Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Abecadło Śmierci" {ABC's of Death} (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

ABC

Chyba nikt kto, tak jak ja, śledzi w miarę pilnie dokonania na gruncie współczesnego kina grozy nie może zaprzeczyć temu, że ten zasłużony gatunek znajduje się od pewnego czasu w stanie nieomal przedagonalnym. Iż niezwykle ciężko jest dziś znaleźć jakąś świeżą, prawdziwie przerażającą i pomysłowo zrealizowaną produkcję (Ostatnią godną uwagi pozycją spełniającą te kryteria był chyba "Serbski Film"),  która nie byłaby powieleniem prastarej idei (tak jak to było w przypadku omawianego przeze mnie nie tak dawno nowego "Martwego Zła"), nie popadałaby w koleiny gatunkowych schematów (aspekt, który można zarzucić większości powstających produkcji) lub nie stanowiłaby swoistego dialogu z konwencją, pełnego mrugania okiem do widza (Idealnymi przykładami mogą tu być rewelacyjny "Dom w Głębi lasu" lub nie mniej rewelacyjna "Opona"). 

Nie może zatem dziwić fakt, zapoczątkowanego "Trick 'r Treat" (do którego tak na marginesie od dłuższego czasu się przymierzam bo słyszałem o tym projekcie wiele pozytywnych opinii), kontynuowany niezłym ubiegłorocznym "V.H.S" a zwieńczonego omawianym dziś "Alfabetem Śmierci" zmartwychwstania takiej formy jak horrorowa antologia.  

Przyznaję, że przepis na finansowy i artystyczny sukces wydawał się niebywale prosty: Wziąć 26 utalentowanych reżyserów (W tym gronie znaleźli się m.in. znani nam już Ti West, Ben Wheatley (na którego noweli zawartej w tym zbiorze zawiodłem się chyba najbardziej), Nacho Vigalondo, Srdjan Spasojević czy Yoshihiro Nishimura. Nazwiska, które sprawiły, że niezmiernie oczekiwałem na finalny rezultat) i poza określeniem, że ich nowelki muszą się w jakiś tam sposób wiąząć z konkretną literą alfabetu nie stawiać im żadnych ograniczeń pod względem formy czy treści.

Jednak, jak zdążyłem się już niejednokrotnie przekonać to co dobrze wygląda na etapie planowania, nie gwarantuje, że finalny efekt będzie co najmniej satysfakcjonujący. Szczególnie, że jak wspominałem przy okazji dzielenia się swoimi wrażeniami z "Żubroffki" opowiedzenie krótkiej historyjki tak aby przykuwała uwagę i miała sens bywa często znacznie trudniejsze niż stworzenie długiej epopeji. Można porównać ten proces do zjawisk znanych z literatury stwierdzając, że  nie każdy pisarz bestsellerów równie zgrabnie poradzi sobie z napisaniem krótkiego opowiadania. Tu najważniejszy bowiem jest pomysł. A przyznam się uczciwie, że akurat pod względu tego aspektu trochę brakowało mi w tej produkcji spójności.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie uważam tej produkcji  za  nie udaną. Warto bowiem  docenić stylistyczną, formalną i tematyczną różnorodność, japończycy jak zwykle mnie nie zawiedli dowodząc, że w kategorii "największa dawka dziwności na centymetr kwadratowy" nie mają sobie równych a w gronie zaprezentrowanych nam segmentów znalazło się kilka ciekawych, imponujących kretywności, dających do myślenia i naprawdę zakręconych (Mi najbardziej przypadły do gustu te epizody, które wyszły spod ręki Ti Westa, Jake'a Westa, indonezyjczyka Timo Tjahjanto oraz twórcy "Serbskiego Filmu" Srdjana Spasojevica, który dowiódł swą enigmatyczną nowelką, że warto czekać na jego pełnometrażowy film numer 2). Po prostu mam wrażenie, że jeśli spojrzymy na potencjał tkwiący w zaangażowanych nazwiskach to można było spodziewać się znacznie lepszego i bardziej zapadającego dzieła, pozbawionego tak ewidentnych niedoróbek jak wspomniany tu epizod wyreżyserowany przez Bena Wheatleya czy nudne i pretensjonalne "Zgniecenie"

Podsumowując.  Jeśli celem tego projektu było zachęcenie widza do przyjrzenia się twórczości nieznanych  mu  wcześniej filmowców to niewątpliwie "Abecadło Śmierci" zdało egzamin ( Ja np. zamierzam sięgnąć po produkcje Jake'a Westa czy wspomnianego tu indonezyjczyka Tjahjanto). Jeśli jednak spojrzymy na  walory merytoryczne to nie da się ukryć, że pozostawia ono spory niedosyt i wrażenie, iż żaden z twórców nie pokazał nam 100% swoich możliwości

OCENA: 7/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci