powrzucanie tu różnych szkaradztw i straszydeł na zasadzie "więcej znaczy lepiej" zastąpi porządnie rozpisaną fabułę. I po raz kolejny okazało się, że to niestety tak nie działa

5/10

***

Dom w głębi lasu {Cabin in the woods}

Nie będę się rozpisywał bo swoje zdanie już wyraziłem i nie wiem co jeszcze mógłbym dodać. Tak jak wspominałem najlepszy film przeglądu, który oglądany przeze mnie już trzeci raz ani przez chwilę mnie nie nudził. 

***

Szepty {The Awakening}

Tu również nie bardzo mam coś do dodania. Film jest tak nudny, że niemal przez cały czas jego trwania żeby nie zasnąć zapisywałem na telefonie swoje wrażenia po seansie "Silent Hill"

***

Czarnobyl. Reaktor Śmierci {Chernobyl Diaries}

Reżyseria: Bradley Parker

Scenariusz (na podstawie "The Diary of Lawson Oxford" Orena Peli): Oren Peli, Shane van Dyke, Carey van Dyke {Gdzie kucharek sześć tam...}

Obsada: Jesse McCartney, Ingrid Bolso Berdal, Olivia Taylor Dudley, Jonathan Sadowski

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 86 minut

Budżet: 1.000.000 $

To jest naprawdę jeden z najgorszych filmów jakie w życiu widziałem. Logika wzięła sobie wolne więc nic tu nie trzyma się kupy, bohaterowie zachowują się idiotycznie, montaż jest po prostu fatalny, na kamerzystę wzięto najwyraźniej osobę z chorobą św. Wita a jakiekolwiek napięcie jest chyba tylko w drutach, które możemy dostrzec w kilku ujęciach. A mimo to jakoś nie mam serca by znęcać się nad tą pozycją do tego stopnia do jakiego na to zasługuje.  Bo to naprawdę nie musiał być zły obraz. Historia Czarnobyla aż prosi się przecież o pożądny film grozy osadzony w post- apokaliptycznych klimatach pokroju "Madmaxa" czy gry "Stalker" a poza tym w obsadzie znajduje się przecież Ingrid Bolso Bardal, doświadczona horrorowa wyjadaczka którą kojarzyć można choćby ze świetnego "Fritt Vilt" (Która tu dostaje do grania tyle, że nawet jakby była Meryl Streep to nie wyciągnęłaby z tych ochłapów ani ociupinki życia). Wystarczyłoby tylko gdyby ktoś posiedział nad fabułą odrobinę dłużej niż przysłowiowe pięć minut i przynajmniej spróbował opowiedzieć historię, która nie ma w sobie większej ilości dziur niż polskie drogi. Tylko czego można się spodziewać po odpowiedzialnym za ten aspekt Orenie Peli twórcy "Paranormal Activity", filmu który mógłby idealnie sprawdzić się w klinice leczenia bezseności?

OCENA: 3/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci