Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Vamp U" (2013) czyli wampiry nie koniecznie na poważnie

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Vamp U

Reż: Matt Jespersen, Maclain Nelson

Scenariusz: Matt Jespersen, Maclain Nelson

Gatunek: Horror, Komedia, Akcja

Kraj: USA

Może to kwestia tego, że dzisiaj niemal cały dzień spędziłem na próbach, wzmiankowanego już przeze mnie na tych łamach przedstawienia szykowanego na Białostockie Spotkania Teatralne "Zwierciadła", przez amatorski teatr, do którego mam przyjemność należeć (Przedstawienia, które wreszcie, po dwóch latach pracy, udało nam się doprowadzić do końca. Tak na marginesie jeśli możecie to trzymajcie za nas jutro kciuki), czułem się niesamowicie psychicznie zmęczony i szukałem lekkiej, łatwej, przyjemnej i niewymagającej zbyt wielkiego umysłowego wysiłku pozycji, ale muszę powiedzieć, że ta produkcja, opowiadająca o granym przez Adama Johnsona (znanego też jako zaginiony brat bliźniak Kennetha Branagha) pracującym na uniwersytecie doktorze historii Waynie Gretzky'm (nie mylić z tym znanym hokeistą), który tak naprawdę jest wampirem nawet mi się podobała (Co chyba sprawia, że sądząc po notach na branżowych portalach jestem jedynym widzem, któremu przypadła ona do gustu. No cóż. Muszę przyznać, że bycie elitą to naprawdę przyjemne uczucie).

"Vamp U" to bez wątpienia poważny kandydat do miana największego pozytywnego zaskoczenia miesiąca w moich cyklicznym rankingu. I nie ma w tych słowach ani odrobiny ironii. Bo choć humor jest tu momentami naprawdę niskich lotów, klimat grozy praktycznie nie istnieje a do gry aktorskiej można mieć poważne zastrzeżenia to nie mogę zaprzeczyć, że jako wielki miłośnik kiczu, "guilty pleasure" i wszelkiej maści ekranowej bezpretensjonalności (choć zdaję sobię sprawę, że zdecydowanie zbyt rzadko to okazuję. Mam ku temu jednak ważne powody. Bo o ile przyznanie się do sentymentu jakim darzę cudownie przegięte produkcje japońskie pokroju "Vampire Girl versus Frankenstein Girl" nie wymaga wielkiej odwagi, to czuję, iż aby pisać o tym częściej musiałbym jednak zacząć od  przyznania się choćby do tego, że dobrze bawiłem się na "Totalnym Kataklizmie", a na to nie pozwala mi mój wewnętrzny snob filmowy), czerpałem z seansu masę nieskrępowanej frajdy (Może nie aż tyle co z "Detention". Jednak lepsze to niż być zmuszonym po raz kolejny oglądać nudne jak flaki bez oleju "Dragonball Evolution", do którego przyrzekłem sobie, że nie wrócę choćby mnie mieli ciągnąć wołami). Zwłaszcza, iż  scenariusz zawiera w sobie dialogi tak głupkowate, że aż śmieszne oraz całą masę absurdalnych sytuacji (Pozwólcie jednak, że nie będę wymieniał przykładów, ale jest tu tego takie nawarstwienie, iż musiałbym przytoczyć cały film)

Podsumowując. Nie zalecam wam oczywiście, że koniecznie musicie obejrzeć "Vamp U". Zdaje sobie bowiem świetnie sprawę z tego, iż prezentowany jest tu nam niezwykle specyficzny rodzaj rozrywki, który nie każdemu przypadnie do gustu. Tę decyzję zostawiam więc wam do osobistego wyboru. Powiem tylko, że produkcja reżyserskiego duetu Jespersen-Nelson skrywa w sobie wiele swoistego uroku i potrafi przykuwać uwagę.

OCENA: 6/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci