Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Gra Wstępna" {Audition} (1999) czyli "prosta" historia o miłości po japońsku

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Audition

Nie wiem. Może to wynik coraz większego kinematograficznego wyrobienia i dowód przesytu schematycznymi, zastępującymi niepokój hektolitrami sztucznej krwi czy po prostu niebywale odtwórczymi (bo sprowadzającymi się niemal wyłącznie do, jak to ładnie ujął kiedyś nieodżałowany Tomasz Beksiński, rozciągania prastarych pomysłów niczym kura smarków) produkcjami kina grozy rodem z U.S.A, wśród których niezwykle rzadko można natrafić na prawdziwe, oryginalne w swej treści i formie perełki takie jak „Antiviral” czy „Dead End”, ale zaczynam się powoli przekonywać co do wysokiej jakości prezentowanej przez azjatyckie horrory. Idzie mi to jak na razie dość opornie, pewnie przez te okropne różnice kulturowe i irytującą manierę aktorską polegającą na tym, iż aktorkom wydaje się, że mają imperatyw wykrzykiwania wszystkich swoich kwestii piskliwym głosem, czyli aspekty, które mogą odstręczać przeciętnego widza (I robią to, czego dowodem mogą być choćby opinie jakie przeważają na Filmwebie w dyskusji dotyczącej omawianego tu dziś tytułu, gdzie słowo "rozczarowanie" jest zdecydowanie najlżejszym epitetem. Zresztą, po zapoznaniu się z rozdźwiękiem pomiędzy ocenami a rzeczywistą wartością niektórych produkcji nie powinno mnie już dziwić. ), ale już zdążyłem zauważyć jedno. Twórcy z tamtego rejonu są niebywale kreatywni. Potrafią bowiem w imponujący sposób łączyć ze sobą różne stylistyki, które wydają się absolutnie do siebie nie pasować i w jakiś tajemniczy sposób sprawić by tworzyły integralną całość. Umieją budować niesamowicie wciągający oraz prawdziwie niepokojący klimat i to bez względu na to, czy ich produkty są groteskowe, wizualnie odjechane, przesadnie krwawe i cudownie kiczowate (czyli takie jak chociażby omawiane tu nie tak dawno temu dzieło Yoshihiro Nishimury p.t. „Vampire Girl vs. Frankenstein Girl” albo dowolny inny przedstawiciel japońskiego kina exploitation) czy też uderzają w zdecydowanie poważniejsze nuty, tak jak ma to miejsce w „Audition”, filmie zrealizowanym przez samego Takeshi Miike jednego z najbardziej znanych i najbardziej oryginalnych japońskich reżyserów, którego bez cienia przesady można nazwać kultowym i obrazie, do którego tak na marginesie długo się przymierzałem a kiedy w końcu dałem mu szanse to bardzo mi się spodobał.

 

Choć w sumie „podobał” to trochę za słabe określenie. „Audition” (Polski tytuł jest w moim odczuciu trochę mylący bowiem w zasadzie sugeruje, że mamy tu do czynienia z filmem o dużym zabarwieniu erotycznym, podczas gdy w tej produkcji zupełnie nie o to chodzi. Uważam, że zdecydowanie lepszym i bliższym prawdzie tłumaczeniem , wszak cała intryga opiera się tu o casting zorganizowany pod pozorem poszukiwania aktorki do nieistniejącego filmu (Aż przypomniało mi się "Argo") w celu znalezienia sobie idealnej kandydatki na żonę,  byłoby "Przesłuchanie", choć zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, iż przywodziłoby one na myśl kapitalne dzieło Ryszarda Bugajskiego)  mnie absolutnie zachwycił i niczym wir wciągnął w wykreowany przez siebie świat do tego stopnia, że po raz pierwszy od długiego czasu (Ostatnio podobny stan odczuwałem chyba przy okazji wizyty w kinie na projekcji genialnego „Czarnego Łabędzia”) przez dobrych kilkanaście minut po zakończeniu seansu z wrażenia nie mogłem się ruszyć, miałem kompletny mętlik w głowie i zupełnie nie wiedziałem czy będę potrafił przelać swoje przemyślenia na ekran komputera, bo miałem poczucie, że żadne słowa nie będą w stanie oddać tego co czułem przy obcowaniu z celuloidowym absolutem.

 

Nie wiem czy jest sens zagłębiać się w szczegóły, wszak mamy tu do czynienia z jedną z tych produkcji , o których dla większego wrażenia lepiej przed obejrzeniem wiedzieć jak najmniej, więc zdradzę wam tylko tyle, że historia, którą zaserwowali nam twórcy jest tak umiejętnie poprowadzona, zagadkowa, mroczna, przesycona onirycznym klimatem oraz do tego stopnia bazująca  na niedopowiedzeniach, które każdy widz będzie interpretował inaczej (np. kwestia tego kim tak naprawdę jest Asami czy zagadnienie realności przedstawionych wydarzeń), że całość zapada mocno w pamięci, absolutnie pochłania (na co żywym dowodem jest piszący te słowa), niepokoi i sprawia, iż nie zwraca się uwagi na ewentualne minusy i niedoróbki ( Choć nie da się pominąć faktu, że przykładowo postacie męskie, szczególnie Shigeharu, nasz teoretyczny protagonista, wypadają dość blado i wydają się być odrobinę niedopracowane).

 

Nie można też oczywiście nie wspomnieć tego jak dużą rolę w takim a nie innym odbiorze pełni bardzo dobra kreacja znanej nam już skądinąd (np. z "Tokyo Gore Police") Eihi Shiiny wcielającej się w naszą główną bohaterkę Asami, która niczym Caleb Landry Jones w omawianym tu kilka dni temu świetnym filmie „Antiviral” (który tak swoją drogą absolutnie polecam jako przykład produkcji robiącej naprawdę duże wrażenie) kompletnie zdominowała ekran. Myślę, że klucza do jej sukcesu należałoby poszukiwać nie tylko w tym, iż jest to po prostu dobrze napisana postać (bo takie podejście sugerowałoby zbagatelizowanie jej wysiłków oraz prowadziłoby do konkluzji, iż każda inna gwiazdka poradziłaby sobie z tym zadaniem z równie dobrym skutkiem) ale przede wszystkim warto by było pochylić się nad jej umiejętnościami i uznać, że w przeciwieństwie do niektórych powszechnie znanych aktorek o uznanym nazwisku (Dobrze wiecie o kim mowa, więc nie będę wchodził w szczegóły), które potrafią grać cały film bazując wyłącznie na jednej minie i maksymalnie wkurzającym sposobie bycia, ta piękna (Znów odzywa się jak widzę moja fascynacja kobietami o ciemnych włosach i dużych oczach) i niebywale uzdolniona dziewczyna potrafiła tu stworzyć zróżnicowaną postać oraz płynnie przechodzić od bycia prawdziwym wzorem kruchości, delikatności, czaru i czułości do wywoływania autentycznego przerażenia, sprawiając iż żadna z tych odsłon nie wydaje się być wymuszoną, tylko w obu wariantach są jednakowo wiarygodne.

 

Podsumowując. Z perspektywy czasu widzę, że „Gra Wstępna” to absolutnie wart polecenia i produkcja, która  mogłaby z dobrym skutkiem robić za coś w rodzaju spóźnionego ( i patrząc na jej wymowę, niezwykle perwersyjnego) prezentu walentynkowego. Jest to bowiem nie tylko kawał wzorcowo wręcz wykonanej roboty dowodzący tego, jak powinien wyglądać porządny horror, ale przede wszystkim mamy tu do czynienia z obrazem który powinien obejrzeć i przemyśleć każdy kto kiedykolwiek był zakochany.

 OCENA

9/10

***

Tytuł: Gra Wstępna

Tytuł Oryginalny: Odishon

Reżyser: Takashi Miike

Scenariusz: Daisuke Tengan

Obsada: Eihi Shiina, Ryo Ishibashi, Ren Ohsugi,

Kraj: Japonia, Korea Południowa

Gatunek: Horror, Dramat

Premiera polska: 1.07.2005 

Czas trwania: 115 minut

Trailer

 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci