Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Wieczór z twórczością Nacho Vigalondo: "Zbrodnie czasu" {Los Cronocrimes} 2007 i "Extraterrestre" (2011)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

 

Jesteście znudzeni przewidywalną i schematyczną papką serwowaną nam przez wielką sieć kulturalnego fast foodu zwanego Hollywood? Macie ochotę na mało znane produkcje, które zdecydowanie zasługują na większy rozgłos? Jeżeli tak to serdecznie polecam zapoznanie się z twórczością Nacho Vigalondo. Twórcy, którego dzieła odkryłem zupełnie przypadkiem (Czyli zupełnie analogicznie do sytuacji z Ti Westem i jego świetnymi, oldschoolowymi "Innkeepers" oraz Joshihiro Nishimurą i "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl"), a które kompletnie mnie oczarowały tym, że potrafią wycisnąć nowe treści z pozornie wyeksploatowanych motywów (takich jak podróże w czasie i inwazja obcych) i sprawiły, że wszystkie projekty sygnowane nazwiskiem tego reżysera wylądowały u mnie na liście do zobaczenia

1.Zbrodnie czasu

Time crimes

Tytuł Oryginalny: Los Crono Crimenes

Reżyser: Nacho Vigalondo

Scenariusz: Nacho Vigalondo

Obsada: Karra Elejalde, Barbara Goenaga, Nacho Vigalondo, Candela Fernandez

Gatunek: Thriller, SF

Kraj: Hiszpania

Czas trwania: 92 min.

Trailer

Jeżeli komuś wydawało się, że najlepszym filmem o podróżach w czasie i związanych z tym faktem jest nieco przereklamowany "Looper" (Któremu zaszkodziło chyba głównie porównywanie go z genialną "Incepcją") to gwarantuję, że po tej produkcji powinien zmienić zdanie.

Hiszpański film bowiem stanowi najlepszy dowód na to, że nie potrzeba wielkich gwiazd czy zapierających dech w piersiach efektów specjalnych by przyciągnąć widza do ekranu na pełne dziewięćdziesiąt minut i sprawić by emocjonalnie zaangażował się w przedstawianą mu historię. Wystarczy bowiem mieć intrygującą i trudną do ogarnięcia fabułę przywodzącą na myśl świetny "Piąty Wymiar", tyle że zdecydowanie lepiej wykonany i wcześniej zrealizowany (Czyli taką historię z gatunku: "Trzeba obejrzeć kilka razy aby mieć choć minimalne rozeznanie w tym co właściwie dzieje się na ekranie". Nie muszę chyba dodawać, że to podpada pod "Mindfuck" czyli gatunek, który lubię najbardziej) oraz zaskakująco dobrą (jak na prawie całkowicie nieznane nazwiska. A tak swoją drogą to ciekawe czy tylko mnie wygląd bohatera granego przez Nacho Vigalondo skojarzył się ze złoczyńcą z "Serbskiego Filmu"?) grę aktorską (W której zdecydowanie wyróżnia się dwójką:  Karra Elejalde jako Hector oraz zniewalająco piękna (Co? Fakt, że zacząłem zwracać pilniejszą uwagę na talent aktorek niż na ich urodę nie znaczy, że nie mogę się trochę pozachwycać tym drugim aspektem, wtedy kiedy jest czym.) Barbara Goenaga jako dziewczyna w lesie ( Na marginesie to zastanawiające, że pomimo minimalistycznej obsady składającej się z czterech osób nikomu nie przyszło na myśl nadania tej postaci jakiegokolwiek imienia)  

Podsumowując. Serdecznie polecam wam sięgnięcie po tą pozycję, szczególnie wtedy kiedy lubicie kino zmuszające do myślenia, wciągające niesamowitym klimatem i niepokojąco urokliwe.

OCENA: 9/10

***

2. Extraterrestre

et

Reżyseria: Nacho Vigalondo

Scenariusz: Nacho Vigalondo

Obsada: Michelle Jenner, Julian Villagran, Raul Cimas, Carlos Areces

Gatunek: Komedia, SF

Kraj: Hiszpania

Czas trwania: 90 minut

 

Po tak dobrej produkcji jak poprzednio omawiany tytuł, moje oczekiwania w stosunku do dzieł reżyserowanych przez twórcę z półwyspu Pirenejskiego zdecydowanie wzrosły.  Spodziewałem się, że każdy następny jego film będzie prawdziwą perełką. Niestety po tak dobrym starcie przyszło chyba małe załamanie formy.

Nie będę was oszukiwał. Mimo wyskokiego poziomu prezentowanego przez tą produkcję i intrygującego (a także nieco rewolucyjnego, jeśli weźmiemy pod uwagę tendencje w kinie światowym) pomysłu na fabułę, która w obliczu inwazji obcych zostawia pozornie największą atrakcję na marginesie sprawiając, że staje się ona niekoniecznie potrzebna, a skupia całą uwagę na bohaterach i kreuje całą galerię interesujących postaci (Np. Angel, sąsiad z naprzeciwka czy Carlos, grany przez hiszpańskiego Joshuę Jacksona czyli Raula Cimasa  ) a także pomimo faktu, iż mamy tu do czynienia z wciągającą historią, ciekawymi widoki postapokaliptycznej, bezludnej Hiszpanii oraz przepiękną Michelle Jenner nie jest to obraz tej samej klasy co błyskotliwy debiut Vigalondo. Bo choć Hiszpan nadal potrafi wydobywać potencjał tkwiący w pozornie wyeksploatowanym pomyśle (Tym razem wspominana już w tym tekście inwazja obcych z wiszącym nad miastem, jak w "Dystrykcie 9" czy "Dniu Niepodległości" choć na o wiele mniejszą skalę niż w tych produkcjach,  statkiem kosmicznym), robi to z niesamowitym wdziękiem, pisze świetne scenariusze a poziom przez niego osiągnany jest niedostępny dla większości innych reżyserów, to jednak widać (choćby po efekcie eksplozji), że twórcy dysponowali małym (wręcz mikroskopijnym) budżetem, którego nie potrafili ukryć przed wprawnym okiem widza (Sztuka, która tak dobrze udała się twórcom rewelacyjnego "Cube") oraz, że chyba nie potrzebne było wejście na tereny bardziej komediowe niż śmiertelnie poważny klimat genialnego debiutu

Podsumowując. Choć życzyłbym każdemu reżyserowi, żeby jego słabsza forma wypadła tak dobrze to jednak nie mogę zapomnieć tych (na szczęście rzadkich momentów), w których cała historia przynudzała oraz nie zauważyć zdecydowanie mniejszego zainteresowanie jakie to dzieło wzbudza. Jeśli jednak macie ochotę po prostu dobrze spędzić czas to polecam!

OCENA: 7/10

 

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci