Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

WFZ odcinek 6 (rok 2012 część 3) The Girl (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

TG

Nie tak dawno temu w jednej ze swoich notek wspomniałem wam o szykowanych na końcówkę tego roku ( czyli jawnie i klarownie pod nagrody filmowe pokroju Oscarów ) aż dwóch produkcji poświęconych postaci mistrza kina grozy Alfreda Hitchcocka. I oto dziś kontynuując swoją podróż przez osiągnięcia tegorocznej kinematografii nadszedł czas by zajrzeć za kulisy jednego z najsłynniejszych dzieł tego wyśmienitego reżysera. A ponieważ któraś produkcja musi być pierwsza (z reguły to ta najłatwiej dostępna) to przyjrzymy się dziś "Dziewczynie" {The Girl} czyli pozycji przygotowanej przez stację HBO. Dlaczego właśnie ten tytuł? Odpowiedź jest prosta. Choć nie będę ukrywał, że  osobiście najbardziej czekam na film zatytułowany po prostu "Hitchcock", gdzie w rolę tytułową wcieli się sam Anthony Hopkins to jednak postanowiłem, że na podniesienie poziomu oczekiwań zaserwuję sobie najpierw telewizyjne dzieło spod ręki Juliana Jarrolda. I wiecie co? Wybrałem właściwie!

"The Girl" to idealna rozgrzewka przed czymś co (mam nadzieję) będzie niezapomnianym przeżyciem. Kliniczny przypadek syndromu "Loopera" czyli dobra produkcja, która przy odrobinę większym wysiłku mogła być ideałem. A przecież to naprawdę nie było takie trudne i skomplikowane jak mogłoby się wydawać. Wystarczyło tylko skupienie większej uwagi na spoglądanie na plan filmowy (Nie wiem jak to jest u was ale metafilm czyli, jakby to nazwała pani Białowąs "film o filmie w ramach filmu" to coś co zawsze na mnie działa) niż na romansie rodem z tandetnej telenoweli, zadbanie o to aby historia nie przynudzała (co niestety zdarza się tu stanowczo zbyt często, a przede wszystkim można było trochę pogłębić i zniuansować stronę psychologiczną relacji czy raczej toksycznego związku łączącego Hitcha z Tippi Hedren (czyli głównej osi wokół której zbudowana jest cała fabuła) zamiast przedstawiać charaktery obydwu głównych postaci jednostronnie (twórca "Ptaków" i "Psychozy" to w tej historii tyran i sadysta opętany pożądaniem i zazdrością. Człowiek bez niemal jakichkolwiek dobrych cech. Hedren zaś jawi się nam niemal jako anioł, wzór cnót i zalet. Takie podejście jest poniekąd zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę, że scenariusz powstał na podstawie hagiografizujących i dalekich od obiektywizmu (jak każde wspomnienia zresztą) relacji samej aktorki.

I nie chcę tu bynajmniej osądzać ile z tego co nam tu ukazano jest prawdą a ile to po prostu czysta kreacja (Choć z tego co czytałem w innych źródłach w zachowaniu reżysera w stosunku do aktorki nie chodziło wcale o insynuowany nam tu odrzucony romans a raczej o przeniesienie żalu na Grace Kelly (ulubionej aktorki Hitchcocka), która zrezygnowała z kariery filmowej po zostaniu księżną Monako i próbę uczynienia z Hedren drugiej Kelly) bo czasami lepiej nie znać wszystkich tajników "filmowej kuchni" oraz nie wiedzieć jacy w realnym życiu są uwielbiani przez nas artyści, których dzieła tak nas zachwycają bo wiedząc jak małymi ludźmi się okazują można stracić szacunek do samych obrazów (To jest prawie ten sam motyw, który poruszyłem przy okazji "Big Love" apelując aby odróżnić twórcę od produktu). Nie lubię też  wszelkiego rodzaju łopatologii i terroryzowania widza jedynym możliwym rozwiązaniem, czyli cech, które w tym wypadku niewątpliwie przesłaniają nam pozytywne aspekty takie jak np. bardzo dobra kreacja Toby'ego Jonesa doprawiona doskonałą charakteryzacją dzięki czemu mamy wrażenie obcowania z prawdziwym Hitchem ( Chyba dobrze zrobiłem więc, że sięgnąłem po ten tytuł właśnie teraz bo dzięki temu będę mógł wziąć go pod uwagę przy okazji podsumowania roku, które zbliża się wielkimi krokami). Warto też zwrócić uwagę na niebalne jak na produkcję telewizyjną zdjęcia, niezwykły pietyzm w odtwarzaniu szczegółów a zwłaszcza na Siennę Miller i jej przepiękny uśmiech, niebywałą naturalność i niezaprzeczalny urok(Choć muszę przyznać, że o wiele bardziej podobała mi się w serialu "Inspektor Eddie") dzięki czemu siedziałem jak urzeczony i delektowałem się każdą chwilą jaką spędziła na ekranie, mimo że (w przeciwieństwie do sir Alfreda) gustuje raczej w dziewczynach o ciemnych włosach. 

Podsumowując. Muszę powiedzieć, że "The Girl" to solidna produkcja, którą zdecydowanie da się obejrzeć choćby dla świetnej roli Toby'ego Jonesa ale nie ma sensu spodziewać się nie wiadomo czego. Mam nadzieję, że po czekającym nas jeszcze "Hitchcocku" będę o wiele bardziej usatysfakcjonowany.

OCENA 6/10

Tytuł: The Girl

Reżyser: Julian Jarrold

Scenariusz: Gwyneth Hughes

Obsada: Toby Jones, Sienna Miller, Imelda Staunton, Sean Cameron Michael

Kraj: Wielka Brytania

Gatunek: Dramat

Czas trwania: 91 minut



© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci