Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Oddział 731" {Men behind the sun} (1988) czyli retrospektywy horrorowej klasyki część 4.

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

MBTS

Reżyser: Tun Fei Mou

Kraj: Hongkong

Gatunek: Horror, Wojenny

Czas trwania: 105 minut

W wielkim stylu powracamy do przyglądania się arcydziełom kina grozy. "Oddział 731" to bowiem jedno z tych ogniw światowej kinematografii, do których obejrzenia przymierzałem się bardzo długo. W tym wypadku nie było to jednak spowodowane wyłącznie trudnościami w dotarciu do niego. Poważniejszą rolę odegrała tu obawa przed tym jak wielką dawką ludzkiego zezwierzęcenia zostanę uraczony, jako że naczytałem się w swoim czasie informacji o opisywanych w nim zdarzeniach i już same opisy mroziły mi krew w żyłach. Czy jednak naprawdę można się temu dziwić? Szczególnie, że  niejednokrotnie dawałem wam do zrozumienia, że nie przepadam za nadmiernie krwawymi, obscenicznymi produkcjami i wolę atmosferę niż noże i siekierę. A przecież każdy fan horroru musiał się na jakimś etapie swej gatunkowej edukacji natknąć przynajmniej na  tytuł tej produkcji, który wymieniany jest jednym tchem obok, obejrzanych przeze mnie "Cannibal Holocaust", "Serbskiego Filmu", "Salo" czy "Martyrs" przy okazji wszelkich plebiscytów na "Najmocniejszy i najbardziej ekstremalny film w historii kina". Automatycznie rodzi się zatem  jedno pytanie: Czy ten produkt, w przeciwieństwie chociażby do przereklamowanego "Pluję na twój grób", jest godny swej sławy?

Powiem wam, że odpowiedź na to pytanie musi być twierdząca. Choć będę z wami szczerym. Gdybym miał być gatunkowym purystą to musiałbym przyznać, że wbrew pozorom dzieło stworzone przez chińskiego reżysera Tun Fei Mou wcale nie należy do gatunku kina grozy, w ogólnie pojętym znaczeniu tego słowa oraz poddać w wątpliwość sens opisywania go w tym dziale. I to wcale nie dlatego, że chciałbym go w jakikolwiek sposób zdeprecjonować (bo, jak już wspomniałem, przyznaję się uczciwie, że sceny w nim zawarte są rzeczywiście mocne i zrobiły na mnie piorunujące wrażenie) czy dlatego, iż stoję na stanowisku, że horror powinien przede wszystkim bazować na klimacie zamiast epatować widza możliwie jak najbardziej realistycznie ukazanym bestialstwem i okrucieństwem i szokować dla samego szokowania. Główny powód jest dużo bardziej prozaiczny.Mamy tu bowiem do czynienia z niemal dokumentem, który na podstawie autentycznych pamiętników stara się odtworzyć, ( w rzetelny, skrupulatny i wiarygodny sposób czego symbolem stało się użycie, podobnie jak w -przypadku "Cannibal Holocaust" prawdziwych zwierząt np. w scenie palenia szczurów)  nigdy do końca nie rozliczone (Nie pozwolili na to Amerykanie, dla których posiadana przez członków tego odziału wiedza okazała się warta całkowitego odpuszczenia win) i skazane na zapomnienie nieludzkie traktowanie jeńców wojennych ( Dla, których odczłowieczenia zwanymi tam "maruta" czyli "kłody"), jakiego dopuszczali się japończycy w ramach prac nad rozwojem broni biologicznej w, prowadzonym przez  generała pułkownika Shiro Ishii, tytułowym ośrodku ulokowanym na terenie okupowanej Mandżurii. Postępowania fanatycznego i bestialskiego, sprawiającego, tak na marginesie, że nazistowscy zbrodniarze z niesławnym doktorem Mengele na czele wyglądają przez porównanie jak niewinne aniołki. I to pewnie ten autentyzm, jest w moim odczuciu czynnikiem sprawiającym, że "Men behind the Sun" uczciwie zapracowało na swą markę. W przypadku innych bowiem pozycji, które usiłują nas przerazić swą obscenicznością wiemy, że pokazywane nam wydarzenia, choćby nie wiadomo jak straszliwe, są wyłącznie wytworem umysłu człowieka odpowiedzialnego za scenariusz. Tu nie ma tego komfortu, więc nawet dziś, po upływie prawie trzydziestu lat od premiery, kiedy zostaliśmy zalani mainstreamowymi pozycjami takimi jak "Piła" czy "Hostel", które wprost prześcigają się w przekraczaniu granic, które kiedyś wydawały się nieprzekraczalne oraz kiedy wyraźnie widać wszystkie  niedostatki dzieła hongkongskiego reżysera (takie jak np. niemiłosiernie rzucająca się w oczy sztuczność efektów gore, kilka przynudzających momentów czy daleka od naturalności gra aktorska) nie można odmówić,tego że ciężko znaleźć produkcję równie nieprzyjemną, zdecydowanie szokującą i wstrząsającą do granic. Dzieło choć w połowie tak sugestywne i wyraziste, które zapada w pamięć i wprowadza w stan złego samopoczucia. Obraz, którego chciało by się nie widzieć, żeby całkowicie nie stracić wiary w ludzkość.   

Podsumowując. Jak wspomniałem przy okazji "Serbskiego Filmu", niezmiernie trudno jest mi obiektywnie ocenić takie produkcje, przy których kompletnie nie wiadomo na jakie aspekty zwrócić szczególną uwagę i który element (forma czy treści) spełnia tutaj funkcję główną, a który tylko pomocniczą. Nie da się zaprzeczyć tylko jednemu "Oddział 731" zdecydowanie wywiązuje się ze swojej roli bardzo mocnego, bezkompromisowego kina, zwracającego uwagę na czarną kartę w historii 

OCENA: 9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci