Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Futro" (2007) czyli nie do końca udana wiwisekcja

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieję, wy którzy tu wchodzicie!

Futro
Pozwólcie, że dziś odrobinę zmienimy klimat i nie będziemy się zajmować jakimś przykładem kina grozy, ale po prostu muszę skomentować fakt, że z jakiegoś nieznanego mi powodu niesłychanie modne stało się wśród ludzi mieniących się fanami kinematografii narzekanie na stan współczesnego polskiego kina i nieoglądanie go niejako dla zasady. Nie chcę oczywiście przekonywać was, że taki stan rzeczy jest pozbawiony jakichkolwiek merytorycznych podstaw bo nie tylko wyszedłbym na hipokrytę (wszak sam jeszcze nie tak dawno przechodziłem przez etap, kiedy nasza rodzima twórczość jawiła mi się jako nie warty uwagi absolutny przejaw bezguścia { wg dewizy wyartykuowanej przez niezapomnianego Zygmunta Kałużyńskiego „Albo się lubi kino, albo się lubi polskie kino”} i przestrzeń zdominowana wyłącznie przez tandentne „komedie romantyczne” pokroju „Nie kłam kochanie” pełne drewnianego i niewykazującego oznak posiadania talentu aktorstwa przeniesionego przez w kółko wykorzystywane te same nazwiska ( Zjawiska, którego wzorcowym przykładem może być Tomasz Karolak), z planu zdjęciowego popularnych telenoweli i brak jakiejkolwiek inwencji twórczej czy kreatywności przejawiający się kopiowaniem w kółko tych samych schematów aż do ich całkowitego zajechania.) ale filmowcy znad Wisły naprawdę wiele zrobili by taki stereotyp utrwalić więc łatwo mógłbym zostać skontrowany tytułami tych wszystkich wytworów, które już na poziomie tytułu wywołują dreszcze u każdego miłośnika X muzy. Pragnąłbym jednak zwrócić uwagę na fakt, iż potępiając w czambuł wszystkie tytuły tylko dlatego, że mówi się w nich po polsku, i że autorzy urodzili się w kraju położonym między Szwecją a Słowacją a nie np. Kanadą i Meksykiem sprawiamy, że możemy przegapić coś, co przedstawia rzeczywistą wartość i nie pozwala nam odkryć twórców, którzy próbują pokazać widzowi coś nowego i nietuzinkowego oraz filmy (Takie jak np. „Dla Ciebie i Ognia”, „Drzazgi”, „Big Love" czy Wojna polsko- ruska”), którym bez wątpienia warto dać szansę bo prezentują bardzo wysoki poziom, posiadają coś unikalnego do przekazania oraz przyciągające naszą uwagę kapitalną stroną wizualną. Jednym słowem takie jakie dzieło w reżyserii Tomasza Drozdowicza mogło być. Niestety coś nie wyszło

Już od dawna miałem w planach zabranie się za tę produkcję bo koncept by przez pryzmat spotkania rodzinnego mającego miejsce z okazji pierwszej komunii świętej pokazać nasze drobne przywary i wady (coś na wzór „Wesela” w reżyserii mojego imiennika Wojciecha Smarzowskiego) wydawał mi się szalenie interesujący i dawał nadzieję na to, że przy dobrym scenariuszu może z tego wyjść coś ciekawego. I wiecie co? Trochę się zawiodłem. Po raz kolejny okazało się, że dobry pomysł wyjściowy nie wystarczy, jeśli brakuje koncepcji na to w jaki sposób to dobrze pokazać. „Futro” mimo wysiłków twórców, momentami naprawdę udanego klimatu, dobrych i wiarygodnych kreacji aktorskich w wykonaniu plejady rodzimych gwiazd srebrnego ekranu (Takich jak chociażby Teresa Budzisz- Krzyżanowska, Karolina Gruszka, Magdalena Boczarska, Roma Gąsiorowska {Która wreszcie zagrała normalniejszą postać niż we wszystkich poprzednich filmach jakie z nią widziałem) czy Henryk Talar.), którzy, jak można się było zresztą spodziewać, nie zawodzą i tworzą kreacje sprawiające, że nawet najmniej ważna postać wydaje się nabierać głębi i życia nie do końca spełnia pokładane przeze mnie nadzieje na kawałek satysfakcjonującego kina. I nawet nie wiem jak to wyjaśnić bo miałem wrażenie, że jest to wynik niewielkiego reżyserskiego doświadczenia i związanej z tym „ciężkiej ręki” lub nie do końca dopracowanego scenariusza (wyczucia i wrażliwości na liczne niuanse nabiera się jednak najczęściej wskutek kręcenia dużej ilości filmów, tak więc trudno się ich spodziewać po dziele debiutanta) ale patrząc na profil reżysera okazało się, że ma jakiś tam dorobek. Tym bardziej więc zastanawiającym jest fakt, że spod ręki doświadzonego filmowca wyszedł obraz niesamowicie męczący, z masą wątków, które donikąd nie prowadzą (Jak tych Niemców jadących na spotkanie), nieśmiesznych wątków komediowych oraz osób pojawiających się nie wiadomo skąd, niewiadomo po co i nic nie wnoszących do całej historii (Pierwsza i podstawowa zasada pisania scenariusza mówi, że wszystko co umieszczamy w fabule musi być w jakiś sposób umotywowane i mieć jasno określony cel. A teraz weźmy chociażby odgrywaną przez Gruszkę katechetkę. I kto mi powie jaki był powód wprowadzania tej postaci do fabuły poza możliwością podziwiania kunsztu aktorskiego i niezaprzeczalnej urody tej dziewczyny? Bo ja go jakoś nie zauważyłem). To wszystko sprawia jedynie, że mamy tu do czynienia wyłącznie z totalnym bałaganem, przez który ciężko po seansie powiedzieć co właściwie twórca chciał nam przekazać i jaki morał mieliśmy wyciągnąć. Zabrakło mi tu bowiem przede wszystkim jakiegokolwiek związku przyczynowo-skutkowego czy myśli wiodącej i spajającej wszystkie zaprezentowane nam historie w jedno przez co całość wydaje się być raczej przypadkowym zbiorem niepowiązanych ze sobą scenek rodzajowych o ludzkich problemach niż konsekwetnie zbudowaną i poprowadzoną opowieścią.

Podsumowując.  Choć wyznaję zasadę by, biorąc pod uwagę ogólną stagnację w jakiej znajduje się polskie kino, docenić każdą inicjatywę stanowiącą przejaw nowej jakości, nawet wtedy kiedy jest ona nie do końca foremna i nie do konca satysfakcjonująca (Tak jak to zrobiłem w przypadku "Dla Ciebie i Ognia") to jednak są pewne granice wrażliwości. "Futro" nawet mimo wielu aspektów, które mi się podobały jest filmem nieudanym i sorry Winnetou ale nawet poprawa ogólnego poziomu X muzy w naszym kraju nie upoważnia mnie do promowania ewidentnych niedoróbek.

OCENA: 5/10

***

Tytuł: Futro

Reżyser: Tomasz Drozdowicz

Scenariusz: Beata Hyczko

Obsada: Janusz Chabior, Roma Gąsiorowska, Michał Czernecki, Magdalena Boczarska

Gatunek: Czarna komedia

Produkcja: Niemcy, Polska

Czas trwania: 105 minut

Trailer

 

 

  

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci