Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Martwe Córki" {Myortvye docheri} (2007)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

MD

Wiem, że w tej chwili wykraczam przeciwko świętemu prawu Internetu mówiącemu, że nie powinno się recenzować dzieła, które już kiedyś ktoś zrecenzował ( A sam natknąłem się na co najmniej jeden taki opis). Myślę, jednak iż fakt, że dzieło, które chce wam dziś przybliżyć to dzieło wyjątkowe pozwala mi na napisanie o nim chociaż kilku zdań. Dlaczego jest to obraz specjalny? Bo to najdłużej przeze mnie szukany obraz, w historii całego mojego bloga. Czuję zatem, że zanim zacznę opowiadać o meritum muszę, w dużym skrócie, przytoczyć moje perypetie odnośnie tego tytułu bo bez tego ani rusz.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy jedna z moich rozmów ze znajomymi z, wspominanego na tych łamach już wielokrotnie, koła teatralnego zboczyła (Tak to zwykle bywa w moim przypadku. Ja po prostu chyba nie umiem  toczyć normalnej konwersacji bez chociażby jednej wzmianki o najnowszych pozycjach filmowych lub ciekawych tytułach zalegających w czeluściach kinematografii jak wielki Cthulhu.) na temat kina w ogóle a horrorów w szczególności. Wtedy to właśnie ktoś (Nie pamiętam już kto konkretnie, zresztą to chyba tak na prawdę nie ma znaczenia) wspomniał coś o dobrym, niepokojącym, klimatycznym i mrocznym rosyjskim horrorze, który rzekomo zrobił na nim ogromne wrażenie. I skłamałbym gdym powiedział, że to mnie nie zaintrygowało i nie byłem chętny by na własne oczy przekonać się czy to jest aż tak dobra produkcja. Niestety. Szybko okazało się, że rzekomy tytuł "Trzy siostry" jaki ta produkcja miała nosić (a przynajmniej ja go tak zapamiętałem) nie mógłby chyba być jeszcze dalszy od prawdy, bo nic takiego nie istnieje w żadnej bazie danych a jeżeli już jakimś cudem udało mi się znaleźć coś brzmiącego podobnie to była to albo ta pozycja (Tak na marginesie będę musiał również jej się kiedyś przyjrzeć bo słyszałem o niej wiele dobrego, jakoś ostatnio polubiłem azjatyckie klimaty a i zwiastun wygląda całkiem obiecująco) albo ekranizacja dramatu Czechowa, która z horrorem ma chyba niewiele wspólnego . I pewnie już nigdy bym nie obejrzał tego dzieła i był zmuszony do co najwyżej pielęgnowania wykreowanego w głowie obrazu jakiejś niesamowitej produkcji (Tak jak to miało miejsce w przypadku "Lewiatana"), gdyby nie nastąpił (kolejny w tej historii. Takie nawarstnienie jest odrobine zastanawiające i daje do myślenia) nadzwyczajny zbieg okoliczności czyli gdybym podczas przeglądania filmów, aby znaleźć sobie jakąś interesującą propozycję na spędzenie przyjemnego wieczoru przed monitorem nie znalazł obrazu "Martwe Córki", którego opis fabuły brzmiał łudząco podobnie do tego co miałem w pamięci. Był to strzał w dziesiątke! Czas więc wreszcie się za nią zabrać.

 Na początek muszę powiedziec, że coś jednak jest na rzeczy w powiedzeniu, że im wyżej się wzbijesz tym boleśniejszy będzie upadek. Tak samo bowiem jak to miało miejsce w przypadku ,wspomnianego tu już, dzieła George'a Cosmatosa, zupełnie inaczej,i w mojej ocenie znacznie lepiej, wyobrażałem sobie ten film niż on w rzeczywistości się prezentował. Spodziewałem się bowiem o wiele bardziej poschizowanej atmosfery, większego zaakcentowania, że rzecz dzieje się w Rosji (Bo przez cały seans miałem wrażenie jakbym oglądał produkcję amerykańską z tymi samymi co zawsze "protagonistami" tylko dla zmyłki zrobionej z dubbingiem {Ba! Nawet jedna z występujących tu aktorek do złudzenia przypominała mi o tym aktorskim drewnie z trzecich Transformersów), wyrazistych bohaterów  i o wiele mocniej chwytającego za gardło, lepkiego klimatu niepokoju i grozy I tych wszystkich cech niestety nie dostałem w wystarczającym stopniu bym poczuł się usatysfakcjonowany. Chcę jednak, abyście mnie dobrze zrozumieli. Fakt, że na ten film narzekam w dużej mierze wynika z konfrontacji finałowego rezultatu z pewną ukształtowaną wizją na jego temat i absolutnie nie oznacza to, że Pavel Ruminov sprokurował nieoglądalnego gniota, który w ogóle mi się nie podobał. Mamy tu bowiem masę swoistego wdzięku i uroku(choć do takiego "Innkeepers" tej produkcji niesamowicie daleko) , które to cechy mogłyby sprawić, że gdybym przypadkiem na niego trafił w TV pewnie dałbym się ponieść i był jego poziomem zachwycony nawet mimo, że z reguły nie kręcą mnie historie o duchach. Dzieje się tak jednak  nie tylko dlatego, że zapewnia ona odpoczynek od sztampowych produkcji made in USA, umożliwiając nam w zamian spojrzenie na kinematografię innych państw, zakorzenionych, choć tylko delikatnie i powierzchownie, w ichniejszych zwyczajach i mitologii (Choć tak nie do końca jest to w tym przypadku prawda. Napomknąłem wam bowiem już o tym, że nie da się w tym wypadku nie zauważyć wyraźnego inspirowania się twórców Hollywood (Choćby pod względem uczynienia naszymi bohaterami grupki studentów) , czy pod pewnymi względami kultowym japońskim "Krąg" (Sam motyw i  wygląd tytułowych córek)) oraz daje jednak satysfakcję z oglądania. Przede wszystkim chodzi mi tu o fakt, że mamy do czynienia z, relatywnie rzecz biorąc, naprawdę dobrze zrobioną, przemyślaną i wciągającą opowieścią doprawioną intrygującym wstępem, w którym niesamowicie rozegrano to, że tak naprawdę przez długi czas nie dowiadujemy się nic o naturze zjawisk jakie przydarzą się naszym bohaterom (Wiem, że to oczywiste ale przypomnę maksymę sformułowaną chyba przez Stevena Spielberga, a może przez Kinga że człowiek najbardziej boi się tego czego nie zna i im dłużej zło jest ukryte "pod powierzchnią" tym nasza wyobraźnia wykreowuje coraz bardziej przerażające scenariusze), klimatyczną muzyką oraz dopracowaną stroną wizualną (Zaliczyć tu można urodziwe aktorki i chłodne w tonacji zdjęcia) 

Podsumowując. Nie jestem tak do końca zadowolony z tego filmu bo mam po seansie pewien niedosyt. Uważam, że tą historię można było opowiedzieć w zdecydowanie lepszy sposób. Mogliśmy otrzymać coś naprawdę mocnego i psychologicznie głębokiego a rezultat okazał się co najwyżej średni.

OCENA: 6/10

***

Tytuł: Martwe Córki

Tytuł Oryginalny: Myortvye Docheri

Reżyser: Pavel Ruminov

Scenariusz: Pavel Ruminov

Obsada: Elena Morozowa, Mikhail Yefimov, Ravshana Kurkova, Nikita Emshanov

Kraj: Rosja

Gatunek: Dramat, Horror

Czas trwania: 123 minuty

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci