Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Nadzy i rozszarpani" {Cannibal Holocaust} (1980) czyli retrospektywy horrorowej klasyki część 3.

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

CH

Nie zrażony omawianym  tu wczoraj dziełem Meira Zarchiego, które jak zapewne pamiętacie  niezupełnie przypadło mi do gustu i okazało się być zdecydowanie przereklamowane kontynuję swoją przygodę z filmami szokującymi dosłownością, bulwersującymi i dającymi potężnego emocjonalnego kopa. Zanim jednak przejdziemy w rewiry, zajmowane przez takie tytuły jak oparty na faktach i podobno autentycznie wstrząsający chiński film "Ludzie zza słońca" opowiadający o japońskiej jednostce 731 z czasów drugiej wojny światowej, w której przeprowadzano nieludzkie eksperymenty naukowe na więźniach ( Na pewno nie będzie to jutro, bo dla małego rozluźnienia mam w planach obejrzeć polecane mi "Wino Truskawkowe". Ale nie łudźcie się, iż was to minie. W końcu, po wielu próbach, udało mi się bowiem znaleźć jego pełną, nieocenzurowaną wersję.) postanowiłem dziś, jako małe preludium sięgnąć po produkcję głośną i bardzo kontrowersyjną (do tego stopnia, że do dziś zakazaną w wielu krajach świata i nazywaną "najmocniejszym filmem wszechczasów". Choć obecnie ten tytuł przynależy chyba jednak do twórców, omawianego już przeze mnie, "Serbskiego Filmu". Notabene niecierpliwie czekam na jakąkolwiek nową produkcję, sygnowaną nazwiskiem Srdana Spasojevicia, bo chcę zobaczyć jak poradzi sobie z przeskoczeniem poprzeczki, którą sam sobie zawiesił na niebotycznie wysokim poziomie), której ząb czasu nie nadgryzł i którą, w przeciwieństwie do "Pluję na twój grób" można bez wątpienia zaliczyć do grona najlepszych horrorów. Mój wybór padł więc na "Cannibal Holocaust" (czy też, jak chcą tego polscy tłumacze, "Nagich i Rozszarpanych". No cóż. Pozostawię to bez komentarza.) w reżyserii Ruggero Deodato. Film, bez którego znajomości nie można mówić o horrorze gore czy tak lubianym przez współczesnych filmowców gatunku "found footage" (Wszak, jak na to niejednokrotnie zwracałem już waszą uwagę, to nie, z jakiegoś nieznanego powodu powszechnie uznane za arcydzieło, średniawe "Blair Witch Project"{mi osobiście zdecydowanie bardziej podobały się, zrobione w podobnym stylu, "Poughkeepsie Tapes") a właśnie dzieło włoskiego reżysera powinno być rozpatrywane jako protoplasta tego nurtu.)

Jeżeli ktoś jeszcze nie czuje się przekonany to polecam by zwrócił uwagę na sam zarys fabularny a natychmiast pozbędzie się jakichkolwiek wątpliwości (Niedostrzeżenie oczywistych analogii ze znacznie późniejszym dziełem duetu Myrick i Sanchez będzie świadczyło (tak jak to miało miejsce w przypadku ubiegłorocznych "Igrzysk Śmierci", które, o czym wielu zapomina, są tylko nieudanym remakiem "Battle Royale" doprawionym jedną z najbardziej wkurzających bohaterek w historii)  o tym, że konieczna jest konsultacja okulistyczna.)  Oto w Ameryce Południowej, dochodzi do zaginięcia trójki reportażystów, którzy mieli kręcić dokument na temat życia tamtejszych mieszkańców. Niejaki profesor Monroe (grany przez, wyglądającego jak zaginiony brat bliźniak Richarda Dreyfussa, Roberta Kermana)  postanawia zbadać okoliczności tego zdarzenia. W tym celu udaje się w podróż do dżungli, gdzie miały miejsce zdjęcia do filmu. Na miejscu styka się z brutalnymi obrządkami tubylców- kanibali, znajduje również zwłoki zaginionych i pozostawione przez nich taśmy. Wraca do Nowego Jorku, aby tam je przejrzeć i poznać prawdę na temat śmierci dokumentalistów. Będzie ona jednak przerażająca ... 

Tak jak już zdążyłem już wspomnieć "Cannibal Holocaust" to w mojej ocenie bez wątpienia jeden z najlepszych przedstawicieli kina grozy z jakim zdarzyło mi się do tej pory zetknąć. To sprawnie nakręcony, dobrze zagrany, wyrazisty oraz wciągający obraz. Film, który mimo upływu kilkudziesięciu lat od jego premiery nie stracił zbyt wiele ze swej siły oddziaływania, gdyż wciąż jest nieprzyjemny w oglądaniu i zapada w pamięć (Czego absolutnie nie mogę powiedzieć o wczorajszym dziele, które wyleciało z mej głowy szybciej niż euro z konta).

I mimo, że nie wszystko w tej produkcji zdaje się być dopięte na ostatni guzik (na przykład kilka scen nagości bohaterów płci pięknej można by sobie odpuścić, bo nie wiele wnoszą do fabuły. W dodatku zakończenie nie powinno chyba sprawiać wrażenia, że czegoś tu brakuje), a wyrażane przez amerykański sąd wątpliwości odnośnie losu aktorów (które tak na marginesie sprawiły, że Deodatto musiał udowadniać, że nie zabił odtwórców głównych ról) , mimo iż przyczyniły się do powstania swoistej czarnej legendy otaczającej ten tytuł, wydają się być dzisiaj ponurym żartem (choć trzeba uczciwie powiedzieć, że wszystkie sceny okrucieństwa w stosunku do zwierząt (takie jak chociażby, słynna już dzisiaj, "scena z żółwiem") były absolutnie autentyczne), zgodnie zresztą z charakterystyczną manierą włoskich twórców tamtego okresu, absolutnie autentyczne to stanowi ona naprawdę wartościową pozycję. W przeciwieństwie bowiem do większości takich produkcji, szokowanie widza brutalnymi obrazami nie sprawia wrażenia bycia celem samym w sobie, ale (tak jak w przypadku "Serbskiego Filmu" czy w pewnym stopniu również "Czasu Apokalipsy") sceny te zdają się zmuszać nas do myślenia na temat pokładów bestialstwa, tkwiących w naszej (stojącej pozornie na wyższym poziomie rozwoju niż ludy rzekomo pierwotne. Do tego miały się też chyba odnosić ostatnie słowa filmu czyli "Who is the real killer?")

Warto też wspomnieć o początku tego obrazu, który w kontekście treści przekazywanych nam przez twórców może spokojnie aspirować do bycia słownikową definicją kontrastu czyli o  pięknych zdjęciach amazońskiej puszczy, doprawionych urzekającym motywem przewodnim stworzonym przez Riza Ortolani(w ogóle trzeba docenić, że pod względem czysto wizualnym ten obraz prezentuje się wybornie jak na swoje lata).

Podsumowując. Muszę przyznać, że "Cannibal Holocaust" to najlepszy dowód na to, iż przy odrobinie talentu i gatunkowego wyczucia, da się zrobić stawiający na efekty gore film grozy, który po  upływie kilkudziesięciu lat nie będzie wyglądał jak niezamierzona autoparodia. 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci