Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Choć goni nas czas" {The Bucket List} 2008

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Dziś będzie krótko (Nie dlatego jednak, że (w myśl zasady, iż o dobrych rzeczach trzeba pisać jak najkrócej) nie bardzo miałbym w tym temacie co napisać) i raczej pozytywnie (zarówno pod względem klimatu jak i oceny). Taki stan rzeczy ma jednak niezwykłe proste wyjaśnienie: W dniu dzisiejszym, jakimś kompletnym cudem bo w ogóle się nie przygotowywałem, uznając ,i słusznie jak się okazało, że lepiej oglądać filmy udało mi się zdać swój ostatni i rzekomo najtrudniejszy egzamin w sesji zimowej (Ustny, z historii polski, na 5.) więc szukałem obrazu, który mógłby być idealnym odzwierciedleniem mojego nastroju. I wiecie co? Chyba mi się udało   

Bucket List

"Choć goni nas czas" to naprawdę dobry film (przyznaję to nawet ja, fan zakręconych jak słoik musztardy i krwawych jak rzymskie igrzyska fabuł)czemu zresztą nie można się w sumie dziwić. Kiedy na planie filmowym spotyka się dwóch tak fantastycznych aktorów jak Jack Nicholson (Którego, tak na marginesie, osobiście uwielbiam oglądać na ekranie, uważam za najwybitniejszego żyjącego przedstawiciela swojej branży oraz traktuję jako mój wzór do naśladowania pod względem tego jak powinno się grać {Myślę, że nikomu, kto ma choć odrobinę pojęcia o kinie nie muszę tłumaczyć dlaczego. Wystarczy przypomnieć sobie absolutne mistrzostwo świata i okolic prezentowane przez niego w genialnym "Locie nad Kukułczym Gniazdem" czy w Burtonowskiej wersji "Batmana" by spokojnie przyznać mi rację). nawet mimo faktu, że zawsze gra tą samą postać czyli po prostu Jacka Nicholsona, co w przypadku innych aktorów i aktorek (patrz casus Jennifer Lawrence) bywa przeze mnie często poczytywane za minus i nie wystarczający poziom talentu. Ale wiecie co? Z całym szacunkiem dla gwiazdki "Igrzysk Śmierci" czy "Domu na końcu drogi" ale kreacje Nicholsona to dla niej chyba level, do którego nigdy chyba nawet się nie zbliży, zwłaszcza, że jej kreacje są po prostu potwornie denerwujące ( Jedna jaskółka w postaci "Poradnika Pozytywnego Myślenia" wiosny nie czyni). Postacie Nicholsona, takie jak choćby te wspomniane tu już wyżej, nawet jeśli są tylko powieleniem tej samej maniery to są o wiele bardziej zróżnicowane mając w sobie zarówno dawkę szaleństwa, sporo intrygującego i przyciągającego uwagę kontentu jak i niekiedy potrafią wzbudzać w widzu sympatię (Np. Melvin Udall)) i Morgan Freeman, który potrafiłby zagrać absolutnie wszystko, scenariusz w ciekawy sposób, wzbudzając w widzu autentyczne wzruszenie opowiada niezwykle zajmującą i daleką od banalności historię o dwóch starszych, śmiertelnie chorych  mężczyznach, którzy postanowiają przed śmiercią sporządzić listę rzeczy, na które nie odważyli się w ciągu całego swojego życia a następnie ją punkt po punkcie zrealizować (choć  kilku, drobnych jak ziarenka piasku minusów w postaci paru króciutkich przestojów fabularnych czy braku wyrazistych postaci drugoplanowych da się tu doszukać bez większych trudności doszukać) a  całością niczym wirtuoz dryguje Rob Reiner, reżyser choćby świetnych "Ludzi Honoru" to jest bardzo mało prawdopodobne by nie wyszedł z tego kawał wyśmienitego kina. Tak też w istocie się dzieje. 

Podsumowując. Jeżeli do tej pory jeszcze tej produkcji nie widzieliście to serdecznie was do tego zachęcam

Ocena: 8/10

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci