Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Świąteczny Maraton Filmowy: "Listy do M."(2011); "Bóg Zemsty" {Seeking Justice} (2011)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Miałem na dziś zupełnie inne recenzjowe plany ale co tam! Święta to wyjątkowy czas. Bo to nie tylko okres spotkań z bliższą i dalszą rodziną, na które nie ma czasu w normalnym zabieganym, życiu. To nie tylko życzliwa atmosfera, wszechogarniająca radość i miłość. Przede wszystkim jest to bowiem pora na spędzenie przed telewizorem większej ilości czasu niż zwykle i obejrzenie filmów, którym w przeciwnym razie nie poświęciłoby się ani minuty

1. Listy do M.

LDM

Reżyseria: Mitja Okorn

Scenariusz: Karolina Szablewska, Marcin Baczyński

Obsada: Maciej Stuhr, Roma Gąsiorowska, Tomasz Karolak, Agnieszka Dygant

Gatunek: Komedia Romantyczna

Kraj: Polska

Czas trwania: 116 minut

Do tej pory myślałem, że określenie "dobry polski film" to oksymoron, a te nieliczne perełki takie jak "Drzazgi",  "Wojna polsko-ruska" czy "Dla ciebie i ognia" zdawały się tylko ten stan rzeczy potwierdzać. I choć wiem, że "Listy do M" są tylko próbą przeniesienia na polski grunt i w polskie warunki tego co zaproponował nam Richard Curtis swym wielkim przebojem "To właśnie miłość" czerpiąc z niego choćby szkatułkową kompozycję opowieści, a także iż kopia znacznie ustępuje oryginałowi pod względem choćby posiadanego uroku czy zapadalności w pamięć to jednak jak na polskie warunki jest to naprawdę dobre dzieło.

Bo czy jest coś złego w czerpaniu inspiracji od najlepszych a potem umiejętnym wykorzystywaniu tej wiedzy? Wydaje mi się, że nie. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z  satysfakcjonującą, sympatyczną i niezwykle ciepłą produkcją, która na tle konkurencji wygląda po prostu rewelacyjnie i szczerze powiedziawszy nie miałbym nic przeciwko temu gdyby to właśnie ten tytuł zastąpił przysłowiowego "Kevina" w roli stałego punktu świątecznej telewizyjnej ramówki. Oferuje on nam bowiem nie tylko świetną jak zawsze kreację Romy Gąsiorowskiej ( Nie będę ukrywał, że od czasu jej kapitalnej roli w "Wojnie Polsko- Ruskiej" mam do niej słabość) ale przede wszystkim stanowi najlepszy dowód na to, że określenie "polska komedia romantyczna" nie musi kojarzyć się z pokazem niekompetencji twórców, marną grą aktorską, występowaniem we wszystkich produkcjach tych samych nazwisk (No! Może z tym akurat to nie najlepszy przykład), mało subtelnym product placementem ( Ups! Kolejna wpadka. Reklamy jednej ze stacji radiowych i "Empiku są w tym filmie po prostu nachalne), scenariuszami będącymi powieleniem tego samego motywu tylko ze zmienionymi imionami bohaterów a może i powinno po  prostu z dobrze spędzonym czasem przed ekranem.

I choć oczywiście do wielu aspektów tego filmu (takich jak wspomniane tu już bijące po oczach "lokowanie produktu", jak denerwująca kreacja Agnieszki Dygant, jak wykorzystywanie po raz niewiadomo który przez rodzimych twórców Adamczyka, Karolaka i Macieja Stuhra {Niedługo będzie strach otworzyć lodówkę, żeby ci "tytani ekranu" stamtąd nie wyskoczyli}, jak zdumiewająca lekkość z jaką bohaterowie podchodzą do wielu spraw takich jak np. adopcja dziecka, które znają przez kilka godzin) można by się przyczepić to jednak osobiście uważam, że warto przede wszystkim docenić trud włożony w to aby urozmaicić gatunek, i że warto dać dziełu Mitji Okorna szansę.

OCENA: 8/10

***

2. Bóg Zemsty

SJ

Tytuł Oryginalny: Seeking Justice

Reżyser: Roger Donaldson

Scenariusz: Robert Tannen, Yuri Zeltser

Obsada: Nicholas Cage, January Jones, Guy Pearce, Harold Perrineau

Kraj: USA

Gatunek: Thriller, Akcja

Czas trwania: 108 minut

Pewnie wspominałem już o tym nie raz, ale ja absolutnie nie dołączę do klubu tych, którzy uważają Nicholasa Cage'a za złego aktora i niemal synonim "beznadziejnego aktorstwa". Powiem więcej. Po obejrzeniu jego fantastycznych kreacji w dajmy na to "Ciemnej Stronie Miasta" albo "Adaptacji" zawsze z dużą przyjemnością  go na ekranie, nawet kiedy występuje w złych filmach takich jak "Next".  I po raz kolejny się nie zawiodłem. A przynajmniej nie do końca.

"Bóg Zemsty" to kawał naprawdę solidnej roboty, w której może brakuje jakichś szczególnych fajerwerków i zapadających w pamięć scen akcji jednak potrafi zapewnić rozrywkę a o to przecież w tym gatunku chodzi. Mimo bowiem kilku  błędów logicznych i rzeczowych (Zwłaszcza jeśli chodzi o polskie tłumaczenie, według którego angielski zwrot "I work for New Orleans Post przekłada się na "Pracuję na poczcie". Sami przyznacie, że jest to dowód niekompetencji tego samego kalibru co pierwszy maja jako "dzień wiosny" w niesławnym "Czarnobyl Reaktor Śmierci")i mimo bazowania na schematach kina akcji z obowiązkową przemową czarnego charakteru na czele posiada wiele aspektów, które pozwalają zaliczyć ją co najmniej do grona średniaków. Mamy tu bowiem bardzo charyzmatycznego złoczyńcę (Którego gra pamiętny choćby z genialnego Memento, mój kolejny ulubieniec czyli Guy Pearce), całkiem wciągającą fabułę, naprawdę urodziwą January Jones (Choć aktorsko zdecydowanie odstaje od reszty stawki) oraz dobrego i wiarygodnego Nicholasa Cage'a w roli nauczyciela, który wplątuje się w tarapaty, kiedy podpada tajemniczej organizacji o niemożliwym do uwierzenia rozległym zasięgu działania ( Sądząc bowiem z przebiegu wydarzeń i licznych zwrotów akcji przedstawionych nam w tej historii członkami tej "Sekty Łysiaków" musieli być  niemal wszyscy mieszkańcy miasta).  

 Podsumowując. Nie oszukujmy się. "Seeking Justice" nie jest produkcją szczególnie nowatorską, która w jakikolwiek sposób aspiruje do miana "game changera" swojego gatunku. Jest to jednak przykład dobrze wykonanej rzemieślniczej roboty, przy której po prostu miło spędza się czas.

 OCENA: 6/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci