Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Operacja Argo" {Argo} 2012

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Argo

Oscary coraz bliżej, więc niczym tajemniczy Don Pedro powracam do, zapoczątkowanego wpisem o "Poradniku Pozytywnego Myślenia", cyklu, który mogę roboczo nazwać "przed oscarowe pitu-pitu", gdzie wtrącam swoje, niepotrzebne absolutnie nikomu, kilka groszy do dyskusji o tym jaki film zostanie w tym roku nagrodzony niepokojąco falliczną statuetką (Choć jest to w sumie równie jałowe co gaza opatrunkowa, wszak rozstrzygnięcie jest absolutnie pewne. Czy naprawdę wierzycie w to, że amerykańska akademia nie nagrodzi "Lincolna" czyli produkcji w reżyserii Stevena Spielberga- niekwestionowanego pieszczocha tego gremium- i gloryfikującej amerykańskiego prezydenta? Jeśli tak, to wiecie co? Nie chcę mi się z wami gadać, że tak pozwolę sobie sparafrazować jeden z najlepszych polskich filmów ). I dziś zajmiemy się obrazem, na którego obejrzenie ostrzyłem sobie zęby już od dość długiego czasu (I sam nie wiem dlaczego przymierzałem się do niego jak pies do jeża) czyli najnowszym dziełem w reżyserii Bena Afflecka (Podobno lepszego reżysera niż aktora co, zważywszy na fakt, że jego kreacje są zazwyczaj świetne, jest bardzo dobrą wróżbą). Obrazem, który ( biorąc pod uwagę rozstrzygnięcia DGA czy Złotych Globów) w idealnym świecie byłby najpoważniejszym kandydatem do sięgnięcia po najwyższe laury na oscarowej gali. Obrazem, za którym trzymałem kciuki podczas śledzenia ceremonii wręczania nagród stowarzyszenia prasy zagranicznej. Nurtowało mnie jednak pytanie: Czy te wszystkie wyróżnienia nie są na wyrost? Czy to jest naprawdę aż tak dobra produkcja? I wiecie co? Okazało się, że jest nawet lepiej niż mogłem sobie wymarzyć. 

Na początek jednak, dla zbudowania większego suspensu i nie psucia wam niespodzianki, garść nieodzownego narzekania w moim wykonaniu.  W ramach lepszego przygotowania dla was tego wpisu pod względem merytorycznym zajrzałem bowiem na rozliczne branżowe strony internetowe i aż mnie zatkało. Nie spodziewałem się ludzi, którzy na różnych forach piszą, że ten tytuł nie zasługuje na miano najlepszej produkcji roku i jego wygrana sprawi, że będziemy mieli do czynienia z najsłabszym zwycięzcą od pięćdziesięciu lat. Uwierzcie, iż naprawdę nie jestem za ograniczaniem swobody wypowiedzi ani nic w ten deseń. Rozumiem, że mogą być różne osobiste preferencje i nie każdemu przypadnie do gustu ten specyficzny styl powolnej narracji i klimat retro, jakim "Argo" jest wprost przesycony. Ale bądźmy poważni. Czy ludzie, którzy z taką zapiekłością się wypowiadają na ten temat w ogóle widzieli ten film? Śmiem szczerze w to wątpić. Trudno bowiem oglądając to dzieło nie dostrzegli olbrzymiej przepaści, jaka dzieli je od takiego dajmy na to "Artysty" czy "Jak zostać królem", które sięgnęły po najbardziej prestiżowe trofeum w świecie filmu pokonując konkurentów pokroju "The Social Network", "Drive" czy "Wstyd" (czyli arcydzieła, które  w mojej i nie tylko mojej opinii o wiele bardziej sobie na to miano zasłużyły). Jedyne wyjaśnienie jakie mi się nasuwa to, że oni po prostu do tego stopnia nie lubią Bena Afflecka, że postanowili na złość mamie odmrozić sobie uszy więc zamiast widzieć nagrodę w ręku produkcji, której się ona bez wątpienia należy, mają ochotę na powtórkę z rozrywki i kolejną w ostatnich latach absolutnie niezasłużoną nagrodę. Jestem bowiem absolutnie przekonany, że każdy miłośnik sztuki przez duże SZ potrafiący pozbyć się uprzedzeń i obiektywnie oceniający wartość rzeczy samej w sobie, zgodzi się ze mną co do tego, że omawiany tu przeze mnie dziś tytuł to po prostu kapitalne kino.

Nie wiem czy to wynik niesamowitego scenariusza Chrisa Terrio (A zauważmy, że to dopiero drugi scenariusz, który udało mu się zrealizować, więc możemy tu mieć następnego Aarona Sorkina), któremu udało się zgrabnie połączyć tony poważne z tymi odrobinę lżejszymi ani na moment nie popadając przy tym w patos, fantastycznej gry aktorskiej (Bo choć, jak wszędzie, można tu wyróżnić kreacje, które się w sposób zdecydowany wybijają ponad przeciętność (takie jak np. te tworzone przez Johna Goodmana czy samego Afflecka) to doprawdy z niemożliwością graniczy znalezienie w tym elemencie jakiegokolwiek słabszego ogniwa.), świetnych zdjęć Rodrigo Prieto, cudownego konceptu (Pomysł {Swoją drogą tak nieprawdopodobny, że mogło go stworzyć tylko życie} by uwolnić zakładników z oblężonej ambasady w Iranie pod pretekstem kręcenia fałszywego filmu SF sprawił, że przypomniały mi się rewelacyjne "Fakty i Akty"), miłego połechtania mojego wewnętrznego miłośnika historii  czy też może tego, że ja po prostu jestem niezwykle podatny na tego rodzaju motywy jak film o kręceniu filmu ( Do tego stopnia, że w trakcie oglądania zacząłem myśleć o tym, jak bardzo mi przykro, że ta produkcja Sf, o której była mowa to tylko przykrywka, bo chętnie rzuciłbym na nią okiem) ale muszę dołączyć do grona wielbicieli tej produkcji. Myślę, że wielkim skandalem będzie jeśli "Argo" 24 lutego opuści Chinese Theatre bez najważniejszej statuetki. Nie sądziłem, że to powiem ale ten film mnie absolutnie łyknął bez popitki i bez cienia wątpliwości stanowił dla mnie bardzo dobrze spędzone i niegłupio spędzone dwie godziny oraz źródło niezapomnianych przeżyć. 

Podsumowując. Myślę, że nie będzie jakiegoś wielkiego zaskoczenia ( W końcu z tego wpisu moje zdanie na temat filmu stanowiącego przedmiot tych wynurzeń rzuca się w oczy jak napisy początkowe "Wkraczając w Pustkę" jeśli powiem, że "Argo" powinien obejrzeć każdy miłośnik dobrze opowiedzianych, niebanalnych historii bo ma gwarancję, że na pewno się nie zawiedzie.

OCENA: 9/10


   

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci