Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Filmowy Remanent część 24.

bradesinarus
Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy tu wchodzicie! Jak zapewne zauważyliście po tytule tej notki nadeszła pora by, za tytułem opowiadania Philipa Dicka "przypomnieć to sobie zbiorowo". Co dziś w programie? Dwaj bracia rywalizujący o wpływy, wypadek w pociągu, pisarz szukający natchnienia i narkotyki.



1. „Wymyk” (2011)

Wynyk

Reż. Greg Zgliński

Kraj: Polska

Czas trwania: 85 minut

Nie będę ukrywał, że od chwili kiedy po raz pierwszy obejrzałem świetne „Vinci” w reżyserii Juliusza Machulskiego jestem wielkim wielbicielem talentu Roberta Więckiewicza, którego uważam za jednego z najbardziej utalentowanych polskich aktorów. Istnego wirtuoza ekranu, dla którego rodzime podwórko powoli staje się za ciasne i przy posiadanym przez siebie potencjale (predysponującym go do zagrania z powodzeniem nawet słupka drogowego) oraz fakcie, iż potrafi stworzyć zniuansowaną, wyrazistą oraz zapadającą w pamięć kreację stanowiącą wartość dodaną nawet najsłabszej produkcji powinien poważnie rozważyć perspektywę kariery w Hollywood.

Dowodem na potwierdzenie moich słów niech będzie stworzony przez Grega Zglińskiego „Wymyk”. Dzieło, reklamowane w swoim czasie jako najmocniejszy polski film 2011 roku, nie przypadło mi bowiem do gustu w stopniu jakiego oczekiwałem (Pewnie dlatego, że nie jestem wielkim fanem „kina moralnego niepokoju” czyli tych wszystkich leniwie snujących się dramatów obyczajowych, skupiających się głównie na wewnętrznych przeżyciach bohaterów. Bo choć takie klimaty niewątpliwie mają oddanych admiratorów, a sam obraz jest naprawdę dobrze zrobiony (No może poza zakończeniem, które wygląda jakby ekipie w pewnym momencie po prostu skończyła się taśma celuloidowa) i przyzwoicie zagrany to ja jednak wolę traktować film jak ekwiwalent przygody czy substytut randki z najpiękniejszą dziewczyną w mieście i lubię kiedy seans dostarcza mi poważnego materiału do przemyśleń niż katować się rzeczami, które kompletnie do mnie nie przemawiają tylko dlatego, że „w dobrym guście” jest podziwiać takie snuje bez wyrazu.). Szczerze mówiąc to gdyby nie popis gry aktorskiej jaki daje Więckiewicz pewnie w ogóle nie dotrwał bym do końca.

Podsumowując. „Wymyk” to produkcja, nawet jak na nasze rodzime warunki ze wszech miar przeciętna, której jedynym atutem i powodem, dla którego warto w ogóle po ten tytuł sięgnąć jest kreacja Roberta Więckiewicza

OCENA: 6/10

***

2.Jestem Bogiem {Limitless} 2011

JB

Reżyseria: Neil Burger

Kraj: USA

Czas trwania: 105 minut

Pomimo że w tym filmie (w przeciwieństwie do poprzednika) nie uświadczymy niestety Roberta Więckiewicza i faktu, że opowieści o pisarzach za wszelką cenę poszukujących natchnienia (Szczególnie zasłużonym w tej kwestii jest niewątpliwie Stephen King, którego obsesja na tym punkcie dała na m genialne „Lśnienie”) czy narkomanach powstało już tyle, iż czymś niemożliwym wydawać by się mogło wymyślenie w tym temacie czegokolwiek nowego to nie mogę kategorycznie stwierdzić, że pod postacią „Limitless” (do którego obejrzenia przymierzałem się tak swoją drogą już od dłuższego czasu) mamy do czynienia z produkcją, którą trzeba ominąć szerokim łukiem. Ba! Ośmielił bym się nawet stwierdzić, że jest wręcz odwrotnie.

Trzeba bowiem jasno powiedzieć, że dzieło stworzone przez Neilla Burgera, twórcę świetnego "Iluzjonisty" to film, który koniecznie trzeba zobaczyć. Nie tylko dlatego, że dysponuje kapitalną kreacją Bradleya Coopera (udowadniającego, że jego występ w „Poradniku Pozytywnego Myślenia nie był tylko dziełem przypadku), urzekającą Abbie Cornish (która, w odróżnieniu od kilku innych produkcji jakie z nią widziałem, takich jak np. „Siedmiu Psychopatów” miała tu pole do udowodnienia, że sprawdza się nie tylko jako „paprotka”), dobrego Roberta de Niro oraz rewelacyjną stroną wizualną (choć do frenetycznego poziomu zaprezentowanego przez Gaspara Noe w „Enter The Void” trochę jej jednak brakuje). Przede wszystkim „Limitless” jest wzorcowo opowiedzianą niegłupią historią , która uzależnia jak najlepszy narkotyk.

Podsumowując. Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności zanurzenia się w wykreowany przez Neila Burgera i odpowiedzialnego za scenariusz Leslie Dicksona świat zdumiewającej pomysłowości to sugerowałbym pominięcie kilku niewątpliwych wad w rodzaju zbyt optymistycznego zakończenia (Bo tak szczerze to, która pozycja ich nie zawiera) i natychmiastowe nadrobienie zaległości. Zapewniam, że nie będziecie żałować

OCENA: 9/10



© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci