Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Animus" (2013) czyli lepsza wersja "Grave Encounters 2"

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Reżyseria: Quin Davis

Scenariusz: Quin Davis

Gatunek: Horror

Kraj: USA

Czas trwania: 83 minuty

Jedynym pozytywnym aspektem po wczorajszym kosmicznym filmowym bałaganie, zwanym też  "Śmiertelna Wyliczanka" jest, fakt, że dowiodła ona niezbicie jak trudne jest zrobienie dobrego, wciągającego i klimatycznego kina groza. Iż nawet najlepsza obsada nie pomoże, jeśli twórcom brakuje umiejętności posługiwania się sprawdzonymi motywami i trzymania w ryzach opowiadanej przez siebie historii. Nie wspominając już nawet o tak zdawałoby się elementarnym aspekcie jak posiadanie choćby strzępków talentu by, tak jak udało się to choćby Mike'owi Flanaganowi w przypadku rewelacyjnej "Absentii", wyciągnąć absolutne maksimum z posiadanego przez siebie budżetu. Czy debiutującemu na fotelu reżysera Quinowi Davisowi udało się dołączyć do grona twórców udanych dzieł? Do pewnego stopnia na pewno tak!

Przyznaję, że sięgnąłem po "Animus" tylko dlatego, że jak już pewnie zauważyliście od czasu pierwszego seansu genialnego "Lotu nad kukułczym gniazdem" uwielbiam produkcje poruszające tematykę zaburzeń psychicznych i dziejące się choćby przez ułamek sekundy na terenie szpitala psychiatrycznego. I choć wiem, że obrazy zajmujące się tą problematyką siłą rzeczy muszą być do siebie zbliżone  to jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu niesamowitego wręcz podobieństwa tej historii, którym dostajemy w omawianym dziś tytule  do przyzwoitego "Grave Encounters". I wbrew pozorom nie chodzi mi tu tylko o analogiczny wręcz pomysł na historię ( W obu filmach mamy bowiem do czynienia z grupką studentów (choć w tym wypadku aktorzy, jakkolwiek mocno się nie starali, wyglądają na wszystko z wyjątkiem osiemnastolatków), którzy w celu udowodnienia, że zjawiska paranormalne są faktem postanawia  nakręcić film dokumentalny o owianym złą sławą szpitalu psychiatrycznym) czy fakt, że po obydwu nie spodziewałem się przed seansem niczego dobrego a w rezultacie okazały się one być całkiem udanym kawałkiem kina. Przede wszystkim warto bowiem zwrócić uwagę na umiejętnie, biorąc pod uwagę skromne możliwości, wykreowany,  poschizowany, nacechowany kreatywnością (szczególnie jeśli chodzi o przywołujące na myśl "Silent Hill" postaci upiorów) i lekko klaustrofobiczny klimat potęgowany przez dobrze dobraną muzykę oraz nastrojowe lokacje (choć przyznaję, że te w produkcji braci Vicious radzą sobie z tym aspektem bez porównania lepiej i wywierają większe wrażenie). Na plus warto też zapisać pomysłowe nawiązania do kilku filmów, których wymieniać nie będę bo każdy miłośnik gatunku powinien je rozpoznać bez mrugnięcia okiem.

Powiem wam, że gdyby ta produkcja składała się tylko z tych elementów, lub gdybyśmy pominęli fakt, że aktorzy (Może poza chwalebnym wyjątkiem Megan Davis, która autentycznie stara się stworzyć wiarygodną postać) są obdarzeni charyzmą i umiejętnościami porównywalnymi z osinowym pieńkiem (sprawia to wrażenie, że ich miejsce jest w jakiejś parodii na wzór "Strasznego Filmu" niż w pozycji z aspiracjami do bycia poważnym horrorem)  a twórcy poszli w pewnym momencie pisania scenariusza na łatwiznę i kosztem budowanej przez siebie od pierwszych minut aury niedopowiedzeń, wieloznaczności i tajemnicy postawili na dosłowność, krew i przyzwoite efekty gore to moglibyśmy spokojnie nazwać ją jednym z najlepszych filmów bieżącego roku. A tak jest ona tylko jedną z wielu. Choć i tak trzeba oddać "Animus" jedno. Finalny efekt jest nieporównywalnie lepszy i bardziej zasługujący na nazywanie kontynuacją "Grave Encounters" niż stworzony przez Johna Poliquina koszmarny oficjalny sequel tamtej produkcji

Podsumowując. Choć nie uświadczymy może w żadnego aspektu, którego byśmy już gdzieś wcześniej nie widzieli w lepszym wykonaniu i nic po seansie nie utkwi nam specjalnie w pamięci  to jednak trzeba powiedzieć, że "Animus" spełnia  swoją rolę jako film do jednorazowego obejrzeniai reżyser absolutnie nie ma się czego wstydzić.

OCENA: 5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci