Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Anonimowi mięsożercy { Last Rites of the dead A.K.A (według IMDB) Zombie Anonymous} 2006

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

LROD

Mieliście kiedyś tak, że szukaliście jakiejś produkcji, która wydała wam się potencjalnie interesująca, przez długi okres czasu i straciliście już wszelką nadzieję, że kiedykolwiek wam się uda ją obejrzeć  a kiedy w końcu znaleźliście swojego Świętego Graala okazało się, że mimo zapewnienia wam przyjemnego seansu, w ostatecznym rozrachunku nie był wart zachodu? Jeśli tak, to świetnie rozumiecie mój ból dotyczący "Anonimowych pożeraczy ciał". Mógłbym oczywiście napisać, że dzieła tego szukałem dlatego, że według opinii na IMDB  miało rzekomo być  jednym z najlepszych i najkrwawszych filmów o Zombie ( A jak już wielokrotnie mówiłem: Są Zombie- Jest zabawa!). Ale nie oszukujmy się.  Prawdziwym powodem było to, iż  dysponuje on niezwykle zachęcającą do seansu okładkę z piękną Giną Ramsden w swoim pierwszym, i jak się miało okazać jedynym, występie przed kamerą. Wiem, że to trochę infantylne, i że nie powinienem się przyznawać do oglądania czegoś tylko dlatego, że jakaś aktorka spodobała mi się pod względem fizycznym ale skoro różne dziwne aspekty stanowiły u mnie kryterium selekcji (takie jak np. miejsce akcji czy reżyser) i często wpływały na ocenę to dlaczego miałbym ukrywać ten, skoro jest dobry jak każdy inny? I choć po seansie nie mogę powiedzieć, że jest to film zły to jednak na pewno nie jest on także dobry. Zresztą czy można się temu dziwić jeśli dzieło samo nie wie jak się nazywa i na jednych portalach i oficjalnych plakatach  figuruje pod jedną nazwą, a na innych pod drugą. To nigdy nie wychodzi dobrze, czego przykładem może być choćby słaby "Freak Dog" (Od którego dzieli "Last Rites of the Dead" kolosalna przepaść pod względem satysfakcji po projekcji. Ale to chyba marne pocieszenie).

Pozornie mogło by się wydawać, że nie ma nic łatwiejszego od nakręcenia satysfakcjonującego filmu o Zombie skoro nawet w Białymstoku udało się, przy użyciu bardzo niskich środków uzyskać ciekawy efekt końcowy. Niestety już niejednokrotnie się przekonaliśmy, że "tanie mięso to psy jedzą" a to co łatwe nie musi być dobre. I dlatego tym większe jest moje rozgoryczenie. Zwłaszcza, że ten obraz zdawał się zmierzać w dobrą stronę bo przecież mamy tu do czynienia z interesującym, intrygującym i co najważniejsze kreatywnym punktem wyjścia. I przyznam się szczerze, że gdybym miał brać pod uwagę tylko ten aspekt, albo gdyby tej produkcji udało się do końca zachować ten sam poziom bez pikowania w dół jak samolot, który zaraz ma się rozbić to nawet mimo niskiego budżetu jakim dysponowali twórcy całość zasługiwałaby na najwyższe laury. Cenię sobie bowiem dzieła, które odświeżają monotematyczny gatunek i odwracają wektory a z czymś takim niewątpliwie mamy tu do czynienia. Nie chodzi mi tu tylko o to, że naszymi "protagonistami" nie są tu nastolatki na wycieczce do odludnej chatki w głębi lasu. Bardziej mam tu na myśli fakt, że nieumarli są tu bowiem równie dalecy od swojego niemal ikonicznego obrazu krwiożerczych i bezmyślnych maszyn do zabijania co kosmici z "Dystryktu 9" (A to nie jedyne podobieństwo tych dwóch produkcji bo przecież początkowe fragmenty wywiadów, wmontowane w scenę otwierającą produkcję Marca Fratto wyglądają jak żywcem wyjęte z debiutu Neilla Blomkampa.  Choć gwoli ścisłości trzeba dodać, że jeśli ktokolwiek miałby się tu czymś sugerować to chronologicznie większe prawdopodobieństwo jest, że zrobił to reżyser z RPA) od kanonu przybysza z innej planety.  Mamy więc inteligentną, myślącą, nastawioną pokojowo i zorganizowaną grupę zombiaków skonfrontowaną z żywymi, którzy pragną ich eksterminacji. Przyznajcie sami, że ta koncepcja brzmi naprawdę fajnie i przy odpowiednio poprowadzonej fabule można by z tego zrobić fajny inteligentny komentarz społeczny w kwestii tak uniwersalnej jak problem stosunku ludzkości do wszelkiej odrębności. 

Jednak nawet najlepszy pomysł nie gwarantuje udanego przedsięwzięcia. Zwłaszcza kiedy scenarzysta postanawia sam siebie ograniczyć i zamiast iść w stronę psychologicznej głębi bohaterów i innowacyjności postanawia w pewnym momencie, że lepiej skoncentrować się na scenach akcji. Ale to też byłoby jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że zawodzą elementy fundamentalne takie jak aktorstwo (Które jest momentami tak tragicznie złe, zwłaszcza kiedy wkraczamy na teren "faszystowskich zabójców zombie" i tak dramatycznie sztywne, że aż oczy bolą od oglądania. No może z wyjątkiem Kevina T. Collinsa, a zwłaszcza wspominanej  tu już, Giny Ramsden, która radzi sobie na ekranie całkiem przyzwoicie, w tym co robi jest naprawdę naturalna i fajnie się ją ogląda na ekranie {zwłaszcza w scenie kiedy naciera swoje ciało specjalnym preparatem, dzięki czemu mamy okazję podziwiać ją w niemal całej okazałości} nie ma się czego wstydzić po swoim występie. Naprawdę nie rozumiem dlaczego nie kontynuuje swojej kariery aktorskiej skoro kamera zdaje się ją lubić), sprawy techniczne takie jak chociażby zdjęcia, nie bardzo dopasowana do obrazu muzyka czy make-up naszych tytułowych bohaterów. Nie pomaga również fakt, że scenariusz jest momentami przegadany i przesiedziany ( A, że autor zdecydowanie nie nazywa się Tarantino czy Kevin Smith to mimo naturalnie brzmiących dialogów i ciętych ripost {"Nie pal! Dlaczego? Raka i tak już nie dostaniesz." czy "Nowa wersja słynnego horroru z 1968 spotkała się z oburzeniem licznych grup zombie"} czasami z ekranu po prostu wieje nudą) a kiedy już coś zaczyna się dziać (Mam tu na myśli świetny, krwisty finał) to jest to akcja jest tak chaotyczna jak gra polskich piłkarzy na Euro 2012.

 Podsumowując. To mógł być "Dystrykt 9" w wersji Zombie! Niestety mimo wspomnianej tu już przyjemności z oglądania muszę powiedzieć, że mamy tu do czynienia raczej z rozczarowaniem i zmarnowanym potencjałem. Bo choć chylę czoła za to, że komuś chciało się spróbować zrewolucjonizować gatunek to jednak zabrakło mu chyba trochę odrobiny talentu. Czuję, że "Zombie Anonymous" to materiał, który w innych rękach i przy niewielkim wysiłku mógłby być naprawdę dobrą zapadającą w pamięć produkcją a tak otrzymałem średniaka, który szybko utonie w odmętach mojej pamięci i nie pozostanie po nim nawet ślad. Na zakończenie mogę dodać, że jeśli ktoś chciałby obejrzeć niezależną produkcję, która nie powiela jak kserokopiarka dotychczasowych pomysłów to mogę mu poradzić kapitalne "Pontypool" i gwarantuję, że napewno się nie zawiedzie.

OCENA

5/10

***

Tytuł: Anonimowi Mięsożercy

Tytuł Oryginalny: Zombie Anonymous A.K.A Last Rites of the Dead

Reżyser: Marc Fratto

Scenariusz: Marc Fratto

Obsada: Gina Ramsden, Joshua Nelson, Christa McNamee, Kevin T. Collins

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 118 minut

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci