Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Sinister" (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

SINISTER

Pamiętacie jak mówiłem, że 'Egzorcyzmy Emily Rose" to jeden z moich ulubionych horrorów? Jeżeli tak, to chyba nie możecie się dziwić, że przegapienie najnowszej produkcji w reżyserii Scotta Derricksona, który był odpowiedzialny również za wspomniany tu już tytuł (A trzeba wspomnieć również o { w mojej opinii niezwykle udanym i klimatycznym} "Hellraiser: Inferno"), absolutnie nie wchodziło w moim przypadku w grę. Zwłaszcza, że według wszystkich znaków na niebie i ziemii dostaliśmy podobno najlepszy horror tego roku co jeszcze mocniej pobudziło mnie do tego aby go w końcu obejrzeć, zanim miniony rok dobiegnie końca. I wiecie co? Zdecydowanie było warto.

Ale najpierw coś pozornie z zupełnie innej beczki. Nie można bowiem nie zauważyć faktu, że ten film doskonale wpisuje się w zauważalny trend, występujący nie tylko na niwie horroru ale na polu całej kinematografii, powrotów na fotel reżyserski twórców, którzy na kolejne dzieła kazali nam czekać stanowczo zbyt długo ( A 2013 zapowiada się pod tym względem równie bombowo. Blomkamp, Rob Zombie, Tarantino... Wow! Od samych nazwisk aż kręci się w głowie). I choć nie wszystkie comebacki były równie udane ( Np. Pascal Laugier i jego nie do końca udany "Tall Man" albo Ridley Scott wracający słabym "Prometeuszem" do krainy SF) to jednak całe zjawisko trzeba ocenić jak najbardziej pozytywne (Mimo, że nie widziałem jeszcze najnowszego dziecka Martina McDonagha czyli "Siedmiu Psychopatów" ale w tym wypadku coś czuję, że się nie zawiodę) zwłaszcza, że przecież jego rezultatem były tak dobre dzieła jak "Red Lights" w reżyserii Rodrigo Cortesa czy "Dziewczyna z Tatuażem" powracającego w krainę cienia i mroku Davida Finchera. I muszę powiedzieć, że Derrickson zrobił wszystko aby tej statystyki nie zepsuć, udowodnić, że jest jednym z mistrzów gatunku i po prostu niesamowicie czuje ten klimat.

Może to wynik tego, że jak już wielokrotnie mówiłem "wolę atmosferę niż noże i siekierę" oraz gustuję w filmach poruszających problematykę seryjnych morderstw ale w mojej ocenie "Sinister" to naprawdę dobry, mroczny i niezwykle klimatyczny film. To dzieło niesamowicie eklektyczne, łącżące ze sobą wątki i motywy, które już niejednokrotnie widzieliśmy (Bo czy motyw z odnalezieniem przez naszego bohatera autentycznych nagrań morderstw nie kojarzy wam się z legendarnymi "Snuff movies" a uczynienie protagonistą  pisarza szukającego inspiracji do napisania bestsellera nie jest dziwnie zbieżne z modus operandi Stephena Kinga? W dodatku nie można nie zauważyć, że podkręcająca atmosferę transowa ścieżka dźwiękowa utrzymana jest w stylistyce wyglądającej na zapożyczoną z "Closer" zespołu Nine Inch Nails) i tworzące z tych zdawałoby się do cna zgranych elementów niezwykle satysfakcjonującą nową jakość. To wzorcowy przykład na to jak powinno się kręcić horrory. To najlepszy dowód na prawdziwość tezy, że nowatorska forma (Patrz omawiany tu wczoraj "Silent House", który przez swój niski poziom angażowania widza w dziejące się w nim wydarzenia sprawił, że umknął mi niezwykle ważny dla rozumienia całego filmu wątek) czy eskalacja pokazywanej na ekranie przemocy do niebotycznych rozmiarów (Tak jak chociażby w "Hostelach") mogą być tylko pomocnikami fabuły w kreowaniu klimatu natomiast nigdy jej nie zastąpią zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z umiejętnie rozpisaną historią, która chce się poznać, która gra z naszymi oczekiwania i myli tropy prowadząc nas aż do całkiem zaskakującego finału (A co najważniejsze udało się tu uniknąć happy-endu).

 Na zakończenie warto również pochwalić przekonującą grę aktorską Ethana Hawka oraz (w mojej opinii nie do końca właściwie wykorzystanego, i stanowiącego jedyny punkt, do którego mógłbym się przyczepić bo potrafi grać o wiele lepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o role różnej maści psychopatów i zasługuje na znaczne większą rolę niż występ przez góra dwie minuty jako specjalista od symboli) Vincenta D'Onofrio. Nawet mimo faktu, że są to chyba jedyne postacie, które są obdarzone jakimkolwiek charakterem to na dodatek są to występy wiarygodne i naprawdę zapadające w pamięć.

Podsumowując. "Sinister" może nie jest najlepszą horrorową pozycją jaką w życiu widziałem ale na pewno zasługuje na uwagę. Bo choć nie jest to dzieło efektowne i nie spotkamy tu wielkiej ilości krwi (No chyba, że w jednej z ostatnich scen) to jednak potrafi wywołać w widzu poczucie autentycznego niepokoju i kreuje napięcie, które trzyma przy ekranie od pierwszej minuty do ostatniej sekundy.

OCENA: 8/10

***

Tytuł: Sinister

Reżyseria: Scott Derrickson

Scenariusz: C. Robert Cargill, Scott Derrickson

Obsada: Ethan Hawke, Vincent D'Onofrio, Juliet Rylance, James Ransone

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Budżet: 3,000,000 ( Przynajmniej taki podaje portal Box Office Mojo)

Czas trwania: 110 minut

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci