Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Miasteczko Halloween" [Ale tym razem to właściwe] {The Nightmare Before Christmas} (1993)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

The Nightmare of Christmas

Święta tuż, tuż co widać choćby po ilości śniegu za oknem i na ulicach (dzisiaj prawie pół godziny czekałem na autobus do szkoły bo pługi nie nadążały z odśnieżaniem. Jeżu garbaty! Jak ja nie lubię takiej pogody!). Zanim jednak popadnę w całkowitą chandrę i depresję (Na wszelki wypadek schowałem już wszystkie żyletki) wypadałoby, pijąc już ósmy kubek gorącej jak samo piekło herbaty coś napisać na blogu.

Mam dla was bowiem coś co pozwoli wam wkręcić się w ten wyjątkowy klimat, który zdarza się tylko raz w roku. Wszak powiedzcie mi co może być na taką okazję lepsze niż ciepła, niezwykle rodzinna opowieść programowo wzruszająca sieroty i zwierzęta hodowlane? Dla niektórych pewnie nic. Jednak to nie z taką pozycją będziemy mieli do czynienia, bo dla mnie przy całej mojej ostentacyjnej przekorze byłoby to za bardzo oczywiste. I wiecie co? Chcę poświęcić kilka słów produkcji, która na poziomie tytułu wydaje się być równie przystawalna do tej całej przed świątecznej otoczki co keczup do banana. Dziś bowiem oglądaliśmy na Angielskim (W moim przypadku był to seans numer dwa ale nie protestowałem bo czego to się nie robi, żeby nie mieć zajęć) kultowe "Miasteczko Halloween", produkcję sygnowaną nazwiskiem Tima Burtona, której chcę poświęcić parę słów. I muszę powiedzieć, że po raz kolejny miałem wielką przyjemność z oglądania.

Ale zanim zagłębimy się w szczegóły (Nie będzie ich dużo bo, jak pamiętacie, wyznaję zasadę, że nie ma sensu rozpisywać się o rzeczach dobrych) to póki pamiętam chcę wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Jeśli w tej chwili spoglądacie na rozpiskę filmów, które poświęciłem mniejsze bądź większe wpisy możecie bez trudu spojrzeć, że taki tytuł jak "Miasteczko Halloween" już tu funkcjonuje i mówić "Ejże! Co ty robisz Bradesinarusie?  Chyba nie myślisz o napisaniu drugiej recenzji tego samego dzieła?". Odpowiem wam wprost: "Nie! Nie myślę. Jeżeli bowiem uważnie przyjrzycie się inkryminowanej pozycji i porównacie ją do tej, która stanowi treść tego wpisu to zauważycie, że nie ma poza tytułem {Ale tylko polskim, tak na marginesie} absolutnie żadnej między nimi korelacji)

Ale może przejdźmy do meritum. Tak jak mówiłem, ten film zapewnił mi całą masę frajdy z oglądania i zupełnie nie dziwię się statusowi jaki udało mu się osiągnąć ( Choć jeśli miałbym na coś narzekać to trzeci akt jest trochę zbyt rozciągnięty i w pewnym momencie zaczyna nużyć a całość traci gdzieś cały swój impet. ).  Bo choć Burton nigdy nie należał do grona moich ulubionych reżyserów (Mimo, że klimat jego dzieł czyli masa czarnego humoru, szczypta dziwności, łyżka mrocznej tematyki i Johnny Deep w roli głównej zawsze mi się bardzo podobał. Ot kolejny paradoks mojej zwichrowanej osobowości. Pewnie za bardzo zasugerowałem się opinią Kevina Smitha, którego uwielbiam, a który jakoś nie pała do swojego kolegi po fachu jakimś wielkim uczuciem i wcale tego nie ukrywa. Uznałem więc, że to nie wypada przyznawać się, że obu ceni się za kreatywność i swoisty urok ich prac), jakoś nie przepadam za animacją, a nawet pomimo faktu, że nie był odpowiedzialny za reżyserię tego filmu a tylko za scenariusz ( Funkcję reżysera pełnił Henry Selick) to jednak już całość kupiła mnie już na pierwszy rzut i absolutnie wciągnęła w imponująco wykreowany świat z pogranicza makabreski. Świat, który nosi wszelkie znamiona charakterystyczne dla twórcy "Batmana" i "Edwarda Nożycorękiego". Dostajemy tu zatem galerię dziwacznych postaci, mieszkańców tytułowego miasteczka, z których moim faworytem jest dwugłowy (literalnie) burmistrz albo sam nasz główny bohater Jack Skellington; idealnie dopasowane otoczenie, wyglądające jak rodem z najbardziej koszmarnego snu  (warto zwrócić uwagę na powyginane we wszystkie możliwe kierunki skały czy siedzibę Oogie-Boogiego) nawiązania do klasyków horroru (Dla przykładu sposób wstawania Jacka Skellingtona z grobu do złudzenia przypomina klasyczne sceny z "Nosferatu Symfonia Grozy" a postać naukowca i jego "kreacji" to niezwykle wyraźny hołd złożony "Frankensteinowi" Jamesa Whale'a) oraz nie bardzo nachalnie optymistyczny rozwój fabuły (Co jest nieco dziwne, bo film powstał w wytwórni Disneya). Ba! Nawet piosenki tak bardzo mi nie przeszkadzają (Choć mogło by ich być trochę mniej) a wręcz muszę powiedzieć, że wpadają w ucho i nie chcą z niego wyjść (Zwłaszcza rewelacyjny temat przewodni "This is Halloween" )

 Podsumowując. Uważam, że każdy kto szuka nietuzinkowej produkcji świątecznej powinien łaskawym okiem rzucić na tę produkcję bo to w mojej ocenie jeden z najlepszych filmów o tej tematyce oraz obraz, którego po prostu nie wypada nie znać.

OCENA 8,5/10

***

Tytuł: Miasteczko Halloween

Oryginalny: The Nightmare Before Christmas

Reżyser: Henry Selick

Scenariusz: Tim Burton, Michael Mc Dowell, Caroline Thompson

Gatunek: Animacja, Fantasy, Musical

Kraj: USA

Czas trwania: 76 minut

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci