Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

WFZ odcinek 6 (rok 2012 część 4) Plusy i minusy filmu "Dom na końcu drogi" (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

HATEOTS

Tytuł: Dom na końcu drogi

Oryginalny: House at the End of the Street 

Reżyser: Mark Tonderai

Scenariusz: David Loucka

Obsada: Jennifer Lawrence, Elizabeth Shue, Allie McDonald, Max Theriot, Gil Bellows

Gatunek: Horror

Kraj: Kanada, USA

Czas trwania: 101 minut

Trailer:

Święta się w zasadzie już skończyły (choć nie jest to wesoła konstatatacja) pora więc wrócić do prawie normalnego trybu pracy i oglądania wyłącznie filmów z bieżącego roku bo została nam ich jeszcze cała masa. I choć pewnie mógłbym próbować odwlec nieuniknione (Co wyda wam się usprawiedliwione kiedy zobaczycie z jaką słabizną mamy tu do czynienia) i poświęcić parę słów bardzo dobrej libańskiej produkcji "Dokąd teraz" (Która tak na marginesie kompletnie mnie oczarowała swoim sposobem opowiadania o wojnie religijnej w miejsce zdawałoby się {przynajmniej polskim twórcom} niezbędnego patosu i martyrologii elementy komedii i musicalu {Muszę wspomnieć, że zawiera jedną z najbardziej wpadających w ucho piosenek jakie słyszałem w ostatnim czasie} oraz obecność, której nawet na liście najlepszych produkcji 2012 mógłbym jakoś tam uzasadnić tym, że jej polska premiera odbyła się w marcu bieżącego roku}) ale postanowiłem zmierzyć się z wyzwaniem i oto na moim ekranie wylądował "House at the End of the Street". Obraz, który potencjalnie mógłby być jednym z najlepszych tytułów roku bo po trailerze  dałem się nabrać ( I myślę, że nie tylko ja), że nawet mimo wiedzy, że za scenariusz odpowiedzialny był David Loucka, twórca kiepskiego "Domu Snów", i mimo tego, że produkcja miała ogromne problemy z dystrybucją a na fotelu reżysera siedział mało znany Mark Tonderai możemy mieć do czynienia z czymś naprawdę wartym uwagi. A jak ostatecznie wypadło sam film? Niestety kiepsko

+ Intrygująca ścieżka dźwiękowa i bawienie się w kilku scenach obrazem w celu uzyskania niepokojącego efektu ( To prawdę mówiąc jedyne momenty, w których zbliżono się do poziomu rasowego horroru takiego jak choćby "Sinister" czy "Absentia")

+ Interesujący pomysł

+ Naprawdę nieprzewidywalny zwrot akcji ( Taki z gatunku wiarygodniejszych. Mam już bowiem dość produkcji takich jak "Blady Strach" czy "Cichy Dom", które próbują nas zaskoczyć w nieudolny bądź absurdalny sposób, podważający cały sens istnienia snutej historii), który sprawia, że film zasługuje na kilka punktów więcej.

+ Uroda i talent Jennifer Lawrence, która tworzy naprawdę wiarygodną bohaterkę

+ Twórcy usiłowali nawiązać do klasyki gatunki przywołując motywy kojarzone ze "Sleepaway Camp"

- Nie do końca wiem co właściwie twórcy usiłowali tu osiągnąć ale najwyraźniej im nie wyszło. Przez długie (stanowczo zbyt długie) momenty nie czułem się jakbym oglądał film grozy, bo elementy jakiejkolwiek grozy, napięcia czy chociażby wywołujące gęsią skórkę" nie dość, że są tragicznie wykonane i można je policzyć na palcach jednej ręki to na dodatek wydają się tu być intruzami przeszkadzającymi w rozwoju tandetnego romansu dla nastolatków

- Słaba gra aktorska ( Nawet mimo obecności Elizabeth Shue)

- Zbyt wielkie zaufanie do "jump scenek" w temacie budowania nastroju

- brak wyrazistych postaci drugoplanowych

- Mało charyzmatyczny czarny charakter

- Film nie wciąga

Podsumowując. "House at the End of the Street" to w mojej ocenie jedno z największych tegorocznych rozczarowań zaraz obok "Prometeusza" i film, do którego raczej nigdy nie wrócę. Zdecydowanie szkoda Jennifer Lawrence do takich produkcji.

OCENA: 5/10

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci