Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Plusy i minusy: Wataha (2011) czyli polski horror o zombie

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Wat

Jest powszechnie wiadomym faktem, że Polska nie jest horrorowym eldorado i każdy nowo powstały horror jest u nas wielkim świętem.  Niby powinno mnie to cieszyć, że w ogóle produkuje się u nas cokolwiek. Tak! Tylko jak mam się radować skoro oglądając zmagania naszych filmowców z tym gatunkiem można raczej dojść do wniosku, iż lepiej by się ten czas spożytkowało na inne zajmujące czynności w rodzaju dłubania w nosie,  bo nawet kiedy już jakimś cudem powstają u nas produkcje mogące być uznane za pełnoprawnego przedstawiciela kina grozy, takie jak np. nie do końca, że się tak eufemistycznie wyrażę, satysfakcjonująca "Pora Mroku" to prezentują one tak wysoki poziom, iż wywołują raczej uśmiech politowania niż ciarki na plecach (Ostatnim dobrym rodzimym przedstawicielem tego nurtu jaki zdarzyło mi się widzieć  był chyba "Lokis"). A przecież jeżeli by dobrze poszukać, to nie wątpliwie znaleźlibyśmy (choćby u Stefana Grabińskiego) historię możliwą do zaadaptowania na naprawdę klimatyczną, intrygującą fabułę, która nie byłaby tylko powieleniem amerykańskich klisz, schematów i wałkowaniem tego samego bestiariusza pokroju Zombie, nazistów czy zombie-nazistów. Bo choć muszę powiedzieć, że lubię ogladać filmy tego rodzaju, i rozumiem, że ich wykonanie (sądząc po nieomal seryjnym powstawaniu takich fabuł. Zresztą mieliśmy już okazję przyjrzeć się innej polskiej wizji zombie, przy okazji filmu "Flesh Area" więc mniej więcej orientujecie się o czym mówię) jest najłatwiejszym wariantem kina grozy, to jednak, jak wszystko co podane w nadmierze, zaczyna mi się to nudzić i dlatego tak bardzo czekam na, wzmiankowany już kiedyś przeze mnie (i to nawet nie raz) "Silent Lake", który stawia sobie ambitne zadanie wykorzystania mazurskiej mitologii, i za którego powodzenie bardzo trzymam kciuki. A ponieważ każda okazja jest dobra by obejrzeć horror (Miałem napisać: by się trochę pobać, ale za dużo strachu to my tu nie uświadczymy) to dziś obejrzałem sobie "Watahę" (którą można znaleźć w całości na You tubie, więc jakby ktoś miał ochotę samemu się przekonać co do jej wartości, to  nic nie stoi na przeszkodzie). Czy jest ona czymś wyjątkowym na polskim gruncie i zwiastunem zmian na lepsze? Absolutnie nie

- Kiedy twórcy jakichkolwiek filmów nauczą się, że jeśli chcą być brani poważni i jeżeli mamy przejmować się losem bohaterów to nie należy zaczynać swej opowieści od końca i wyjawiania kto zginie (No chyba, że filmem tym są "Podejrzani")

- Aktorzy miotają się po planie jak nekrofil w kostnicy i wygłaszają swoje kwestie sztywno, mechanicznie i bez jakiegokolwiek zróżnicowania emocji

- Bohaterowie (zwłaszcza jeśli chodzi o żołnierzy) zlewają się w jedną nierozpoznawalną masę 

- Dialogi są toporne i mimo, że scenarzysta próbował nadać im luz w stylu Quentina Tarantino to bardzo ciężko się ich słucha (A mówi się, że słowa to najtańszy efekt specjalny)

- Brak tu jakiejkolwiek kreacji wyróżniającej się

- Fabuła jest nieprzemyślana, chaotyczna, żadną miarą nie wciąga (Nie jest moim zdaniem żadnym wyjaśnieniem fakt, że jest to film amatorski i bardzo niskobudżetowy. Tak się bowiem składa, że widziałem całą masę produkcji, idealnym przykładem mogą tu być takie dajmy na to "Absentia" czy "Zew Cthulhu" , które mimo niskiego budżetu robiły naprawdę duże wrażenie. Ba! Na ubiegłorocznych przeglądach filmów krótkometrażowych można było natknąć się na o wiele lepsze produkcje) i nie daje choćby pozorów frajdy z oglądania.

+ Krótki czas trwania (Tylko trzydzieści minut)

+ Mimo wszystko to polski horror

+ Widać, że jakiś pomysł był (skupienie całej uwagi na żołnierzach i ich wewnętrznych przeżyciach zamiast na koszmarze wojny z nieumarłymi i zalewaniu ekranu hektolitrami sztucznej krwi)

+ Grające tu dziewczyny są prawdziwym "eye candy"

Podsumowując. Nie oszukujmy się. Gdyby nie to, że mamy tu do czynienia z polskim podejściem do tematyki zombie i gdyby patrzeć na "Watahę" tylko pod względem czystego obiektywizmu to serdecznie odradziłbym wam seans bo nie jest to produkcja, którą biorąc pod uwagę aspekty warsztatowe można nazwać choćby średnio udaną.

OCENA: 4/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci