Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Filmowy Remanent część 20. ( Bunkier SS, High School Girl Rika: Zombie Hunter)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Jako, że dziś jest niedziela i udało mi się, w ramach przeglądania czeluści You Tube, obejrzeć więcej niż jeden film, to pozwolę sobie się nie rozdrabniać i zawrzeć ich opisy w jednym wpisie

1. Bunkier SS (2001)

The Bunker

Tytuł Oryginalny: The Bunker

Reżyser: Rob Green

Scenariusz: Clive Dawson

Obsada: Jason Flemyng, Andrew Lee Potts, John Carlisle, Andrew Tiernan, Eddie Marsan

Kraj: Wielka Brytania

Gatunek: Horror, Thriller

Czas trwania: 95 min.

Zdarzają się czasami takie produkcje, po obejrzeniu których zastanawiam się co sprawiło, że są one mało znane i pozostają w cieniu. Jedynym wyjaśnieniem jakie nasuwa mi się na myśl w przypadku "Bunkra SS"  jest to, że rok 2001 był rokiem, w którym na ekrany kin wszedł  inny brytyjski obraz z żelbetonową budowlą w tytule, a mianowicie świetny  i niezwykle pomysłowy "The Hole" ( Jakoś tak jest, iż filmy lubią występować parami. Najlepszy dowód na prawdziwość tej tezy mieliśmy nie dalej jak w ubiegłym roku kiedy zmierzyły się ze sobą nie tylko dwie wersje przygód Królewny Śnieżki ale również dwa spojrzenie na życie geniusza kina czyli Alfreda Hitchcocka. A taks swoją drogą to trzeba będzie sięgnąć po ten tytuł, w którym w rolę Hitcha wciela się Anthony Hopkins bo z tego co słyszałem radzi sobie on z tym zadaniem lepiej niż dobrze) i ten fakt mógł wielu potencjalnych widzów zdezorientować. Wiem, że jest to naciągane tłumaczenie ale gdybym miał jako jedyny aspekt brać wyłącznie kwestię prezentowanej jakości wykonania to musiałbym napisać, że jest to dla mnie kompletna zagadka.

Bo choć nie wszystko idzie tu jak w szwajcarskim zegarku (Szczególnie jeśli chodzi o dyspozycję Andrew Lee Pottsa, znanego nam już z roli w omawianym tu słabym "Red Mist", która na tle innych kreacji zgrzyta jak piach w zębach żołnierza "Africa Korps"), film nie jest jakąś wielką gatunkową innowacją i chyba nie do końca wykorzystuje tkwiący w tej historii spory potencjał a zakończenie tak naprawdę niewiele  wyjaśnia (Albo ja, jak zwykle, czegoś nie zrozumiałem) i okazuje się być nie do końca satysfakcjonujące to jednak myślę, że można zaryzykować twierdzenie, iż mamy tu do czynienia z porządną produkcją. Warto bowiem docenić choćby fakt, iż mamy tu do czynienia z naprawdę ciekawym pomysłem, umiejętnie poprowadzoną, nieśpiesznie odkrywającą wszystkie karty i stwarzającą widzowi szerokie pole do własnych interpretacji fabułą, scenariuszem skupionym bardziej na budowaniu interesujących postaci (w czym zdecydowanie pomagają wiarygodne kreacje aktorskie większości, poza wspomnianym tu Lee Pottsem, członków obsady) niż na epatowaniu ekranową makabrą od pierwszej sekundy, intrygującym miejscem akcji oraz klaustrofobicznym, dusznym klimatem, który jest prawie tak udany jak w kapitalnym "Zejściu")  

 Podsumowując. Uważam, że jeżeli ktoś lubi dobre filmy grozy, albo po prostu chce obejrzeć coś co przyjemnie się ogląda to zdecydowanie powinien dać dziełu stworzonemu przez Roba Greena szanse, bo choć nie ma tu większych fajerwerków i scen zapadających w pamięć to jednak prezentuje on zadowalająco wysoki poziom 

OCENA: 7/10

***

2. High School Girl Rika: Zombie Hunter (2008)

HGRZH

Tytuł Oryginalny: Saikyô heiki joshikôsei: Rika - zonbi hantâ vs saikyô zonbi Gurorian

Reżyseria: Ken'ichi Fujiwara

Scenariusz: Ken'ichi Fujiwara, Takeyuki Morikaku

Obsada: Tsugumi Nagasawa, Risa Kudo, Ryunosuke Kawai, Yuya Matsuura

Gatunek: Horror, Akcja

Kraj: Japonia

Czas trwania: 86 minut

 Możecie myśleć sobie co chcecie, ale ja po prostu uwielbiam takie kino i doskonale sę przy nim bawię. Nic bowiem nie poradzę, że nie ma dla mnie lepszego sposobu na ładowanie akumulatorów przed zbliżającym się tygodniem niż kolejna dawka przesadnie krwawych i do granic przegiętych klimatów tylko dla koneserów serwowanych nam prosto z Japonii, niekwestionowanej ojczyzny wszelkiej filmowej kuriozalności. 

Choć zabawę z tą serią zaczynam niejako od końca, jest to wszak już trzecia odsłona japońskiej wariacji na tematy zombiastyczne, i mimo, że  nie jest to produkcja równie satysfakcjonująca co, wspominane tu już wielokrotnie, "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl" a z produkcji o nieumarłych zrobionych z przymrużeniem oka zdecydowanie bardziej podobało mi się chociażby "Zombieland" to jednak trzeba przyznać, że azjatyccy twórcy mnie absolutnie nie zawiedli. Biorąc bowiem na ruszt żywe trupy i oblewając je, charakterystycznym dla swej kuchnii, sosem złożonym z bezpretensjonalnej zgrywy, urzekającego kiczu, zachwycającej kreatywności oraz absurdalnych pomysłów (które sprawiają, że raz po raz łapałem się za głowę i zastanawiałem nad tym co ja właściwie oglądam. Tylko kompletnie zwichrowane umysły mogły bowiem moim zdaniem wpaść chociażby na takie rozwiązanie zakończenia) udało im się po raz kolejny przyrządzić sycące i nie zaprzeczalnie smakowite danie. A tak swoją drogą jestem ciekaw co oni tam mają za fetysz związany z utratą kończyń skoro już w kolejnej po "Machine Girl" produkcji dostajemy bohaterkę z amputowaną ręką. 

Podsumowując. Jak już niejednokratnie powtarzałem takie kino po prostu trzeba lubić aby czerpać z niego nieskrępowaną frajdę. Ja uwielbiam, więc mi się podobało

Ocena: 7/10

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci